Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie znaczenie dla inwestorów ma reklasyfikacja przez S&P DJI w porównaniu do kluczowej roli agencji MSCI.
- Z jakimi krótkoterminowymi ryzykami wiąże się zmiana statusu i jakie są jej długofalowe korzyści dla gospodarki.
- W jaki sposób nowe postrzeganie Polski może wpłynąć na rynek długu i koszt pozyskania kapitału przez emitentów.
Lepszy rydz niż nic – tak można by podsumować opinie ekspertów na temat szans awansu Polski z grona rynków wschodzących do rozwiniętych według dostawcy indeksów S&P Dow Jones Indices. Choć nie jest to podstawowy wybór dla globalnych funduszy, to w dłuższym terminie dla Polski decyzja taka mogłaby mieć pozytywne skutki wizerunkowe. Z czasem obraz Polski jako emitenta długu powinien się poprawić, z kolei kapitał zagraniczny może stać się bardziej przywiązany do naszego rynku.
Czytaj więcej
Historia reklasyfikacji uczy podwójnej pokory: wobec prognoz dotyczących przepływów indeksowych oraz wobec pokusy przeceniania zmian jako katalizat...
Tłuste lata
Spektrum rynków kapitałowych na świecie – ogółem mówiąc – dzieli się na dwa obozy: rozwinięte oraz wschodzące. Pojęcia te krystalizowały się kilka dekad temu, kiedy świat wyglądał zupełnie inaczej niż dziś. Co prawda ledwie garstka krajów awansowała z grupy drugiej do pierwszej, ale przypadek Polski może tę skromną listę powiększyć. Ostatnie lata dla krajowej gospodarki są dość pomyślne. Polska wyróżnia się na tle Europy wzrostem gospodarczym, co znajduje ujście w solidnym zachowaniu rynku kapitałowego. W ubiegłym roku dynamika wzrostu PKB sięgnęła 3,6 proc., z kolei prognozy na ten rok – zrewidowane w ostatnich miesiącach w związku z wojną na Bliskim Wschodzie – wskazują na wzrost poniżej 3 proc. Poprzeczka może nie jest ustawiona wysoko, ale wyniki te plasują kraj na czołowym miejscu w Europie i wysoko na świecie. Polska nieraz już w ostatnich miesiącach gościła na pierwszych stronach znanych ekonomicznych pism i choć niektórzy mogą traktować to jako sygnał kontrariański, to jednak utrzymująca się siła giełdy potwierdza zainteresowanie inwestorów zagranicznych, od których kondycja polskiego rynku zależy najmocniej.
Niedawno S&P Dow Jones Indices, globalny dostawca indeksów giełdowych i wskaźników rynkowych poinformował, że prowadzi konsultacje w sprawie przeklasyfikowania Polski z rynków wschodzących do rynków rozwiniętych. I nie powinno być to niespodzianką dla obserwatorów rynków kapitałowych.
– Informacja o rozpoczęciu przez S&P Dow Jones Indices kolejnych konsultacji w sprawie przeklasyfikowania Polski z kategorii rynków wschodzących do rozwiniętych nie jest zaskoczeniem i być może nie powinna nim być. Polska gospodarka i rynek kapitałowy osiągnęły już poziom, który sam w sobie nikogo do tej tezy przekonywać nie potrzebuje (G20, stabilność otoczenia, odporność gospodarki na kryzysy) – komentuje Bartosz Świdziński, prezes Erste Securities. Czy to jednak na pewno dobra informacja dla nas?
– Słowo „niestety” jest tu jednak celowe. Reklasyfikacja podwyższająca formalny status rynku paradoksalnie przekłada się na zmniejszenie napływów kapitału – za sprawą dużo niższej wagi w indeksach rynków rozwiniętych niż wschodzących. Na szczęście S&P pozostaje mniej istotnym dostawcą indeksów akcji niż MSCI, co ogranicza skalę potencjalnych konsekwencji – zaznacza Świdziński.
