Dwa tygodnie temu Komisja Europejska przedstawiła propozycje zmian w systemie EU ETS (unijny system handlu uprawnieniami do emisji CO2), które mają ograniczyć część obciążeń ponoszonych przez europejski przemysł i zwiększyć finansowanie jego transformacji. Branża chemiczna w Polsce przyjęła je dość chłodno. Według Azotów, drugiego co do wielkości producenta nawozów sztucznych w UE, przedstawione propozycje nie ograniczają w sposób istotny obciążeń przemysłu.
– Większość zmian dotyczy okresu po 2030 r. i nie zmienia obecnych założeń IV fazy EU ETS. Propozycje Komisji tylko częściowo odpowiadają postulatom przemysłu – twierdzi Grzegorz Kulik, rzecznik prasowy Azotów. Zauważa, że dotyczy to m.in. wycofywania bezpłatnych uprawnień dla sektorów objętych CBAM, czyli unijnym mechanizmem uwzględniającym emisje CO2 w cenach importowanych towarów. Komisja zamiast utrzymania bezpłatnych uprawnień jako narzędzia ograniczającego ryzyko ucieczki emisji, proponuje jedynie wydłużenie okresu ich wygaszania do 2038 r. Wprawdzie to krok we właściwym kierunku, ale niewystarczający wobec wyzwań, z jakimi mierzy się europejski przemysł.
Czytaj więcej
Branża tworzyw sztucznych nadal działa w trudnym otoczeniu rynkowym. Rosnące koszty energii, niestabilna sytuacja geopolityczna i słaby popyt ogran...
Azoty domagają się wzmacniania konkurencyjności europejskiego przemysłu
W ocenie Azotów największe wątpliwości budzą trzy elementy projektu zmian w systemie EU ETS. Po pierwsze, jest to wspomniane już dalsze wycofywanie bezpłatnych uprawnień dla sektorów objętych CBAM. – Po drugie, problemem jest uzależnienie przydziału bezpłatnych uprawnień od przygotowania i realizacji planów dekarbonizacji. Takie podejście nie uwzględnia specyfiki poszczególnych sektorów oraz faktu, że nie wszędzie istnieją dostępne i opłacalne technologie dekarbonizacyjne – podkreśla Kulik.
Jako trzeci, budzący największe wątpliwości element projektu zmian w systemie EU ETS wymienia mechanizm ETS Investment Booster (specjalny unijny program finansowy) oparty na zasadzie „kto pierwszy, ten lepszy”, który może nie zapewnić efektywnej i sprawiedliwej alokacji środków. Co więcej, przewidziana w nim pula 400 mln uprawnień na trzy lata (2028–2030) wydaje się niewystarczająca wobec skali potrzeb europejskiego przemysłu, gdyż jest to mniej niż jednoroczne unijne emisje objęte EU ETS sektora przemysłowego. W tym kontekście warto zauważyć, że w ubiegłym roku Azotom przyznano prawie 3,4 mln uprawnień do emisji CO2, co oznaczało spadek względem 2024 r. o 17 proc.
Według Azotów największą szansą dla europejskiego przemysłu chemicznego jest stworzenie warunków umożliwiających odbudowę jego konkurencyjności przy jednoczesnym prowadzeniu transformacji energetycznej. To jednak wymaga spójnej polityki przemysłowej, energetycznej i handlowej, która zapewni przedsiębiorstwom przewidywalne otoczenie regulacyjne oraz warunki porównywalne z tymi, w jakich funkcjonują ich globalni konkurenci. Z kolei do najważniejszych wyzwań koncern zalicza wysokie koszty energii i gazu, rosnące obciążenia regulacyjne oraz presję konkurencyjną producentów spoza UE, którzy często nie ponoszą porównywalnych kosztów środowiskowych.
– Z perspektywy grupy Azoty kluczowe jest wzmacnianie konkurencyjności europejskiego przemysłu poprzez ograniczanie kosztów energii, zapewnienie skutecznej ochrony przed ucieczką emisji i nierówną konkurencją oraz tworzenie stabilnych i przewidywalnych ram regulacyjnych, które będą sprzyjały inwestycjom i dekarbonizacji przemysłu – podsumowuje Kulik.
Czytaj więcej
Zmiany w systemie handlu uprawnieniami do emisji CO2 idą w stronę polskich postulatów mających na celu złagodzenie ETS, który przekłada się w Polsc...
Według PCC Rokity celem powinno być uproszczenie i złagodzenie EU ETS
Według PCC Rokity, dziś jest jeszcze zbyt wcześnie, aby stwierdzić, iż przedstawione zmiany w EU ETS znacząco wpłyną na obniżenie cen uprawnień do emisji CO2, a tylko taka konsekwencja działań KE wyszłaby naprzeciw oczekiwaniom unijnego przemysłu. Producent polioli oraz chloroalkaliów postrzega proponowane zmiany jako bardzo zachowawcze, pozwalające przez kolejne miesiące zajmować opinię publiczną, a nie dające szybki i jednoznaczny impuls do poprawy sytuacji kosztowej europejskiego przemysłu.
„Proponowane zmiany być może spowolnią spekulację na cenach uprawnień do emisji, ale niestety jej nie uniemożliwią. Istnieje zatem duże ryzyko, iż ceny uprawnień do emisji wciąż będą utrzymywać się na poziomie 80–100 euro za tonę, co skutecznie, powolnie zabija biznes w Europie” – ocenia PCC Rokita.
Zauważa, że wśród jej bezpośrednich konkurentów, którzy posiadają instalacje do elektrolizy membranowej w Europie Środkowo-Wschodniej (Anwil z grupy Orlen oraz firmy z Czech, Słowacji, Węgier i Rumunii) tylko ona osiągnęła dodatni wynik finansowy w 2025 r. Był to jednak najniższy rezultat od ponad 10 lat. Równie słabo wyglądają wyniki klientów PCC Rokity, np. branży papierniczej czy stalowej. „W takim otoczeniu sporo czasu poświęca się na przetrwanie, a mniej na rozwój i innowacyjność. Przedsiębiorstwa europejskie zamiast koncentrować się na innowacjach i rozwoju, muszą koncentrować się na kolejnych rozwiązaniach legislacyjnych przeregulowanej gospodarki” – komentuje giełdowa spółka.
W jej ocenie KE nie powinna wymyślać kolejnych biurokratycznych mechanizmów, tylko wprost z góry narzucić cenę uprawnień do emisji CO2, np. na poziomie 30 euro za tonę, i co roku ją indeksować o 2 proc. Dzięki temu firmy uzyskałyby stabilizację, której potrzebują, aby móc całość zasobów poświęcić na potrzebne innowacje i rozwój. Pomysłów może być więcej, trzeba jednak przyjąć za cel uproszczenie i złagodzenie systemu.
PCC Rokita zauważa, że mówiąc o kosztach CO2 trzeba zwracać uwagę nie tylko na te bezpośrednie (zakup certyfikatów pod własną emisję), ale również pośrednie (zawarte w cenach energii i surowców). „Bezpośrednio przez ostatnie 3 lata spółka ujmowała koszt CO2 na poziomie 26–40 mln zł rocznie. Pośrednio kwota przekracza 100 mln zł rocznie, jednak jest trudna do jednoznacznego określenia” – przekonuje PCC Rokita.
Orlen zwraca uwagę na duże ryzyko tzw. ucieczki emisji CO2
Orlen część zaproponowanych przez KE zmian w systemie EU ETS ocenia pozytywnie. Chodzi w szczególności o te dotyczące zapewnienia podaży uprawnień do emisji po 2039 r. oraz utrzymania bezpłatnej alokacji uprawnień dla przemysłu do 2040 r. i propozycję zwiększenia puli bezpłatnych uprawnień dla instalacji korzystających z benchmarków ciepła i paliw. Pozytywnie podchodzi też do zmiany dotyczącej mechanizmu CBAM, w tym przesunięcia terminu całkowitego wycofania bezpłatnych uprawnień dla sektorów objętych tym mechanizmem, oraz propozycji uruchomienia mechanizmu ETS Investment Booster.
„Podsumowując, proponowana rewizja EU ETS zawiera potrzebne i pozytywne zmiany, jednak w obecnym kształcie nie daje jeszcze wystarczających gwarancji utrzymania konkurencyjności europejskiego przemysłu. W szczególności nie eliminuje w odpowiedni sposób ryzyka ucieczki emisji (carbon leakage), które pozostaje jednym z najważniejszych wyzwań dla sektorów przemysłowych konkurujących na globalnych rynkach” – twierdzi dział prasowy Orlenu.
Czytaj więcej
Zdecydowanie bardziej opłacalna wydaje się budowa nowych zakładów, niż przejęcia - przekonuje Waldemar Preussner, właściciel PCC SE, firmy kontrolu...
Koncern opowiada się za zapewnieniem stabilnego poziomu cen uprawnień do emisji, czyli takiego, który będzie stanowił zachętę do inwestowania w nisko- oraz zeroemisyjne źródła energii, jednak nie będzie stanowił nadmiernego obciążenia dla odbiorców energii. Tymczasem wstępne prognozy wskazują, że po 2035 r. cena uprawnień może przekroczyć 220 euro, wobec nieco ponad 80 euro obecnie, co oznaczałoby duży wzrost kosztów prowadzenia działalności dla sektorów energochłonnych i narażonych na konkurencję międzynarodową. Aby temu zapobiec, konieczne są dalsze prace, które będą uwzględniały nie tylko cele klimatyczne, ale również wpływ regulacji na konkurencyjność europejskiego przemysłu.
W grupie Orlen (we wszystkich biznesach objętych systemem EU ETS, w tym w petrochemicznym) koszt umorzenia uprawnień do emisji CO2 wyniósł w ubiegłym roku około 5,8 mld zł. Chodzi zarówno o uprawnienia zakupione na rynku, jak i otrzymane nieodpłatnie. Koncern nie podaje prognoz wydatków w tym zakresie na kolejne lata. „Można jednak wskazać, że utrzymanie obecnych mechanizmów EU ETS, w tym dalsze ograniczanie puli bezpłatnych uprawnień przy jednoczesnym zaostrzaniu podaży uprawnień na rynku, będzie zwiększać presję kosztową na europejski przemysł energochłonny, w tym sektor chemiczny. Skala przyszłych kosztów będzie zależeć przede wszystkim od poziomu cen EUA (unijne uprawnienie do emisji – red.), tempa wycofywania bezpłatnych uprawnień, parametrów systemu EU ETS oraz skuteczności mechanizmów ochronnych, takich jak CBAM” – ocenia Orlen.
Qemetica chce, aby pieniądze z EU ETS przeznaczano na dekarbonizację
Qemetica (dawny Ciech), za najbardziej obiecującą propozycję KE uważa tę o przeznaczaniu przez państwa członkowskie co najmniej 50 proc. wpływów z EU ETS na dekarbonizację przemysłu. „To postulat, o który od dawna zabiegaliśmy. Dziś tylko około 5 proc. przychodów z systemu trafia bezpośrednio na ten cel, choć sektory przemysłowe odpowiadają za blisko 47 proc. emisji objętych ETS. Jeśli przemysł ma finansować transformację, środki z systemu muszą wracać tam, gdzie realizowane są inwestycje ograniczające emisje” – przekonuje biuro prasowe Qemetiki. Dodaje, że o skuteczności tego rozwiązania zdecydują jednak szczegóły. Według spółki pieniądze powinny trafiać do projektów zapewniających największe redukcje emisji w liczbach bezwzględnych, niezależnie od zastosowanej technologii.
Dla spółki największym rozczarowaniem jest brak realnej ulgi dla przemysłu w latach 2026–2030. Z kolei od 2031 r. przyznanie darmowych uprawnień wiązałoby się z koniecznością przeznaczenia całości środków będących ich równowartością na inwestycje według ścisłych wytycznych i zaleceń, które nie są jeszcze znane. Dopracowania wymagają też zasady finansowania projektów dekarbonizacyjnych. „Polska musi zawalczyć nie tylko o korzystny geograficzny podział środków, ale przede wszystkim o kryteria wyboru projektów, które pozwolą naszemu przemysłowi realnie z nich skorzystać. Tu ponownie zagrożeniem jest ograniczenie finansowania tylko do technologii elektryfikacji procesów i CCS (wychwytywanie i składowanie CO2 – red.)” – komentuje Qemetica. Jej poważne obawy budzi też planowane objęcie EU ETS instalacji termicznego przekształcania odpadów komunalnych.
W latach 2010–2025 spółka poniosła ponad 400 mln euro kosztów związanych z zakupem uprawnień do emisji CO2. W kolejnych latach spodziewa się dalszego wzrostu tych obciążeń. Największym problemem będzie okres do 2030 r. Zagrożeniem jest też słaby popyt w Europie, presja importowa i niekorzystne trendy demograficzne, ograniczające potencjał wzrostu rynku. Z tego powodu coraz większego znaczenia nabiera w grupie dywersyfikacja geograficzna prowadzonej działalności.
Spośród giełdowych spółek chemicznych systemem EU ETS nie jest objęte PCC Exol. Z kolei MOL i Polwax nie odpowiedziały na nasze pytania.