Wzrost wynagrodzeń w polskiej gospodarce narodowej przyspieszył w IV kwartale do 8,5 proc. r/r, z 7,5 proc. w III kwartale. Przerwany został tym samym trwający ponad rok trend spadkowy. Czy te dane to wyjątek – efekt hojnych dodatków rocznych i świątecznych – czy sygnał, że dynamika płac już nie hamuje?
Rzeczywiście, dane okazały się nieco wyższe niż można się było spodziewać. Takich „niespodzianek” nie da się jednak uniknąć. Mimo wszystko dynamika wynagrodzeń znajduje się jednak w trendzie spadkowym, przynajmniej w ujęciu nominalnym. Spodziewamy się, że średnie wynagrodzenie w gospodarce narodowej w 2026 r. zwiększy się o około 5,5 proc. r/r, zaś w sektorze przedsiębiorstw o nieco ponad 6 proc. Byłoby zaskoczeniem, gdyby wzrost wynagrodzeń zatrzymał się w okolicach 7-7,5 proc. i nie chciał dalej spadać. To przekładałoby się na szybszy wzrost popytu konsumpcyjnego i w efekcie na wyższą krajową presję na ceny.
Dlatego musimy bacznie obserwować dane o płacach. To będzie bardzo istotny czynnik składający się na perspektywy inflacji i w efekcie na decyzje o stopach procentowych. Gdyby w efekcie przyspieszającego wzrostu gospodarczego i rosnącego popytu na pracę dynamika płac utrzymała się na wyższym od obecnych oczekiwań poziomie, byłby to sygnał dla banku centralnego, żeby nie przesadzać z obniżkami stóp procentowych.
Czytaj więcej
Inflacja w styczniu wyniosła 2,2 proc. r/r – podał w piątek Główny Urząd Statystyczny (GUS). Odcz...
W scenariuszu bazowym jednak zakładacie, że dynamika cen usług i inflacja bazowa – już i tak najniższe od sześciu lat – będą istotnymi czynnikami przemawiającymi za niską inflację w tym roku. Co jeszcze?
Pomaga stabilizacja cen surowców. Wprawdzie m.in. ceny energii są na wyższych poziomach niż przed wybuchem wojny na Ukrainie, są jednak niższe niż kilkanaście miesięcy temu. Do tego dochodzi silna aprecjacja złotego, przede wszystkim względem dolara.
Ważny jest też efekt rosnącego importu z Chin. Można powiedzieć, że to „niedobra dezinflacja”, bo choć niewątpliwie cieszy konsumentów w Polsce i generalnie w Europie, to jednak uderza w firmy z branż przemysłowych. Ceny produkcji sprzedanej przemysłu spadają, co powoduje, że przychody firm nie bardzo chcą rosnąć, mimo że w ujęciu realnym produkcja przyspiesza. To dalece niekomfortowa sytuacja z punktu widzenia sytuacji finansowej przedsiębiorstw i perspektyw ich zyskowności.