Arkadiusz Balcerowski, mBank: Jesteśmy u progu boomu konsumpcyjnego

W 2024 r. wydatki konsumpcyjne gospodarstw domowych realnie podskoczą o ponad 4 proc. W tle będzie szybki wzrost płac, który może też utrwalać inflację – mówi Arkadiusz Balcerowski, ekonomista z mBanku.

Publikacja: 23.11.2023 18:38

Arkadiusz Balcerowski, ekonomista w mBanku, autor bloga InsiderFX

Arkadiusz Balcerowski, ekonomista w mBanku, autor bloga InsiderFX

Foto: parkiet.tv

W październiku sprzedaż detaliczna towarów wzrosła o 2,8 proc. rok do roku. To jej pierwsza zwyżka od lutego i zarazem największa od ponad roku. Jaką rolę odegrał skok popytu na paliwa w związku z przedwyborczą obniżką ich cen? Czy poza tym jednorazowym efektem widać w Polsce autentyczne ożywienie popytu na towary?

Tak, już od pewnego czasu poziom sprzedaży detalicznej, po oczyszczeniu z wpływu czynników sezonowych, rośnie. Co więcej, ten wzrost przyspiesza. To nie jest tak, że jakaś jedna kategoria towarów ciągnie całą sprzedaż, ożywienie widać w wielu kategoriach. Koreluje to z poprawiającymi się nastrojami konsumentów w związku z tym, że przyspiesza i prawdopodobnie będzie jeszcze przyspieszał wzrost realnych płac. Wszystko to wpisuje się w scenariusz odbicia popytu konsumpcyjnego, który będzie w przyszłym roku motorem wzrostu PKB.

Sprzedaż dóbr trwałego użytku, takich jak meble i sprzęt RTV i AGD, wciąż jednak maleje w ujęciu rok do roku. To jest efekt wysokiej bazy odniesienia sprzed roku?

Dla całej sprzedaży detalicznej baza odniesienia była w tym roku wysoka. Dlatego właśnie lepiej patrzeć na odsezonowane zmiany sprzedaży miesiąc do miesiąca. W zasadzie w każdej kategorii towarów widać jakieś ożywienie.

Doradca prezesa NBP Leon Podkaminer wytknął mi niedawno, że fali optymizmu wśród konsumentów wcale nie widać, bo wskaźniki nastrojów, choć rosną, to pozostają ujemne. Teoretycznie oznacza to, że więcej gospodarstw domowych raportuje pogorszenie swojej sytuacji finansowej i jej perspektyw niż poprawę. Jak jest w praktyce? Dla oceny perspektyw konsumpcji ważniejszy jest poziom wskaźnika nastrojów czy kierunek jego zmian?

Przyznaję, że nie badałem tego ekonometrycznie, ale postawiłbym tezę, że kluczowy jest kierunek zmian, a nie sam poziom. Poziom tego wskaźnika, jak zresztą wielu innych, może podlegać pewnym strukturalnym przesunięciom. Ale nawet jeśli wskaźnik ufności konsumenckiej przesuwa się na ujemnych terytoriach, jego wzrost oznacza poprawę nastrojów.

Wspomniałeś, że za poprawą nastrojów konsumentów stoi przyspieszenie wzrostu siły nabywczej wynagrodzeń. W październiku w sektorze przedsiębiorstw przeciętne wynagrodzenie realnie wzrosło o niemal 6 proc. rok do roku, najbardziej od lutego 2019 r. Takie tempo jest do utrzymania?

Biorąc pod uwagę nasze prognozy płac w sektorze przedsiębiorstw i inflacji, jest nawet potencjał, aby w horyzoncie półrocznym wzrost realnych wynagrodzeń przyspieszył. Później prawdopodobnie ten wzrost ustabilizuje się. Mniej więcej na przełomie pierwszego i drugiego kwartału przyszłego roku inflacja osiągnie dno. Natomiast wzrost nominalnych płac, pomimo dużej podwyżki płacy minimalnej w 2024 r., będzie prawdopodobnie stopniowo hamował. Chociaż nie spodziewałbym się, że zwolni wyraźnie poniżej 10 proc. rok do roku. To jest zresztą trochę niepokojące, bo jeśli tempo wzrostu produktywności nie podskoczy o dobrych kilka punktów procentowych, co jest bardzo mało prawdopodobne w krótkim czasie, to wzrost płac będzie kluczowym czynnikiem ryzyka dla inflacji w przyszłym roku.

O ile wzrosną wydatki konsumpcyjne gospodarstw domowych w 2024 r.?

Nasza prognoza zakłada wzrost o około 4,5 proc., czyli o 1 pkt proc. większy, niż wskazuje ostatnia projekcja NBP. Z drugiej strony nasza prognoza wzrostu PKB jest nieco niższa, na poziomie 2,7 proc., choć nie jest wykluczone, że trzeba ją będzie podnieść. Na razie zakładamy, że ujemny wpływ na wzrost PKB będą miały wyniki handlu zagranicznego. Eksport będzie wciąż słaby, a konsumpcja się odbije i w warunkach ekspansji fiskalnej może być dość importochłonna. Nadwyżki handlowe, które teraz odnotowujemy, będą szybko topniały.

Z czego wynika tak duża różnica między waszą prognozą wzrostu konsumpcji a tą autorstwa NBP?

Nie wiem, co dokładnie zakładają analitycy banku centralnego, ale ta różnica częściowo wynikać może z tego, że projekcja NBP wskazuje na spadek zatrudnienia i wzrost stopy bezrobocia. Wydaje się, że NBP kieruje się tutaj czynnikami długoterminowymi, takimi jak trendy demograficzne. Ale, co ciekawe, nie zakłada też wzrostu wskaźnika aktywności zawodowej pomimo ożywienia gospodarczego. My sądzimy, że owszem, trendy strukturalne pozostaną z nami i w horyzoncie 10–20 lat ciężko będzie o stały wzrost zatrudnienia, ale jego cykliczne wahania będą wciąż występowały. Czyli w okresie ożywienia zatrudnienie też będzie rosło.

NBP zakłada, że w szerokiej gospodarce wzrost płac zwolni w 2024 r. do 9,3 proc. z 12,8 proc. w br. Wy spodziewacie się szybszego wzrostu wynagrodzeń?

Tak, z tego też może wynikać to, że spodziewamy się szybszego wzrostu konsumpcji. Ale to nie jest tak, że NBP w ogóle nie widzi silnego ożywienia popytu konsumpcyjnego. W ich scenariuszu to jest po prostu rozciągnięte w czasie, większy wzrost konsumpcji będzie w 2025 r. My zakładamy, że ożywienie będzie jednak bardziej gwałtowne.

Gospodarka krajowa
Zapaści na rynku pracy nie było i nie ma
Materiał Promocyjny
Elektrownie jądrowe to naturalny dla Warty obszar zainteresowań
Gospodarka krajowa
Wydatki konsumpcyjne biorą rozbieg do skoku
Gospodarka krajowa
Ruch w sklepach odżywa powoli
Gospodarka krajowa
Konsumenci mają coraz większą ochotę na duże wydatki
Gospodarka krajowa
Łukasz Tarnawa, BOŚ: Poprzeczka dla podwyżek stóp jest wysoko
Gospodarka krajowa
Apetyt na duże zakupy Polaków jest największy od ponad 2 lat