Czytaj więcej
Przez wiele lat nasz rynek walczył o miano lidera w Europie Środkowo-Wschodniej. Dzisiaj pukamy do drzwi rynków rozwiniętych. Wyzwań wciąż jednak n...
Mikro wśród dużych
Mechanizm jest prosty: fundusze zarządzające portfelami rynków wschodzących wyjdą z Polski, a ich miejsce zajmą fundusze rynków rozwiniętych – tyle że z pozycją marginalną. – Innymi słowy, nasz rynek przemieści się z segmentu, w którym był stosunkowo dobrze widoczny, ostatnio wręcz doceniany i charakteryzował się akceptowalną płynnością, do roli małego gracza wśród największych, płynnych rynków świata. Dotyczy to zarówno funduszy pasywnych, odwzorowujących indeks mechanicznie, jak i aktywnych – z tym że te drugie niosą dodatkowe ryzyko: zarządzający może rynek po prostu pominąć ze względu na jego zbyt małą wagę i płynność, co generuje koszty. Trzeba pamiętać, że Polska to rynek małych spółek, nawet nasze „blue chips” są co najmniej średniakami w perspektywie globalnej – analizuje Świdziński.
Stąd znacznie większe znaczenie miałaby zmiana klasyfikacji Polski przez MSCI, którego benchmarki stosuje wiele globalnych instytucji finansowych. – Informacja o konsultacjach S&P DJI była więc oczekiwana, ale nie jest kluczowa, natomiast stopniowo przybliżająca nas do nieuchronnej decyzji MSCI, która będzie miała długoterminowe negatywne konsekwencje dla GPW. Precedensy znamy – Korea Południowa i Izrael są tu przykładem. Warto też odnotować, że analogiczny scenariusz rysuje się dla Grecji, wobec której MSCI, FTSE i STOXX mogą podjąć decyzję o reklasyfikacji do grona rynków rozwiniętych jeszcze w tym roku – przypomina Świdziński.
Początkowo oba wspomniane kraje zmagały się z odpływem kapitału. Przykładowo Izrael przed zmianą w indeksach rynków wschodzących stanowił istotną i wyeksponowaną pozycję, podczas gdy wśród rynków rozwiniętych odpowiadał za ułamek procenta. Podobny mechanizm zadziałał w Korei Południowej. W dłuższym okresie po przeklasyfikowaniu można jednak spodziewać się większej stabilności rynkowej, a być może także i wyższych wycen, aczkolwiek w to drugie część ekspertów wątpi.
– Ewentualne awansowanie Polski przez S&P DJI z rynków wschodzących do rozwiniętych byłoby ważnym wydarzeniem, choć bardziej w kategoriach instytucjonalnych i reputacyjnych niż istotnego przełomu dla wycen na GPW. Wpływ przepływów kapitału byłby niejednoznaczny. Według danych S&P Polska ma obecnie wagę około 1,27 proc. w indeksie S&P Emerging, a po reklasyfikacji jej szacowana waga w S&P DJI Developed wynosiłaby tylko 0,15 proc. To oznacza, że dla części funduszy emerging markets Polska zniknęłaby z benchmarku, a w indeksach rynków rozwiniętych byłaby bardzo małym (pomijalnym) rynkiem – zauważa Hubert Kmiecik, dyrektor inwestycji, Amundi Polska TFI.
– Efekt netto zależałby więc od skali aktywów śledzących konkretne indeksy S&P, struktury funduszy i decyzji aktywnych zarządzających. Krótkoterminowo mogłyby pojawić się przepływy techniczne, ale długoterminowo większe znaczenie miałaby poprawa postrzegania Polski jako rynku stabilnego, przewidywalnego i bardziej zbliżonego do Europy Zachodniej – mówi. Według Kmiecika większe znaczenie mogłoby mieć takie wydarzenie dla rynku polskiego długu skarbowtego. – Jeżeli inwestorzy zagraniczni zaczęliby postrzegać Polskę jako kraj zachodniej Europy, to obecne poziomy zadłużenia do PKB wypadałyby dość korzystnie. Mogłoby to prowadzić do niższych rentowności polskich obligacji skarbowych – twierdzi zarządzający Amundi Polska TFI.
