Reklama

Powiało chłodem z danych za luty z polskiej gospodarki

Duże rozczarowanie z budownictwa, wzrost płac w firmach niższy od prognoz oraz brak przełomu w przemyśle i zatrudnieniu – tak można podsumować nowe dane GUS z polskiej gospodarki za luty.
Powiało chłodem z danych za luty z polskiej gospodarki

Foto: Adobe Stock

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie czynniki determinują obserwowaną dynamikę wzrostu wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw?
  • Czym jest spowodowany spadek dynamiki zatrudnienia i jakie są jego konsekwencje?
  • Jakie trendy charakteryzują produkcję przemysłową oraz ceny producentów i co na nie wpływa?
  • Które elementy wpłynęły na wyniki sektora budownictwa i jakie są jego krótkoterminowe oraz długoterminowe perspektywy?
  • Jakie zagrożenia zewnętrzne i wewnętrzne mogą oddziaływać na polską gospodarkę oraz jakie zależności występują między jej sektorami?

Zgodnie z danymi GUS, przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw urosło w lutym o 6,1 proc. r/r. To mniej od średniej prognoz ekonomistów dla „Parkietu” (6,6 proc.), i taki sam wynik jak w styczniu (6,1 proc.). Są to też wyniki najniższe od pięciu lat. Gdyby nie proinflacyjne skutki konfliktu w Zatoce Perskiej, takie dane stanowiłyby argument za obniżką stóp procentowych w kwietniu.

Roczna dynamika wynagrodzeń już czwarty rok jest w stopniowym trendzie spadkowym. Zgodnie z przewidywaniami ekonomistów, w kolejnych miesiącach można się spodziewać spadku tempa wzrostu płac poniżej 6 proc.

Foto: Parkiet

Flauta w płacach

Obniżeniu dynamiki wynagrodzeń sprzyja kilka elementów. Po pierwsze: niewielkie podwyżki płacy minimalnej. W tym roku urosła ona tylko o 3 proc., najmniej od dwudziestu lat. O tyle samo w górę poszła kwota bazowa dla wynagrodzeń nauczycieli i pracowników państwowej sfery budżetowej. Wprawdzie akurat płace w budżetówce nie liczą się do przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw (czyli w firmach zatrudniających minimum 10 pracowników), niemniej tak niewielka skala podwyżek oznacza, że z tej sfery nie płynie presja płacowa dla całego rynku.

Reklama
Reklama

Foto: Parkiet

Dodatkowo: na rynku pracy jest chłodniej niż w poprzednich latach. Oczywiście, popyt na pracę, szczególnie specjalistów, wciąż jest dość wysoki i w obliczu wyzwań demograficznych nie pozwoli dynamice płac już ostro spadać. Niemniej siły popytu i podaży na rynku pracy są bliżej bilansu niż w poprzednich latach. – Widzimy niższy popyt na pracę, szczególnie wśród osób młodych, z najniższym doświadczeniem. Część tych prac jest optymalizowana przez sztuczną inteligencję i nowe technologie. Nie dzieje się to na masową skalę, jednak w części sektorów jest zauważalne – wyjaśnia Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium. „Widzimy mniejszy popyt na pracę oraz wolniejszy wzrost nowo zakładanych przedsiębiorstw, a także kurczące się marże sugerujące problemy z konkurencyjnością niektórych modeli biznesowych” – komentują zaś ekonomiści ING Banku Śląskiego.

Styczniowe badanie Szybki Monitoring NBP pokazało, że udział przedsiębiorstw zamierzających zwiększyć płace jest już zbliżony do poziomu obserwowanego w długim okresie. Jednocześnie przeciętna wysokość planowanych podwyżek jest wyraźnie mniejsza niż wynika to z wieloletniej średniej.

Foto: Parkiet

Jeśli chodzi stricte o lutowe dane, nieco gorsze od prognoz, to możliwe, że widać tu efekt słabszej koniunktury w budownictwie na początku roku (zima wstrzymała wiele prac budowlanych). To rzutowało na ruchome elementy wynagrodzeń osób zatrudnionych w tej branży.

