W czwartek Rada Polityki Pieniężnej podwyższyła główną stopę NBP o 0,5 pkt proc., do 6,5 proc. To mniejsza zmiana niż w poprzednich czterech miesiącach i mniejsza niż oczekiwała większość ekonomistów. Tę niespodziankę można było interpretować dwojako. Część obserwatorów polityki pieniężnej mniejszą od oczekiwań podwyżkę uznała za sygnał, że RPP wkrótce zakończy trwający od października ub.r. cykl. Inni jednak uznali, że mniejsza skala podwyżek ma Radzie umożliwić wydłużenie cyklu.

Piątkowa konferencja Adama Glapińskiego potwierdza raczej pierwszą z tych interpretacji. W prawdzie prezes NBP nie zadeklarował wprost, że cykl podwyżek stóp procentowych dobiegł końca, ale kilkakrotnie powtarzał, że stopy procentowe są „na szczycie lub blisko niego”.

Podkreślał przy tym, że wciąż kluczowe dla decyzji RPP będą dane o inflacji. – Jeśli inflacja będzie przyspieszała, to po wakacjach będziemy nadal podnosić stopy procentowe – powiedział. Zaznaczył jednak, że najnowsze prognozy Departamentu Analiz i Badań Ekonomicznych NBP (tzw. projekcja) sugerują, że szczyt inflacji przypadnie właśnie w lecie. Potem inflacja ma już maleć. Gdyby tak się stało, we wrześniu RPP (w sierpniu ma przerwę) nie musiałaby już podnosić stóp.

Optymistyczne prognozy

„Podsumowując konferencję. Funkcja reakcji RPP się nie zmieniła i dalszy wzrost inflacji wywoła kolejne podwyżki, ale prezes NBP chciałby już nie podwyższać stóp procentowych, bo za rogiem techniczna recesja/globalne spowolnienie/pogorszenie sytuacji gospodarczej” – skomentowali na Twitterze ekonomiści z banku Pekao. Dodali jednak, że według nich prognozy DAiBE nie będą trafne. „Musimy jeszcze zobaczyć założenia i dokładny kształt nowej projekcji, ale jest mało prawdopodobne, aby dane napływające w najbliższych dwóch miesiącach dały RPP przestrzeń do zakończenia cyklu. W bazowym scenariuszu czeka nas jeszcze 100 punktów bazowych podwyżek” – dodali.

Podobnie wypowiedzi prezesa NBP odebrali analitycy z ING Banku Śląskiego. Według nich Glapiński ostrożniej (niż w czerwcu) mówił o bliskim szczycie inflacji. „Według nas przypadnie on później niż latem. A słaby złoty także spowodował ponowne zaostrzenie tonu. Słowem, kolejne stopniowe podwyżki przed nami” – skomentowali. Według ekonomistów z ING stopa referencyjna NBP dojdzie do 8,5 proc., ale potrwa to dłużej niż dotąd zakładali.

Mniej podwyżek w cenach

Nieco innego zdania są najwyraźniej uczestnicy rynku finansowego. Już w czwartek kontrakty terminowe na WIBOR sugerowały, że na rynkach obniża się oczekiwany docelowy poziom stóp procentowych (na wykresie pokazano notowania kontraktów sprzed konferencji). Piątkowe wystąpienie prezesa NBP jeszcze to zjawisko nasiliło. Po jego zakończeniu w kontraktach na WIBOR wyceniany był wzrost stopy referencyjnej w horyzoncie dziewięciu miesięcy do niespełna 7,5 proc., w porównaniu z ponad 8 proc. jeszcze w środę. W horyzoncie dwóch lat wyceniane są już obniżki stóp.

Wystąpienie prezesa NBP nie nasiliło też trwającej od początku czerwca przeceny złotego. W piątek po południu euro kosztowało niespełna 4,78 zł, podczas gdy w poprzednich dniach kilka razy kurs przebijał 4,80 zł.