– Bankierzy biorący kokainę wpędzili nas w światowy kryzys – twierdzi David Nutt, profesor neuropsychofarmakologii, a zarazem były doradca brytyjskiego rządu ds. polityki antynarkotykowej. Jego zdaniem kokaina to narkotyk idealnie pasujący do panującej w świecie finansów „kultury ekscytacji" i dążenia do tego, by mieć więcej i więcej. Finansiści chętnie sięgają więc po ten narkotyk i angażują się pod jego wpływem w bardzo ryzykowne transakcje, po których muszą później sprzątać podatnicy. Niesprawiedliwe uogólnienie? Na pewno, ale jest w nim ziarno prawdy. Narkotyki rzeczywiście przyczyniły się do wybuchu światowego kryzysu.
Przypudrowane nosy
Jednym z „kamieni milowych" światowego załamania finansowego był upadek banku Bear Stearns w marcu 2008 r. Ten bank inwestycyjny upadł m.in. dlatego, że inwestorzy byli poważnie zaniepokojeni jego kondycją finansową i decyzjami kierownictwa. Skąd się wziął ten niepokój? Na pewno wiele miał wspólnego z rozprzestrzeniającą się z szybkością pożaru plotką mówiącą, że Jimmy Cayne, prezes Bear Stearns, to narkoman. Ówczesne pogłoski mówiły o marihuanie (Cayne, uznany później za jednego z najgorszych prezesów w historii Wall Street, miał proponować wspólne „przypalanie" dziennikarzowi). Po latach okazało się jednak, że prezes Bear Stearns sięgał również po używki mocniejsze niż „Marry Jane". Charlie Gasparino opisał w swojej książce „The Sellout", jak Cayne pokazał kiedyś swojemu podwładnemu stojącą na biurku butlę po leku „Bromo-Seltzer" i spytał się go: „Jak myślisz, co tam trzymam?". „Bromo-Seltzer?" – odparł podwładny. „Nie, to kokaina" – bezceremonialnie wypalił prezes Cayne.
Inny niesławny prominent z Wall Street, Bernard Madoff, były szef rady nadzorczej giełdy Nasdaq, oszust skazany za zbudowanie piramidy finansowej, w której przepadło około 50 mld USD, również był koneserem białego proszku. W czasach kiedy prowadził swoją oszukańczą firmę Bernard L. Madoff Investment Securities, zużywał tak dużo kokainy, że jego biuro było nieoficjalnie znane jako „Biegun Północny". Madoff urządzał kokainowe przyjęcia obsługiwane przez hostessy toples, a w godzinach pracy wysyłał zatrudnianych przez siebie gońców praktykantów, by kupili mu prochy na ulicy. Po trafieniu do więzienia dzielił celę z narkotykowym dilerem, z którym szybko się zaprzyjaźnił.
Jednym z symboli ekscesów na Wall Street i podejmowania nadmiernego ryzyka w przedkryzysowych czasach był Jordan Belfort, prezes domu maklerskiego Stratton Oakmont. Działalność jego firmy stała się kanwą dla scenariusza filmu „Ryzyko" („The Boiler Room"). Belfort w swoich wspomnieniach „The Wolf of Wall Street" przyznaje się do długoletniego uzależnienia od kokainy. Będąc na „magicznym białym proszku", rozbił śmigłowiec, rozwalił swojego mercedesa, zderzając się z pięcioma samochodami, zatopił jacht, a także prał brudne pieniądze i angażował się w ryzykowne transakcje finansowe.
Słabość do narkotyków dotyka jednak nie tylko menedżerów najwyższej rangi. Jeden z traderów Bear Stearns chwalił się swego czasu własnym wynalazkiem: dystrybutorem kokainy ukrytym we wnętrzu firmowego długopisu. Ulubionym miejscem wielu pracowników firm finansowych z Wall Street był bar TGI Friday's, który stał się obiektem wielkiego antynarkotykowego nalotu policji w 2009 r. Wyszło wówczas na jaw, że „białe kołnierzyki" składały tam zamówienia na kokainę, po prostu dając barmanom napiwek o określonej wysokości. Wówczas barman dyskretnie wręczał im towar zawinięty w chusteczkę. Oczywiście miejsc i sposobów na nabycie narkotyków w Nowym Jorku czy w londyńskim City nie brakuje, a diler wcale nie musi być „dżentelmenem z Harlemu". W 2007 r. w Wielkiej Brytanii aresztowano młodego bankiera z Barclaysa, który handlował kokainą w pracy, przy swoim biurku. Niektórzy wychodzą jednak poza drobną dilerkę. W 2007 r. aresztowano Trevora Collenette'a, emerytowanego bankiera z Lloyds Banking Group, po tym jak na jego jachcie znaleziono kokainę wartą 8 mln funtów.