Kurs MLP Group jest na rekordowych poziomach, inwestorzy doceniają wyniki finansowe, ale nie sposób zapytać o otoczenie. Cieśnina Ormuz nie jest zamknięta, ale też nie jest otwarta, wojna na Bliskim Wschodzie budzi obawy o inflację, nagłówki tekstów o niemieckiej gospodarce z ostatniego miesiąca przytoczmy dwa: „Niemiecki wstrząs uderzy w Polskę”, „Niemcy tracą na chińskiej ekspansji”.
Konsekwentnie powtarzam: nie patrzymy ani na całe Niemcy, ani na całą Polskę, lecz koncentrujemy się na kluczowych miastach, a sytuacja w tych miastach wygląda bardzo dobrze. Podpisujemy kolejne umowy, również z firmami chińskimi, które intensywnie inwestują w Europie, szczególnie w Niemczech. Uważam więc, że obecnie mamy do czynienia raczej z fazą transformacji gospodarczej.
Nie obserwujemy wyhamowania w największych ośrodkach miejskich, mimo że statystycznie gospodarka niemiecka prawdopodobnie zamknie rok wzrostem PKB na poziomie około zera. Polska, choć może osiągnąć wzrost na poziomie ok. 3 proc., startuje jednak z relatywnie niskiej bazy, dlatego również trzeba zachować odpowiednią perspektywę. Jednocześnie w kluczowych niemieckich miastach widzimy bardzo dużo inwestycji i innowacji. Przygotowałem nawet dla mojego zespołu zestawienie pokazujące, jaki proc. PKB poszczególne kraje przeznaczają na innowacje – Niemcy zajmują w tym rankingu czwarte miejsce na świecie. Dlatego nie obawiałbym się o kondycję niemieckiej gospodarki.
W kluczowych miastach gospodarka rozwija się bardzo dynamicznie, szczególnie w obszarze nowoczesnych technologii. To już nie jest model oparty na prostej produkcji wykorzystującej tani gaz czy tanie surowce energetyczne. Paradoksalnie, w wielu przypadkach produkcja w Niemczech staje się dziś tańsza niż w Polsce, dzięki znacznie wyższemu poziomowi automatyzacji i nowoczesnym technologiom.
Sytuacja na polskim rynku magazynowym też wygląda dobrze. Zawirowania związane z sytuacją w cieśninie Ormuz działają wręcz na naszą korzyść, ponieważ firmy ponownie zaczynają analizować bezpieczeństwo i stabilność łańcuchów dostaw. Problemy w globalnych łańcuchach dostaw przekładają się na większe zapotrzebowanie na powierzchnie magazynowe.
Nie odczuwamy więc żadnego spowolnienia. W pewnym sensie przypomina to sytuację z okresu COVID-19 – im większa była niepewność i problemy gospodarcze, tym lepiej rozwijała się branża magazynowa.
W I kwartale wykazaliście mocny wzrost wyników operacyjnych (zawarte umowy najmu) i finansowych. Co więcej, znamy cele na cały rok. Całkowite przychody mają wzrosnąć z 99 mln do 131 mln euro, przychody z najmu z 56 mln do 80 mln, a FFO (fund from operations) z 13 mln do 35 mln euro. Z czego ten wzrost wynika – z większego portfela, z lepszych warunków umów?
Ten wzrost wynika z kilku czynników: oddawania powierzchni do użytkowania, podpisywanych umów najmu, zakończenia okresów rent free na dużej części kontraktów oraz rekordowego poziomu wynajmu. Dodatkowo wszystkie renegocjowane umowy są odnawiane, a średni wzrost stawek wynosi około 11 proc.
I kwartał był dla nas rekordowy, a każdy kolejny powinien być jeszcze lepszy, ponieważ nasz biznes ma charakter skumulowany. Biorąc pod uwagę, że retencja jest bliska 100 proc., czyli praktycznie żaden klient od nas nie odchodzi, to każda nowa umowa najmu po prostu zwiększa skalę działalności. Dlatego założenie, które przyjęliśmy – czyli wzrost co najmniej o kilkanaście proc. rocznie – realizujemy z bardzo dużym komfortem. Wynika to już z kontraktów podpisanych w ubiegłym roku. Nawet gdybyśmy w tym roku nie podpisali już żadnej nowej umowy, i tak uroślibyśmy o około 20 proc. Chciałbym też podkreślić, że dziś mamy zakontraktowane 92 proc. przychodów planowanych na ten rok.
Obecnie w dużej mierze koncentrujemy się na dochodowości. Zawsze podkreślam, że MLP nie musi być największą firmą na rynku, nigdy nie mieliśmy takich ambicji. Naszym celem jest bycie firmą najstabilniejszą i najrentowniejszą. Rekordowa EBITDA nie była dziełem przypadku. Każdy kolejny kwartał powinien przynosić jeszcze lepsze wyniki i generować coraz większe przepływy gotówkowe.
Tylko od 2020 r. mieliśmy tyle zawirowań, jeśli chodzi o geopolitykę, makroekonomię, czarne łabędzie, że prognozować jest trudno, ale ponieważ w ostatnich dniach świętował pan dziesięciolecie swojej prezesury w MLP Group, chciałem zapytać o perspektywy na następną dekadę.
Mamy cel, żeby urosnąć przez najbliższe kilka lat. Co roku rośniemy o 20 proc., więc łatwo sobie przemnożyć, że w cztery lata, jak policzymy proc. złożony, urośniemy o 100 proc. i to jest nasz cel.
Naszym celem jest podwajanie skali firmy co 4-5 lat. Oznacza to, że w perspektywie dziesięciu lat spółka może być nawet trzykrotnie większa niż dziś. Patrząc na obecny popyt oraz rozwój na rynkach zagranicznych, taki scenariusz wydaje się w pełni realny. Nasz biznes jest bardzo stabilny, przewidywalny i rozwija się w sposób liniowy. Czasami żartuję, że podczas kwartalnych spotkań z analitykami właściwie nie mamy o czym opowiadać, ponieważ nie dzieje się nic nadzwyczajnego – podpisujemy kolejne umowy, biznes systematycznie rośnie i nie pojawiają się żadne negatywne zaskoczenia. Nasze konferencje bywają wręcz nudne, bo model działania pozostaje bardzo konsekwentny i przewidywalny.
Być może patrzę na biznes w nieco bardziej tradycyjny sposób, ale dla mnie kluczowa jest gotówka – nie tylko same podpisane umowy najmu, lecz przede wszystkim realne przepływy pieniężne, rentowność i stabilność działalności. To są fundamenty rozwoju MLP i tego podejścia będziemy konsekwentnie się trzymać. To element naszego DNA i kultury organizacyjnej, który się nie zmieni.