W piątek Komisja Europejska zaprezentuje propozycje zmian w systemie handlu uprawnieniami do emisji CO2 (ETS). Na ostatniej prostej siedem państw członkowskich UE (Hiszpania, Dania, Finlandia, Luksemburg, Holandia, Portugalia i Szwecja) skierowało do Komisji Europejskiej list, w którym sprzeciwiają się próbom osłabienia unijnego systemu handlu emisjami (ETS). Ten list spotkał się z odpowiedzią 10 krajów pod przewodnictwem Polski i Włoch, które apelują o „sprawiedliwą reformę” ETS do którego dotarł „Parkiet”. Jeśli ich postulaty nie przełożą się na propozycje Komisji Europejskiej, możliwe jest weto do propozycji KE, a obecność dużych krajów, a więc Polski i Włoch zwiększa szanse na zbudowanie ewentualnej mniejszości blokującej na Radzie UE.

Czytaj więcej

Rewolucji w zmianach systemu ETS raczej nie będzie

ETS wpływa na wyższe ceny prądu

Dlaczego zmiany w ETS są dla Polski ważne? Poprzez energetykę korzystającą w 60 proc. z emisyjnego węgla, Polska jest płatnikiem netto systemu ETS. Oznacza to, że koszt zakupu uprawnień do emisji CO2 przez polskie firmy jest większy aniżeli wpływy do budżetu ze sprzedaży uprawnień. W 2025 r. cztery największe spółki energetyczne w Polsce zapłaciły za uprawnienia blisko 31 mld zł, a całkowite przychody ze sprzedaży uprawnień wyniosły 16,1 mld zł. Odbija się to m.in. na cenach energii. Jak wynika ze szacunków Ministerstwa Klimatu i Środowiska (MKiŚ), koszty pośrednio wynikające z EU ETS, stanowiły w ostatnich latach około 15–16 proc. dla gospodarstw domowych. Jeszcze gorzej wygląda to w przypadku przemysłu. Największa spółka elektroenergetyczna, Polska Grupa Energetyczna (PGE) informuje nas, że koszty uprawnień emisyjnych przenoszone w cenie energii elektrycznej stanowią dla polskich odbiorców przemysłowych aż ok. 40–50 proc. rachunku za energię. Według analizy belgijskiego think-tanku Bruegel na temat wrażliwości gospodarek UE na transformację energetyczną, naraża ona na ryzyko ok. 43 proc. PKB Polski. To najwyższy wskaźnik w UE.

Planowana w tym roku rewizja tego systemu nałożyła się na apele wielu polityków w UE na złagodzenie tego systemu w świetle rosnącej konkurencji z Chinami i wojny na Bliskim Wschodzie. Dla Polski jest to unikatowy czas na złagodzenie systemu. Jeszcze kilka lat temu nie było szans. Geopolityka wymusza jednak korektę kursu. Jak się dowiadujemy, większość postulatów zmian w ETS udało się osiągnąć.

Czytaj więcej

Koszty emisji CO2 nadal mocno obciążają firmy

Co udało się wywalczyć

Polski rząd postulował spowolnienie tempa ograniczania podaży uprawnień (poprzez obniżenie współczynnika LRF), w tym liczby bezpłatnych uprawnień dla przemysłu (także dla sektorów CBAM), przedłużenie funkcjonowania Funduszu Modernizacyjnego (FM) i uruchomienie nowego mechanizmu Investment Booster oraz dalsze wsparcie ciepłownictwa i rozbudowanie mechanizmów ochrony przed nadmiernymi wzrostami cen. Polska chciała także spowolnić i dostosować tempo ograniczania liczby bezpłatnych uprawnień. „Proces nie może przebiegać w tempie szybszym niż dostępność rynkowa niezbędnych technologii. Zbyt szybkie tempo wycofywania bezpłatnych uprawnień spowoduje, że przedsiębiorstwa, zamiast inwestować w technologie redukcji gazów cieplarnianych, będą zmuszone przeznaczać środki finansowe na opłaty klimatyczne” – informuje nas MKiŚ.

– Zgodnie z naszymi postulatami i z tego, co już wiemy nasz główny postulat, a więc utrzymanie FM po 2030 r., wspierającego środkami ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2 , będzie utrzymany. Udało się także przekonać Komisję Europejską do wydłużenia życia dla uprawnień do emisji CO2 , które trafiały do Mechanizmu Rezerwy Stabilizacyjnej. To tylko część zmian w dyrektywie o ETS – mówi nam źródło zbliżone do kierownictwa resortu klimatu i środowiska, odpowiadające za negocjacje polityki klimatycznej ze strony polskiego rządu.