Czytaj więcej
Jest trochę zapomnianych albo przykurzonych spółek notowanych na GPW z potencjałem, którym warto się ponownie przyjrzeć – mówi Sobiesław Kozłowski,...
Jego zdaniem obecnie trudno oczekiwać podobnego kroku od MSCI. – W przypadku MSCI byłbym ostrożniejszy. MSCI ma własną metodologię i patrzy nie tylko na poziom rozwoju gospodarki, ale też na wielkość i płynność rynku oraz realną dostępność rynku dla inwestorów instytucjonalnych – tłumaczy.
Nacisk na kwestie wizerunkowe stawia także Piotr Grzeliński, dyrektor zespołu zarządzania akcjami rynku krajowego, Pekao TFI. – Ewentualna reklasyfikacja Polski do grona rynków rozwiniętych przez S&P Dow Jones Indices to bez wątpienia istotny sygnał wizerunkowy, świadczący o dojrzałości naszej gospodarki. Jednak z perspektywy zarządzania portfelem i analizy przepływów kapitałowych, należy podchodzić do tego wydarzenia z analitycznym pragmatyzmem – oznajmia.
Grzeliński również zwraca uwagę na kwestię wag w indeksach – obecne 1,27 proc. w Emerging BMI Polska zamieniłaby na zaledwie 0,15 proc. w S&P Developed BMI. – W krótkim terminie, w okolicach daty wdrożenia zmian, może to paradoksalnie wygenerować na GPW pewną presję podażową i odpływ netto kapitału pasywnego. Dla globalnych graczy waga rzędu ułamka procenta jest często pomijalna. Z takim przypadkiem zmierzyła się chociażby giełda w Izraelu po swoim awansie w 2010 r. w ramach klasyfikacji MSCI – przypomina ekspert Pekao TFI. I on podkreśla, że w długim horyzoncie czasowym przynależność do rynków rozwiniętych jest zjawiskiem jednoznacznie pozytywnym. – Skutkuje trwałym obniżeniem premii za ryzyko kraju, co przekłada się na niższy koszt kapitału dla emitentów – mówi.
Poprawa obrazu Polski jako emitenta długu byłaby obecnie bardzo pożądana – w połowie kwietnia rentowności papierów dziesięcioletnich wzbijały się nawet powyżej 6 proc., aczkolwiek obecnie są o ponad 0,3 pkt proc. niżej.
Wierniejszy kapitał
Grzeliński także zwraca uwagę na kwestię pozycji rynkowej dostawców indeksów. – W świecie globalnych funduszy alokujących kapitał poza USA, to benchmarki MSCI, a nie S&P DJI, są absolutnym hegemonem dyktującym kierunki realnych przepływów. Z tego też względu ewentualna podaż akcji z rynku krajowego, w ramach przeklasyfikowania naszego rynku przez S&P DJI, nie powinna być istotna – mówi zarządzający Pekao TFI. – Na ten moment, agencja MSCI oficjalnie nie planuje zmiany statusu naszego kraju. Polska pozostaje mocnym, zauważalnym komponentem indeksu MSCI Emerging Markets. Z punktu widzenia ochrony płynności i wycen na GPW jest to bardzo korzystna sytuacja, gwarantująca naszym spółkom stałą obecność na radarach i w portfelach największych globalnych instytucji – twierdzi Grzeliński.
