Z tego artykułu dowiesz się:

  • Kto i dlaczego skutecznie zablokował próbę wycofania Polenergii z Giełdy Papierów Wartościowych.
  • Na czym opierał się spór o wycenę akcji i dlaczego zaoferowana cena nie odzwierciedlała godziwej wartości spółki.
  • Jakie są dalsze plany głównych inwestorów wobec Polenergii po nieudanym wezwaniu.
  • Co pozostanie spółki na giełdzie oznacza dla realizacji jej kluczowych projektów, w tym morskich farm wiatrowych.

Przypomnijmy, że 10 lipca BIF IV Europe Holdings (posiadający 33,4 proc. akcji Polenergii) należący do globalnego funduszu inwestycyjnego Brookfield oraz Mansa Investments (44,5 proc. akcji Polenergii), kontrolowana przez spółkę Kulczyk Holding, ogłosiły wezwanie do zapisywania się na sprzedaż 17,1 mln akcji Polenergii tj. 22,12 proc. kapitału i głosów na walnym zgromadzeniu po cenie 59,1 zł za sztukę.

Czytaj więcej

OFE nie sprzedadzą akcji Polenergii. Cena w wezwaniu musi być wyższa

Jednak na początku sierpnia, Polenergia otrzymała oświadczenie Allianz Polska Otwartego Funduszu Emerytalnego oraz Nationale-Nederlanden Otwartego Funduszu Emerytalnego, zgodnie z którym w ocenie funduszy na 31 lipca 2026 r. cena zaproponowana w wezwaniu na sprzedaż akcji spółki z 10 lipca 2026 r. nie odzwierciedla wartości godziwej akcji. W związku z tym fundusze deklarowały, że nie sprzedadzą akcji po cenie wskazanej w wezwaniu. Tylko te dwa fundusze kontrolują 13 proc. akcji Polenergii. – Nasza wycena w najnowszej rekomendacji wynosi minimalnie ponad 65 zł za akcję. Zakłada ona m.in. ograniczony potencjał w kreacji wartości przez offshore z powodu wysokiego CAPEX-u. Większą wartość widzimy w lądowej energetyce wiatrowej, którą będzie wspierać perspektywa strukturalnie wyższych cen energii w Polsce. Aby uzyskać zgodę funduszy i sfinalizować wycofanie spółki z giełdy, oferujący – Brookfield i Mansa – będą prawdopodobnie musieli podnieść cenę, niewykluczone, że do okolic 65 zł za akcję lub więcej, jeśli sprzedający będą oczekiwać dodatkowej premii – mówił na początku sierpnia Andrzej Kędzierski, analityk BM Pekao.

Czytaj więcej

Giełdowy zmierzch prywatnej energetyki

Polenergia zostaje na GPW

W efekcie, do zakończenia okresu przyjmowania zapisów 12 sierpnia łączna liczba akcji objętych wezwaniem nie osiągnęła wymaganego progu 95 proc. ogólnej liczby głosów. – W związku z tym Oferenci nie podejmą działań w celu nabycia akcji objętych wezwaniem, a Polenergia S.A. pozostanie spółką publiczną notowaną na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) – wskazuje Mansa Investments w stanowisku przesłanym redakcji.

Zdaniem tego funduszu oferta dawała akcjonariuszom możliwość sprzedaży akcji na jasno określonych warunkach, które zawierały kilkunastoprocentową premię do średniego kursu akcji spółki z trzech miesięcy poprzedzających ogłoszenie wezwania. – Proponowana cena odpowiadała transakcji rynkowej z czerwca bieżącego roku, została uznana za godziwą w niezależnych opiniach ekspertów oraz otrzymała potwierdzenie w stanowisku Zarządu Polenergii w oparciu o analizy dwóch renomowanych firm doradczych – wskazuje fundusz.

– Szanujemy wynik procesu i decyzję pozostałych akcjonariuszy. Nie zmienia to w żaden sposób naszego długoterminowego zaangażowania w Spółkę, ani nie wpływa na kierunek jej rozwoju, który będziemy konsekwentnie wspierać – mówi Wojciech Plutecki, członek zarządu Mansa Investments.

Jak zapewnia, wezwanie nie zmienia strategii operacyjnej i inwestycyjnej Mansa Investments ani Brookfield wobec Polenergii. Spółka nadal realizuje kluczowe projekty, w tym inwestycje w morskie farmy wiatrowe na Morzu Bałtyckim.