„FM dowodzi, że przychody EU ETS mogą napędzać realne zmiany. Uwalniając inwestycje we wszystkich państwach członkowskich, pomaga krajom o niższych dochodach w tworzeniu sprawniejszych sieci elektroenergetycznych i czystszego transportu. Wypłacone w ciągu 5 lat 20 mld euro oznacza ważny kamień milowy w transformacji energetycznej Europy” – mówi Wopke Hoekstra, komisarz UE ds. klimatu cytowany w ostatnim raporcie poświęconym FM Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej działającego w Brukseli, który od miesięcy zabiegał o utrzymanie FM.

Energetyka chce więcej zmian

Polskie spółki energetyczne mimo tych pozytywnych sygnałów płynących z Brukseli uważają, że obecna reforma nie może poprzestawać jedynie na kosmetycznych zmianach i powinna iść dalej. Polskie firmy liczyły wręcz na czasowe zawieszenie systemu. „Skoro jednak EU ETS nie może zostać zawieszony, to niezbędna jest jego gruntowna reforma, w kilku kluczowych obszarach” – wskazuje PGE. Tylko dla tej spółki koszt opłat za emisję wyniósł w ubiegłym roku ponad 16 mld zł, a w latach 2011–2026 (do końca marca) ponad 109 mld zł. „EU ETS spełnił istotną rolę: od 2005 r. w skali całej UE sektory nim objęte (głównie energetyka) ograniczyły emisję CO2 o ok. 50 proc.” – wylicza PGE, które pokazując te dane chce zaapelować o dalsze złagodzenie systemu, bo zdaniem spółki ETS nie wymusi dalszej redukcji przez nakładanie coraz większych kosztów na spółki energetyczne, a może to wręcz utrudni. PGE apeluje o modyfikację rezerwy stabilności rynkowej (MSR), tak by uwalniała ona uprawnienia na rynek, a nie tylko absorbowała. „Będzie to szczególnie ważne w warunkach malejącej podaży (i rosnących jednocześnie cen uprawnień do emisji CO2 red.). (…) Uprawnienia w rezerwie nie powinny być unieważniane – kwietniowa propozycja KE w tym zakresie jest krokiem we właściwym kierunku” – wskazuje PGE.

Czytaj więcej

O co zabiega Polska i energetyka przy zmianie w ETS? Padły propozycje

Spółka nadal liczy, że uda się na etapie dalszych prac przeforsować pomysł, aby elektrownie szczytowe (węglowe i gazowe), czyli takie, które pracują ok. 1500 godzin w roku, były wyłączone z obowiązku zakupu uprawnień. „Mechanizm powinien być dostępny także dla nowych jednostek. Byłby to ważny krok dla obniżenia cen energii i zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego, ponieważ w przewidywalnej przyszłości ceny energii elektrycznej będą wyznaczane w dużym stopniu właśnie przez te jednostki szczytowe” – wskazuje PGE. Według szacunków spółki to wyłączenie oznaczałoby obniżenie średnich rocznych cen energii o 10–15 proc.

W podobną stronę idą propozycje Enei, która w ciągu 15 lat zapłaciła za uprawnienia ponad 38 mld zł. Druga co do wielkości spółka energetyczna wskazuje, że MSR nie odgrywa istotnej roli stabilizacyjnej”. Powinien stanowić sprawny, szybki mechanizm interwencji po powiązaniu go z MSR i obniżeniu progów uruchomienia.” – podkreśla. Enea proponuje także, aby przychody z aukcji uprawnień wracały do sektora w postaci konkretnych programów dekarbonizacji, modernizacji sieci i wsparcia odbiorców. Efektywne wykorzystanie tych środków może przyspieszać transformację energetyczną, wzmacniać bezpieczeństwo energetyczne oraz ograniczać koszty ponoszone przez odbiorców energii.

Zdaniem Orlenu, który w latach 2010–2025 r. na uprawnienia wydał 37,8 mld zł, konieczne w zmianach ETS jest urealnienie parametrów podaży uprawnień do emisji, w szczególności poprzez złagodzenie tzw. współczynnika redukcji liniowej (LRF), który decyduje o tempie zmniejszania liczby uprawnień na rynku. „Obecny poziom LRF prowadzi de facto do osiągnięcia zerowego pułapu uprawnień do emisji już w 2039 r., co tworzy istotną niespójność regulacyjną względem celu neutralności klimatycznej wyznaczonego na 2050 r. oraz generuje nadmierną presję kosztową w okresie przejściowym” – wskazuje Orlen, który podkreśla równie mocno, że wycofywanie bezpłatnych uprawnień dla sektorów objętych CBAM (tzw. cło węglowe pobierane na granicy UE) powinno zostać wstrzymane do czasu pełnej weryfikacji skuteczności tego mechanizmu w praktyce. „Tylko takie podejście pozwoli ograniczyć ryzyko dalszego wzrostu kosztów energii i produkcji, osłabienia konkurencyjności europejskiego przemysłu oraz przyspieszenia procesów deindustrializacyjnych.” – zastrzega spółka.