Przede wszystkim to efekt przyjętych przez Ministerstwo Finansów dosyć optymistycznych założeń co do wysokości wpływów ze składek na ubezpieczenia społeczne. Mają one wynieść około 172 mld zł, czyli o 6,8 proc. więcej niż w tym roku. To dosyć wysoki wzrost, skoro z rynku pracy w wyniku obniżenia wieku emerytalnego może odejść około 200 tys. osób płacących wcześniej składki.
– Najwyraźniej rząd zakłada, że ten ubytek zostanie pokryty przez zatrudnienie innych pracowników – zauważa Jaremi Mordasewicz, ekspert Konfederacji Lewiatan. – Nie jest to niemożliwe, bo na rynku pracy wciąż rośnie zatrudnienie, ostatnio zaś mocno przyspieszyły też płace. Inaczej mówiąc, szybko zwiększa się fundusz płac i taka sytuacja zapewne utrzyma się także w przyszłym roku – dodaje.
Z kolei koszty świadczeń mają wynieść w przyszłym roku około 228 mld zł, czyli o 8 proc. więcej niż w 2017 r. Tym samym deficyt w systemie ubezpieczeń – różnica między wpływami ze składek a kosztami transferów – ma sięgnąć około 56 mld zł w przyszłym roku wobec około 50 mld zł w tym. Mimo rosnącej luki dotacja z budżetu państwa do FUS ma wynieść około 46 mld zł, czyli tyle, ile plan na ten rok. To pokazuje, że rząd jest przekonany, że FUS poradzi sobie nawet w trudnym 2018 r. bez dodatkowych pieniędzy.
Co więcej, w księgowym bilansie FUS może w 2018 r. pojawić się niespotykana wcześniej nadwyżka. Rząd chce bowiem umorzyć około 7,1 mld zł pożyczki dla FUS z budżetu państwa. W wyniki tej operacji stan funduszu na koniec roku może wynieść 2–3 mld zł na plus.