Inwestorzy chętnie kupują akcje, które w krótkim czasie mocno straciły na wartości. Niekiedy trudno oprzeć się wrażeniu, że prawdziwą okazją jest zakup akcji kosztujących kiedyś 100 zł, a obecnie wycenianych na 20 zł. W końcu stara giełdowa maksyma mówi „Kupuj, gdy leje się krew". Niestety, takie myślenie często jest złudne. Podczas bessy przeceny nie omijają co prawda wielu zdrowych fundamentalnie spółek, jednak problemem jest oddzielenie tych, które mają dobre perspektywy i będą regularnie poprawiały wyniki, od tych, które w dalszym ciągu będą się zmagały z przeciwnościami. Przyjrzeliśmy się więc części spółek w trendach spadkowych notowanych na warszawskim parkiecie.
Eksport pociągnie kurs
W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy spośród producentów słodyczy notowanych na warszawskim parkiecie najsłabiej radziły sobie akcje Otmuchowa. Na poniedziałkowej sesji walory producenta słodyczy taniały nawet o kolejne 6 proc. Inwestorzy negatywnie zareagowali na opublikowane wyniki za 2015 r. Spółka w minionym roku miała 3,47 mln zł skonsolidowanego zysku netto przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej wobec 9,44 mln zł zarobku rok wcześniej. Według Dariusza Świniarskiego, analityka DM Banku BPS, nie ma powodu do tak gwałtownej wyprzedaży akcji. – Spółka stawia na eksport, który stanowi już prawie 20 proc. całości przychodów (najwięcej w grupie producentów słodyczy z GPW – red.). Otmuchów od listopada 2015 zaczął sprzedawać swoje produkty również do Chin. Patrząc na potencjał tego rynku, wydaje się, że produkty polskiej spółki mogą znaleźć tam szerokie grono odbiorców – mówi Świniarski. W ramach uniezależniania się od Biedronki spółka rozpoczęła współpracę m.in. z Danone i Procter & Gamble. – Pozytywnie oceniam dywersyfikację sprzedaży. W 2015 r. sprzedaż do Biedronki wyniosła 35 proc. wobec 42 proc. na koniec 2014 r. Według naszych prognoz od II/III kwartału 2016 r. spółka powinna pokazywać już lepsze wyniki w ujęciu rocznym, co powinno wpłynąć na zmianę trendu kursu, który już uklepał dno i jest gotowy do marszu w górę – mówi ekspert.
W poniedziałek nawet prawie 14 proc. traciły na wartości walory Almy Market. Zarząd poinformował o dokonaniu odpisów aktualizacyjnych i zawiązaniu rezerw, które zmniejszą wynik netto grupy za 2015 r. o blisko 100 mln zł. Alma od dłuższego czasu z kiepskim skutkiem restrukturyzuje swoją działalność. – Poprawa wyników Almy miała mieć miejsce już w 2015 r. Tak się jednak nie stało. Moim zdaniem również i w tym roku Almie będzie trudno osiągnąć dodatnią rentowność. Wydaje się, że dopóki spółka nie zacznie raportować wyników kwartalnych, które wskazywałyby na pozytywne efekty trwającego procesu restrukturyzacyjnego, trudno będzie się spodziewać odwrócenia trendu spadkowego – mówi Jakub Viscardi, analityk DM BOŚ. Jak dodaje, zarząd może zacząć sprzedawać część nieruchomości, aby poprawić bilans spółki, ale nie rozwiąże to kluczowego problemu, jakim jest uczynienie biznesu Almy rentownym.
Famur może zmienić trend
Również posiadacze akcji PKP Cargo nie mają powodów do zadowolenia. Podczas minionej sesji walory spółki taniały o prawie 8 proc. Zdaniem większości analityków rezultaty spółki w I półroczu tego roku będą kiepskie. – Spodziewamy się, że wyniki w I półroczu PKP Cargo będą dość słabe. Duży wpływ ma na to cieplejsza zima, przez co przewozów węgla było mniej. Wynikom ciążą również problemy kopalni NWR w Czechach – mówi Dominik Niszcz, analityk DM Raiffeisen. Czeska kopalnia od dłuższego czasu ma problemy z rentownością, co przekłada się na mniejsze wydobycie węgla, przez co PKP Cargo ma mniej towaru do przetransportowania. – Oczekiwane odbicie wolumenów kruszyw nie nadchodzi. Spółka może w najbliższym czasie zatrudniać nowych kolejarzy, co będzie negatywnie wpływało na koszty. Wyniki w II półroczu uzależnione będą od tego, czy ruszą zapowiadane budowy dróg. Nie widzę więc pozytywnych czynników, które mogłyby wpłynąć na zmianę trendu. Niemniej wycena akcji jest obecnie dość nisko, jednak większego odbicia w najbliższym czasie się nie spodziewam – zaznacza Niszcz.