Decyzja S&P DJI ma zapaść w 2027 r. A jakie są widoki na zmianę klasyfikacji Polski przez MSCI? – Polska spełnia formalne kryteria MSCI i może trafić na listę obserwacyjną już w czerwcu tego roku, co otworzyłoby wieloletni proces reklasyfikacji przez największego gracza w branży indeksowej – twierdzi Jakub Liebhart, wiceprezes Eques Investment TFI. Według niego zmiana choćby przez S&P DJI długoterminowo przyniesie jakościową poprawę kapitału napływającego na GPW. – Dzisiejszy inwestor rynków wschodzących to aktywny, potencjalnie oportunistyczny podmiot, traktujący Polskę jako jeden z wielu rynków wschodzących i tym samym reagujący na szerokie ryzyka geopolityczne. Kapitał skoncentrowany na rynkach rozwiniętych to fundusze emerytalne czy pasywne fundusze indeksowe, kupujące ekspozycję systematycznie, niezależnie od rynkowych nastrojów – podkreśla Liebhart. Według niego widoki na poprawę wycen na GPW istnieją. – Można oczekiwać efektu reratingu wycen: niższa premia za ryzyko oznacza wyższe mnożniki przy tych samych zyskach spółek i to nawet bez poprawy fundamentów – twierdzi Liebhart.
Przypomnijmy, że we wrześniu 2018 r., tj. kilka miesięcy po wybuchu afery GetBacku, Polska została zakwalifikowana do grona rynków rozwiniętych przez globalną agencję indeksową FTSE Russell
Opinie
Musimy wzmacniać fundamenty i reagować na potrzeby inwestorów
Tomasz Bardziłowski, prezes, Giełda Papierów Wartościowych
Tomasz Bardziłowski, prezes GPW
Potencjalny awans ze strony S&P Dow Jones Indices oznaczałby, że kolejny duży międzynarodowy dostawca indeksów – po FTSE Russell – uznaje siłę polskiej gospodarki oraz rosnącą dojrzałość naszego rynku kapitałowego. Jeśli chodzi o indeks MSCI, który jest benchmarkiem dla największej liczby inwestorów, to postrzegalibyśmy taki awans jako naturalny kolejny krok w dłuższej perspektywie.
Nasze podejście koncentruje się na wzmacnianiu fundamentów rynku, w tym poprzez zwiększanie liczby i skali spółek dostępnych dla globalnych inwestorów, poprawę płynności oraz poszerzanie bazy inwestorów. Zmianę klasyfikacji traktujemy jako rezultat tych działań, a nie cel sam w sobie. Kluczowe jest również, aby taka zmiana nastąpiła we właściwym momencie, gdy będzie mogła być wsparta odpowiednią głębokością rynku, zapewniającą trwałą pozycję w indeksach rynków rozwiniętych.
Warto zwrócić uwagę na dane strukturalne dotyczące obecności Polski w indeksie MSCI. W ciągu ostatnich 10 lat łączna kapitalizacja polskich spółek uwzględnianych w indeksie wzrosła trzykrotnie, podczas gdy ich liczba spadła o jedną trzecią z 23 do 16. Z jednej strony pokazuje to wyraźny wzrost jakości i skali największych spółek, z drugiej jednak podkreśla wyzwanie związane z szerokością rynku i reprezentacją większej liczby podmiotów.
Oznacza to konieczność działania w długim horyzoncie – zamiast „zabiegać” o konkretną datę, powinniśmy konsekwentnie wzmacniać fundamenty rynku i dostosowywać się do oczekiwań globalnych inwestorów. Wyzwanie to ma również wymiar strategiczny. W koszyku rynków wschodzących Polska jest relatywnie dużym i dobrze widocznym uczestnikiem. Udział Polski w indeksie MSCI Emerging Markets kształtuje się obecnie na poziomie około 1,1 proc. Po ewentualnym awansie do grona rynków rozwiniętych ten udział znacząco spadnie, co oznacza ryzyko mniejszej ekspozycji i zainteresowania inwestorów. Dlatego kluczowe jest budowanie odpowiedniej skali i atrakcyjności rynku, tak, aby nie znaleźć się poza radarem globalnego kapitału.