Nominalnie, przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosło w lutym 9135,69 zł, o około 520 zł więcej niż rok temu. W ujęciu realnym, czyli po uwzględnieniu inflacji (2,1 proc. r/r w lutym), przeciętne wynagrodzenie urosło o około 3,9 proc. r/r. To solidne tempo realnego wzrostu płac niezmiennie stanowiło silny fundament dla konsumpcji prywatnej. Jednak wzrost cen paliw i gazu w marcu (i prawdopodobne dalsze efekty proinflacyjne „rozlewające” się po gospodarce) obniży w kolejnych miesiącach realną dynamikę wynagrodzeń, w dodatku pogorszyły się w marcu nastroje konsumenckie. – Słabsze oceny kondycji gospodarki i perspektyw finansowych mogą ograniczać skłonność do większych wydatków, wzmacniając tendencję do ostrożniejszej konsumpcji w najbliższych miesiącach – komentuje Agata Filipowicz-Rybicka, główna ekonomistka Alior Banku.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Przeciętne wynagrodzenie w lutym poniżej prognoz. Znów najniższy wynik od lat

Zatrudnienie w dół

Zgodnie z czwartkowymi danymi GUS, cały czas – już od dwóch i pół roku – na minusie jest roczna dynamika zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw. Tym razem okazało się ono niższe niż przed rokiem o 0,8 proc. (zgodnie ze średnią prognoz). W lutym zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wynosiło 6 mln 398 tys. etatów i było niższe niż w styczniu o 2,4 tys.

Foto: Parkiet

Spadki przeciętnego zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw wydają się wynikać z m.in. czynnika demograficznego. Jak wyjaśniają analitycy ING Banku Śląskiego, liczba osób osiągających wiek emerytalny i odchodzących z rynku pracy jest wyraźnie wyższa od liczby młodych osób wchodzących na rynek pracy. Na to nakłada się osłabiony popyt na pracę, widoczny m.in. w rzadszym zastępowaniu odchodzących pracowników nowymi.

Bez przełomu w przemyśle

W czwartek dowiedzieliśmy się też, że produkcja przemysłowa w Polsce w lutym urosła o 1,5 proc. rok do roku. Ten wynik okazał się bliski średniej prognoz ekonomistów (1,7 proc.). Dane są też wyraźnie lepsze niż styczniowe, gdy GUS zameldował spadek produkcji sprzedanej w przemyśle o 1,5 proc. Wówczas wiązano to m.in. z efektem kalendarza (mniejsza liczba dni roboczych), ale też nadzwyczaj – na tle ostatnich lat – zimową aurą. To wstrzymywało prace budowlane, co z kolei ograniczało popyt na materiały ze strony tego sektora. Z drugiej strony, lutowe dane o produkcji budowlano-montażowej (-13,7 proc. r/r) również okazały się bardzo słabe, stąd produkcję przemysłową musiały tym razem „pociągnąć” w górę inne czynniki. Na pewno pomógł korzystny układ dni roboczych.

Z danych GUS wynika, że w lutym produkcja przemysłowa urosła w ujęciu rok do roku w połowie branż (17 spośród 34), najmocniej w kategorii „naprawa, konserwacja i instalowanie maszyn i urządzeń”. Generalnie dobrze wygląda sytuacja producentów dóbr inwestycyjnych, np. produkcja maszyn i urządzeń wzrosła w lutym o blisko 7 proc. r/r. Dość chłodna aura w pierwszej połowie lutego mogła zaś stać za tym, że zaopatrywanie w energię elektryczną, gaz, parę wodną i gorącą wodę urosło rok do roku o 13,5 proc.

Reklama
Reklama

Na przeciwnym biegunie były zaś m.in. produkcja wyrobów z pozostałych mineralnych surowców niemetalicznych oraz produkcja metali, gdzie zanotowano spadki o 10,5-11,5 proc. r/r. Obie te branże są silnie powiązane z budownictwem: w pierwszej zawierają się m.in. materiały budowlane, w drugiej np. pręty, blachy, odlewy czy produkty stalowe.

