Polscy inwestorzy mają trudny orzech do zgryzienia. Z jednej strony
wczorajszy optymizm potencjalnie otwiera drogę do dalszej zwyżki cen, a z
drugiej wczorajszy odwrót na rynku amerykańskim jest czynnikiem skutecznie
gaszącym zapał kupujących. Nie będzie wielkim odkryciem jeśli stwierdzę,
że dzisiejszy początek sesji nie będzie równie optymistyczny, jak
wczorajsza końcówka. Zapowiada nam się korekta ostatniego wzrostu. Jak
zwykle, to jej wielkość pokaże nam faktyczną siłę kupujących. Im korekta
głębsza, tym ta siła, a więc i przewaga nad podażą będzie mniejsza. Płytka
korekta, która nie będzie trwała zbyt długo będzie sygnałem, że popyt
faktycznie wziął się do pracy, a nie tylko markuje ruchy.
Co odpowiada za wczorajsze spadki cen w USA? Serwisy na pierwszy plan
wysuwają drogą ropę. To już staje się nudne, bo jeszcze dzień wcześniej to
właśnie drogą ropę część serwisów uznawała za czynnik pomocny wzrostom cen
akcji. Droga ropa może pomagać spółkom paliwowym, ale reszcie raczej
przeszkadza. Tłumaczenie ruchów całego rynku zmianami cen ropy jest mało
poważne. Jakie inne czynniki mogły wpłynąć na spadek wycen? Czy to takie
ważne? Czy ktoś zastanawiał się, czy na rynku także może zadziałać efekt
motyla? Czy np. to, że jakieś dziecko wylało rano tatusiowi na marynarkę
talerz płatków skutkowało złym samopoczuciem tatusia, który miał przez to
obniżony poziom tolerancji na złe wiadomości i w trakcie dnia kierowany
impulsem podjął decyzję o sprzedaży części akcji, a tak się złożyło, że
jego ruchy monitorował ktoś i postanowił zmałpować itd., itd. jest mało
prawdopodobne? Pewnie tak, ale czy niemożliwe? Szukanie sztywnych i
niezmiennych reguł w zachowaniu się cen jest szukaniem Świętego Graala.
Takich reguł nie ma. Zatem pierwszym krokiem do swobodnego przebywania na
rynku jest akceptacja tego, że znacznie częściej nie znamy prawdziwych
powodów ruchów cen. Tym bardziej jeśli one dotyczą pojedynczych zmian i
jeśli mamy świadomość istnienia czynnika losowego.
Dziś przed sesją swoje wyniki podał BZW. Wynik netto grupy spadł do 243
mln złotych, z 261 mln złotych rok wcześniej. Bank mniej zarobił głównie
ze względu na słabszą koniunkturę na warszawskiej giełdzie. Spadek nie
był zaskoczeniem. Analitycy oczekiwali nawet nieco słabszego wyniku, na
poziomie 234 mln złotych. W zamian nieco niższy okazał się wynik z
odsetek, ale różnica nie jest znacząca. Mamy także wyniki bardziej
znaczących banków. PEO w I kw. zarobił 1,14 mld złotych, co nieznacznie
przekroczyło prognozy analityków mówiących o 1,1 mld złotych. Bank PKO
także nieznacznie przekroczył prognozy rynkowe. Jego zysk za I kw. 2008
roku to 951,2 mln złotych, a oczekiwano 925 mln złotych. Wczoraj banki
były motorem wzrostu. Wyniki nie są wielkim zaskoczeniem, a więc
prawdopodobnie nie uchronią rynku przed korektą.