Z tego artykułu dowiesz się:

  • W jaki sposób rosnące budżety obronne przekładają się na dynamiczny rozwój sektora kosmicznego.
  • Jak rewolucyjne obniżenie kosztów transportu na orbitę otwiera nowe możliwości komercyjne dla branży.
  • Jakie mogą być konsekwencje debiutu giełdowego SpaceX dla całego rynku i dostępności kapitału.
  • Na jakie ryzyka, w tym zmiany stóp procentowych, narażone są wzrostowe spółki technologiczne.

Niemal 210 proc. w rok i 75 proc. po blisko pięciu miesiącach tego roku – spółki półprzewodnikowe mają mocnego konkurenta w postaci sektora kosmicznego. A do debiutu SpaceX coraz bliżej.

Kosmos a obronność

Mowa choćby o funduszu Space Innovators ETF liczącym obecnie około 2,25 mld dolarów aktywów, czyli nie tak znów dużo, zwłaszcza jeśli sumę tę zestawimy z potencjalną wartością IPO SpaceX. Sektor kosmiczny, a ściślej – rakietowy, wciąż jest na wczesnym – patrząc z perspektywy inwestorów – etapie. Czołowe spółki wchodzące w skład wspomnianego ETF-u nie wypracowują obecnie zysków, co oczywiście w przypadku przedsięwzięć wysokiej technologii nie jest niczym nadzwyczajnym. Pierwsza czwórka funduszu to Rocket Lab, Planet Labs, Viasat oraz EchoStar. Numer jeden to firma zajmująca się budową rakiet i statków kosmicznych. Planet Labs zajmuje się obrazowaniem Ziemi. Viasat dostarcza technologie i usługi szerokopasmowe w ramach usług komunikacyjnych i obronnych, natomiast EchoStar rozwija technologie satelitarne.

Tegoroczne stopy zwrotu firm kosmicznych są... także kosmiczne i nieraz sięgają ponad 100 proc. Zainteresowanie sektorem podkręca rozwój sztucznej inteligencji, ale przede wszystkim napędzają go rosnące wydatki na obronność, szczególnie jeśli mowa o rozwiązaniach telekomunikacyjnych, nawigacyjnych, monitorujących czy transportowych. Jak wskazują eksperci Saxo Banku, popyt na obronność ma długotrwały charakter, choć ich zdaniem sporo optymizmu jest już w cenach akcji. Trend wykracza poza czołgi i amunicję – obejmuje też satelity, dane i infrastrukturę kosmiczną – czytamy. Saxo zwraca uwagę np. na OHB – spółkę działającą na styku kosmosu i obronności. Niemiecka grupa buduje satelity i systemy kosmiczne, coraz ważniejsze dla obserwacji, nawigacji i łączności. – Akcje OHB w ostatnim czasie wyraźnie wzrosły, wspierane szerszym entuzjazmem wobec europejskich spółek kosmicznych. Ważniejszy jest jednak wymiar strategiczny. Helsing, niemiecka spółka obronna oparta na sztucznej inteligencji, wraz z OHB powołała wspólne przedsięwzięcie, by rozwijać kosmiczne systemy obserwacji, rozpoznania, wykrywania i namierzania celów – analizuje Ruben Dalfovo z Saxo Banku. Od początku roku notowania OHB wzrosły  już ponad czterokrotnie.

Czytaj więcej

Półprzewodniki złotym strzałem kwietnia. Jak wypadną w maju?

Jedyny krajowy fundusz nawiązujący nazwą do kosmosu znajdziemy w rodzinie produktów inPZU. Fundusz powstał 2,5 roku temu i wyraźnie przyspieszył w ostatnich 12 miesiącach. Jego aktywa to jednak bardzo skromne 25 mln zł. Fundusz TFI PZU ma bardziej zachowawczy charakter. Znajdziemy tam także spółki, które znajdują się we wspomnianym ETF-ie, ale zdecydowanie więcej jest przedsiębiorstw o ugruntowanej pozycji rynkowej. Czołową pozycję w składzie ma Lockheed Martin, dominujący na zachodnich rynkach samolotów myśliwskich. W takim, znacznie szerszym ujęciu spółki „kosmiczne” znajdziemy również w wielu innych funduszach akcji rynków rozwiniętych, np. w portfelach globalnych trendów, tzw. megatrendów czy spółek nowej generacji. W kontekście krajowego rynku i inwestycji w kosmos warto wspomnieć o spółce Creotech Instruments, która przy 5-proc. umocnieniu podczas ostatniej sesji tygodnia notowała zwyżkę o 182 proc. od początku roku.

