Tegoroczne mistrzostwa będą pod wieloma względami bezprecedensowe. O tytuł po raz pierwszy powalczy 48 reprezentacji, a sama do bólu skomercjalizowana impreza ma wygenerować rekordowe 40 miliardów wartości dodanej w globalnej gospodarce. Blisko połowa tego tortu ma przypaść Stanom Zjednoczonym.
Nawet jeśli szacunki te okażą się trafne – a na ten moment wydaje się, że wysokie ceny biletów oraz zakwaterowania znacznie schłodziły popyt – dla tak dużej gospodarki nie będzie to odczuwalny zastrzyk kapitału. Oczekuje się, że podbije on dynamikę PKB o zaledwie 0,1 pp. Impreza znacznie silniejszy bodziec wzrostowy może stanowić dla Meksyku (nawet do 0,5 pp. PKB).
Stany postarały się jednak o przełamanie tzw. „klątwy białych słoni”, tj. generowania potężnych strat przez kosztowne, niewykorzystane po turnieju obiekty sportowe, z którymi mierzyły się RPA czy Katar. Na potrzeby mistrzostw nie powstał ani jeden nowy stadion. Część meczów rozegrana zostanie na zmodernizowanych arenach służących na co dzień zespołom NFL (ligi futbolu amerykańskiego).
Niezależnie od ostatecznego bilansu zysków i strat, największego zwycięzcę już znamy. Rekordowe 11 miliardów dolarów przychodu z praw telewizyjnych i marketingu zabezpieczyła sobie FIFA. Sam przebieg mistrzostw oraz sukces komercyjny imprezy będzie miał dla organizacji ograniczone znaczenie z krótkoterminowej perspektywy finansowej.