Zgodnie z danymi GUS, w przemyśle w lutym wciąż – już od 2,5 roku – trwała deflacja. Ceny produkcji sprzedanej przemysłu spadły w lutym o 2,3 proc. r/r (wobec średniej prognoz ekonomistów: -2,4 proc.). Przyczyny? To m.in. wzmożona konkurencja zewnętrzna, w tym np. z rynku chińskiego, gdzie też od kilku lat trwa deflacja na poziomie cen producenta. Generalnie: importowaliśmy niską inflację z zewnątrz. – W ostatnich dwóch latach silnie obniżyły się też ceny energii elektrycznej, spadły ceny frachtu, obniżyły się ceny części surowców przemysłowych i wzrosła ich dostępność, a także dostępność podzespołów. Zdjęło to z przedsiębiorców część presji kosztowej – zauważa Maliszewski.

Jednocześnie eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie może zmienić ten obraz. „W kolejnych miesiącach obserwowane obecnie wzrosty cen surowców energetycznych (ropa, gaz, węgiel) będą czynnikiem podbijającym wskaźnik cen producentów” – piszą ekonomiści ING Banku Śląskiego.

Budownictwo pogłębiło dołek

Jak wspomniano, w czwartek GUS poinformował też, że produkcja budowlano-montażowa spadła w lutym o 13,7 proc. r/r. To wynik wyraźnie gorszy od średniej prognoz ekonomistów (-8,1 proc. r/r), i jeszcze gorszy niż za styczeń (-12,9 proc.). Najsłabiej w porównaniu rok do roku wiodło się w budowach budynków (-16,7 proc. r/r). W budowach infrastrukturalnych GUS zaraportował spadek o ponad 10 proc., a w robotach specjalistycznych (tj. przygotowawczych i wykończeniowych) o prawie 13 proc. r/r.

Zdaniem ekonomistów, na dane z budownictwa nadal negatywny wpływ miała pogoda w lutym (konkretnie: jego pierwszej połowie), gdy niskie temperatury, oblodzenie czy utrzymująca się pokrywa śnieżna przeszkadzała w prowadzeniu wielu prac budowlanych.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Świetne dane o inflacji w Polsce. Pobite kilkuletnie minima

Słabe dane z pierwszych dwóch miesięcy m.in. z budownictwa teoretycznie nie wywracają do góry nogami scenariuszów na ten rok. – W pierwszych miesiącach roku wolumeny sprzedaży w budownictwie są sezonowo niskie, co częściowo łagodzi wymowę kiepskiego początku roku – mówi Filipowicz-Rybicka. – Tym niemniej bardzo słabe dynamiki z początku roku mogą być trudne do odrobienia w nadchodzących miesiącach – dodaje.

Fundamenty dla dobrych wyników tego segmentu gospodarki w 2026 r. są solidne i w dużej mierze niezależne od zawirowań geopolitycznych – to środki z KPO i nowej perspektywy unijnej. Jednocześnie w krótkim terminie słabsze dane z początku roku będą rzutować na dane o PKB za pierwszy kwartał – te niemal na pewno będą słabsze niż za czwarty kwartał 2025 r. (+4 proc. r/r).

Zresztą również bazowe scenariusze dla sektora przemysłowego zakładają dalszą stopniową poprawę sytuacji, nie tylko dzięki wyższemu popytowi ze strony krajowego budownictwa – pomagać może też niemiecki pakiet inwestycyjny. Jednocześnie silna konkurencja z Azji jest z kolei zagrożeniem dla rodzimego przemysłu dóbr trwałych.

Na te wszystkie nadzieje cieniem kładzie się jednak sytuacja na Bliskim Wschodzie. Jak komentują ekonomiści Banku Pekao, wybuch wojny w Zatoce Perskiej stanowi czynnik ryzyka z uwagi na opóźnienia i ograniczenia w dostawach niektórych komponentów i surowców. Niemniej za większy problem uznają wyhamowanie europejskiej gospodarki i polskiego eksportu do państw Europy Zachodniej. Pogorszenie perspektyw gospodarczych w kraju i za granicą obniżyłoby popyt ze strony przedsiębiorstw, tym bardziej, jeśli firmy w obliczu wzrostu ryzyka biznesowego zrewidują swoje plany inwestycyjne. Dodatkowo, gdyby wzrost cen gazu i paliw trwale przełożył się na gorsze nastroje konsumentów i wzrost kosztów życia w Polsce i w świecie, mogłyby ucierpieć sektory nastawione na dobra konsumpcyjne.

Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama