Wstrzymał się EBC, wstrzymał się amerykański FED czy ostatnio Bank Anglii. Do dopełnienia obrazu czekamy jeszcze tylko na decyzję Banku Japonii. Obecna nerwowość na rynku ropy reagującego na odnowiony konflikt amerykańsko-irański i blokadę Cieśniny Ormuz, ponownie budzi demony inflacji. To już niejednorazowy impuls cenowy, a kolejny szok, który budzi niepokój inwestorów w krótkim i średnim terminie. Widać to po poziomie rentowności chociażby obligacji 2-letnich, które w przypadku USA w ubiegły piątek doszły do rentowności 4,36 proc., czy brytyjskich, które doszły do poziomu 4,5 proc. Rynek obecnie wycenia dwie podwyżki w USA do końca roku, wzrost stóp oczekiwany jest również w strefie euro czy Wielkiej Brytanii. Napięcia fiskalne we wskazanych gospodarkach, rysują równolegle scenariusz wysokiej podaży obligacji skarbowych w kolejnych latach i oddziałują z kolei niekorzystnie na ceny obligacji o długim horyzoncie, podnosząc ich rentowność. 10-letnie obligacje Wielkiej Brytanii pod koniec ubiegłego tygodnia przekroczyły poziom 5,12 proc., USA poziom 4,7 proc., a Japonii 2,8 proc. Ten ostatni kraj zresztą ma największy potencjał do namieszania w obecnej układance, bowiem rosnące stopy procentowe sprawiły, że kapitał japoński zaczyna wracać do kraju, co może powodować dodatkową presję podażową na papierach, które są w tym celu sprzedawane. Na tym tle wyczekiwanie banków centralnych nie jest sygnałem spokoju.