Rosną ceny energii elektrycznej na rynku hurtowym (z ok. 420 zł/MWh na początku br. do 500 zł/MWh obecnie), co jest skutkiem wyższych cen paliw oraz uprawnień do emisji CO2. Ceny gazu, ale i węgla energetycznego, rosną w następstwie wojny w Zatoce Perskiej. Można założyć, że w 2027 r. koszty zakupu paliwa dla energetyki (gazu i węgla) będą wyraźnie wyższe. Do tego dochodzą rosnące ceny uprawnień do emisji CO2, gdyż zapowiadana reforma systemu nie przyniosła spektakularnych zmian, odczuwalnych w krótkim okresie, na co rynek liczył.

Drugi istotny element rachunku za prąd, tj. dystrybucja energii, też powinien się zwiększać w wyniku szybkiego przyrostu majątku, od którego wynagradzani są operatorzy sieci (efekt rosnących inwestycji). Model wynagradzania został ustalony na kilka lat i URE ma ograniczone możliwości jego zmiany przed 2028 r.

Kwestie cen energii będą niewątpliwie rozgrywane politycznie. Presja na ceny prądu sprzedawanego klientom detalicznym widoczna była już w 2026 r., a pole manewru po stronie firm energetycznych było wtedy większe. Teraz trudno będzie je utrzymać na tym samym poziomie bez ponownego wykazania strat, nie mówiąc o dalszym obniżaniu. Do tego dochodzi zapowiedź rewizji modelu wynagradzania operatorów sieci, czego skutkiem będą niższe zyski obszaru dystrybucji, jednego z najbardziej rentownych biznesów grup energetycznych. Czeka nas ponownie bardzo ciekawa końcówka roku w kontekście energetycznych spółek.