Nowe dane oznaczają, że stopa bezrobocia nie zmieniła się względem lutego. Okazała się natomiast lekko wyższa od średniej prognoz ekonomistów dla „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” (6,1 proc.).
Zgodnie ze statystykami GUS, w marcu w urzędach pracy zarejestrowanych było 949,8 tys. bezrobotnych, o 5 tys. mniej niż w lutym. Zwykle sezonowy spadek liczby bezrobotnych w marcu jest kilkukrotnie wyższy, np. w latach 2021-2025 było to co roku około 17-23 tys. osób. Na tle ostatnich lat ta różnica wynika przede wszystkim z mniejszej liczby wyrejestrowań, co ekonomiści wiążą z ograniczeniem środków z Funduszu Pracy na finansowanie działań aktywizacyjnych.
Stopa bezrobocia wyższa niż przed rokiem
W skali roku, w urzędach pracy przybyło blisko 120 tys. bezrobotnych, a stopa bezrobocia rejestrowanego urosła z 5,4 proc. Ten skok tłumaczyć można m.in. zmianami legislacyjnymi. Nowa ustawa o rynku pracy i służbach zatrudnienia, która zaczęła obowiązywać od czerwca 2025 r., uprościła proces rejestracji w urzędach pracy – można jej teraz dokonać w miejscu faktycznego zamieszkania, a nie wyłącznie zameldowania. Rozszerzono również krąg osób uprawnionych do otrzymania wsparcia, obejmując także rolników. W praktyce oznaczało to, że część osób pozostających bez pracy, wcześniej niewidocznych w systemie, została do niego włączona. Jednocześnie wydłużono z jednego do trzech miesięcy czas, po którym osoba jest usuwana z rejestru bezrobotnych, jeśli nie potwierdzi gotowości do podjęcia pracy.
Alternatywna miara bezrobocia – według Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności, czyli deklaracji respondentów (czy ktoś pracuje, czy szuka pracy itd.) – nie wskazuje na tak wyraźne pogorszenie sytuacji na krajowym rynku pracy. Zgodnie z nią, stopa bezrobocia pomiędzy lutym 2025 r. a lutym 2026 (najnowsze dane) urosła z 3,1 do 3,2 proc., a liczba bezrobotnych o 22 tys., do 577 tys. Różnica w liczbie bezrobotnych i stopie bezrobocia między danymi z urzędów pracy wynika m.in. z tego, że w „pośredniakach” zarejestrowane bywają też osoby bierne zawodowo (zarejestrowane tylko dla ubezpieczenia zdrowotnego) czy pracujące „na czarno”.
Stagnacja na rynku pracy
Nie zmienia to jednak faktu, że polski rynek pracy jest nieco chłodniejszy niż w minionych latach. Świadczy o tym choćby spadająca dynamika wynagrodzeń (najniższa od około pięciu lat), mniej ofert pracy (co sprawia, że wejście na rynek pracy lub zmiana miejsca pracy jest cięższa) czy fakt, że na popularności zyskują bardziej elastyczne formy zatrudnienia niż umowy o pracę.
Szacunki NBP dotyczące niewykorzystanych zasobów pracy nadal wskazują na zjawisko tzw. chomikowania zatrudnienia, polegające na ograniczaniu czasu pracy zamiast dokonywania zwolnień. Indeks BBUI, stosowany przez bank centralny, osiąga najwyższe poziomy od okresu pandemii (5,3 proc. zasobu pracy na koniec 2025 r.). – Polacy nie tracą pracy, ale nie pracują tyle, ile by chcieli. Być może tej pracy dla nich aż tyle nie ma – wyjaśniał w marcu Jacek Kotłowski, dyrektor Departamentu Analiz i Badań Ekonomicznych NBP. Wciąż natomiast zgodnie z badaniami Polskiego Instytutu Ekonomicznego, więcej przedsiębiorstw planuje zwiększać zatrudnienie, niż je redukować.
Marazm na rynku pracy odbija się też na nastrojach Polaków. Zgodnie z czwartkowymi danymi GUS, wzrostu stopy bezrobocia w ciągu najbliższych 12 miesięcy obawia się ponad 45 proc. badanych, najwięcej od trzech lat.