Jak mówi Michał Szymański, prezes VIG/C-Quadrat TFI, spółki sektora kosmicznego w coraz większym stopniu znajdują się w orbicie zainteresowania inwestorów ze względu na spadające koszty wynoszenia ładunków w kosmos, co daje perspektywę znacznie szerszego komercyjnego wykorzystania orbity okołoziemskiej. – Oczekiwania te są dodatkowo wzmacniane przez kolejne cele biznesowe SpaceX właśnie w zakresie obniżenia kosztów transportu na orbitę – zauważa. SpaceX osiągnął już w tym zakresie bardzo wiele. – Przykładowo, o ile koszt wyniesienia 1 kg ładunku przez prom kosmiczny wynosił około 60 tys. USD, o tyle w przypadku obecnej rakiety SpaceX Falcon Heavy jest to rząd 1-2 tysięcy dolarów za kilogram. Następnym celem spółki jest poziom nawet około 100 dolarów za 1 kg. Teoretycznie dawałoby to potencjał do budowy tak istotnej infrastruktury jak centra danych. Te, przy obecnych prognozach ich budowy, będą mierzyć się na Ziemi z coraz większymi barierami wynikającymi z zapotrzebowania na energię (orbita zwiększa możliwości korzystania z energii słonecznej, a przy okazji ułatwia chłodzenie) – tłumaczy Szymański.

Czytaj więcej

Kosmos otwiera się na firmy z Polski. Wykorzystają szansę?

Czy rynek wchłonie IPO

Jak to często z inwestycjami w nowe technologie bywa, wśród inwestorów mają one zarówno zagorzałych zwolenników, jak i przeciwników. – Rzeczywistość, jak zawsze, będzie jednak weryfikować nadzieje inwestorów. Pesymiści wskażą na przykład powstałej na fali mobilnej komunikacji telefonii satelitarnej Iridium, która spektakularnie zbankrutowała pod koniec lat 90., gdyż znacznie tańsza okazała się naziemna telefonia komórkowa. Optymiści wskażą natomiast na przykład sukcesu internetu satelitarnego Starlink, który zdobywa rynek przy konkurencyjnym koszcie dla klienta, pomimo już szerokiego rozpowszechnienia internetu bazującego na naziemnej infrastrukturze – podkreśla Szymański. 

Marek Kaźmierczak, zarządzający VIG/C-Quadrat TFI, przyznaje że spółki kosmiczne, w tym np. rakietowe, znajdują się w kręgu zainteresowań towarzystwa. – Niemniej, spółki z bardzo niskimi przychodami i gigantycznym potencjałem wzrostu cieszą się największym zainteresowaniem inwestorów indywidualnych w USA. Dużo lepszą relację stóp zwrotu i ryzyka mogą mieć spółki przemysłowe, które operują w kilku segmentach, a biznes kosmiczny jest jednym z segmentów, które mają wysokie dynamiki wzrostu – ocenia.

Według zarządzających SpaceX może w krótkim czasie po ofercie publicznej liczyć na pasywny popyt indeksowy, który może częściowo „drenować” środki z rynku. Ich zdaniem znajdujemy się raczej w środowisku wysokiej dostępności kapitału, głównie z uwagi na kilkuletnie mocne wzrosty na rynkach akcji nie tylko w USA, ale i na pozostałych światowych rynkach.

Czytaj więcej

Giełdowa trójca. Czyli kto zarobi na SAFE

Przeszkodą dla firm wzrostowych mogłyby być podwyżki stóp procentowych, aczkolwiek wzrost oczekiwań na zacieśnianie polityki monetarnej jak dotąd nie popsuł nastrojów. – Spółki nierentowne z sektorów wzrostowych są bardzo wrażliwe nie tylko na projekcje wzrostu przychodów we wczesnej fazie rozwoju firmy, ale także są wrażliwe na zmiany stóp procentowych. W przypadku ryzyka podwyższonej inflacji w dłuższym okresie wzrost stóp procentowych oddziaływałby negatywnie na ten segment spółek  – mówi Kaźmierczak. Na rosnące obawy o podwyżki stóp procentowych wskazuje przecena obligacji  skarbowych. Oprocentowanie amerykańskich obligacji dziesięcioletnich utrzymuje się od ponad tygodnia w okolicach 4,6 proc., z kolei rentowność papierów trzydziestoletnich pozostaje powyżej 5 proc., a w tym tygodniu dotarła niemal do 5,20 proc.

Ostatnie tygodnie pokazują jednak, że akcje, zwłaszcza spółek ryzykownych, lubią wspinać się po ścianie strachu. Jak zauważa Jarosław Niedzielewski, dyrektor inwestycji Investors TFI, choć konflikt na Bliskim Wschodzie pozostaje nierozstrzygnięty, a transport przez Cieśninę Ormuz wciąż jest wstrzymany, rynki akcji zdają się ignorować te problemy. – Podobnie jak w ubiegłym roku, gdy inwestorzy przestali przejmować się wojnami handlowymi Trumpa, tym razem również prym wiedzie Wall Street. W ciągu ostatniego miesiąca indeks S&P 500 ustanowił aż 13 rekordowych zamknięć (do 13 maja). Dla kontrastu – w pierwszych dwóch miesiącach 2026 r. gdy nie było jeszcze mowy o wojnie, rosnących cenach ropy, inflacji czy podwyżkach stóp, Wall Street zanotowała zaledwie cztery rekordy – komentuje.