Książkowym przykładem trendu spadkowego jest kurs JSW. Akcje kopalni od debiutu w 2011 r. straciły już prawie 90 proc. Obecnie wyceniane są na około 13 zł. Średnia z ostatnich pięciu rekomendacji analityków opiewa jednak na 10,40 zł. Od kilkunastu miesięcy w trendzie spadkowym są również akcje producentów maszyn górniczych: Famuru i Kopeksu. Przypomnijmy, że Krzysztof Jędrzejewski – większościowy akcjonariusz Kopeksu – podpisał niedawno warunkową umowę przewidującą sprzedaż większościowego pakietu akcji spółce TDJ, która jest właścicielem Famuru. Zdaniem analityków przejęcie pozytywnie wpłynęłoby na wyniki Famuru w kolejnych okresach. W ciągu minionego tygodnia walory Famuru podrożały o ponad 50 proc.
Od swoich debiutów nieustannie tracą na wartości również akcje mniejszych spółek ukraińskich notowanych w Warszawie, takich jak Agroton, KSG Agro i Mililand. Ich akcje w ciągu kilku lat potaniały po około 96 proc. Problemem tych emitentów jest również bardzo słaba komunikacja z rynkiem. Trudno zatem uwierzyć, że notowania tych firm kiedyś odbiją.
BOŚ wreszcie ruszy w górę?
Zapowiedzi polityków dotyczące ustawy frankowej oraz podatku bankowego skutecznie obniżyły wyceny akcji banków notowanych na warszawskim parkiecie. Od szczytu notowań z lutego 2014 r. subindeks WIG-Banki stracił prawie 30 proc. W tym samym czasie akcje Banku Ochrony Środowiska zostały przecenione o około 70 proc. Zdaniem Andrzeja Bieńka, analityka DM BZ WBK, informacje, które napłyną z banku w najbliższym czasie, mogą wpłynąć na odbicie kursu akcji BOŚ. – W I kwartale zapadają wyemitowane przez BOŚ drogie obligacje, które wyraźnie ciążą wynikom. Bank wprowadził program naprawczy, przez co jako jedyny z banków notowanych na GPW nie zapłaci podatku bankowego – podkreśla Bieniek. Jak zaznacza, możliwe jest jednak, że BOŚ nadal będzie strukturalnie nierentowny. – Koszty pozyskania kapitału są wysokie, bank nie nadąża za rozwojem rynku, jest mało mobilny. Wydaje się, że najlepszym rozwiązaniem byłoby przejęcie go przez inny duży podmiot finansowy – twierdzi analityk DM BZ WBK.
Opinie
Piotr Kaźmierkiewicz, analityk CDM Pekao
Wśród zwolenników analizy technicznej obowiązuje żelazna zasada, iż trend wykazuje silniejszą tendencję do kontynuacji swego biegu w dotychczasowym kierunku aniżeli do jego zmiany. Kolokwialnie rzecz ujmując, trend trwa tak długo, dopóki się nie skończy. I choć brzmi to banalnie, rzeczywistość pokazuje, że „łapanie spadających noży", a co za tym idzie – próba wyprzedzenia zmiany trendu notowań waloru, powoduje zbyt szybkie otwieranie pozycji, zanim na wykresie wystąpią choćby pierwsze przesłanki do zmiany tendencji. Gdy widzimy silnie spadający kurs akcji pewnej spółki, nie starajmy się traktować tego jak promocji lub wyprzedaży. Notowania rzadko kiedy spadają bez powodu. Inwestowanie w papiery, „które jeszcze nie urosły", jest najczęstszym błędem, gdy na szerokim rynku dochodzi do ukształtowania tendencji wzrostowej. Przed podjęciem decyzji o zakupie akcji warto bowiem zadać sobie pytanie z pogranicza analizy fundamentalnej, co stoi za tym, że część papierów nie podąża za wzrostowym rynkiem i czy aby na pewno podczas hossy wszystkie walory muszą zyskiwać na wartości. Otóż czasem lepiej zrezygnować z inwestycji, niż na siłę rzucać do walki kapitał, aby tylko pozbyć się męczącego uczucia, że rynek już dawno nam „odjechał". Gdy uznamy, że stojące za spadkami przesłanki fundamentalne już zostały zdyskontowane, i dostrzeżemy, że kurs zaczyna wykazywać tendencję do wygaszenia tempa spadków, wtedy inwestycja jest bardziej uzasadniona. MKT
Adam Łukojć, zarządzający Skarbiec TFI
Mówi się, że w samym dołku kupują tylko kłamcy. Niektórzy lubią się chwalić jedną czy dwiema udanymi decyzjami inwestycyjnymi w życiu – faktycznie, kupienie akcji w samym dokładnie dołku może zrobić wrażenie na znajomych, ale zwykle to jest albo kłamstwo, albo przypadek. Spółka, która jest na prostej drodze do bankructwa, rzadko upada z dnia na dzień: zwykle najpierw ponosi straty, rosną jej zobowiązania, przeprowadza kolejne emisje akcji. Upadek trwa i samo to, że kurs zniżkował, nie jest wystarczającym argumentem za kupnem akcji – zamiast na okazję, możemy trafić na przyszłego bankruta. Popisy z nożami zostawmy cyrkowcom, a sami zajmijmy się lepiej analizowaniem fundamentów. I zapomnijmy o historii: aby podjąć rozsądną decyzję, nie wystarczy wiedzieć, że akcja kosztowała kiedyś 100 zł, a dzisiaj kosztuje 10 zł. Kupowanie – albo sprzedawanie – akcji tylko dlatego, że kurs spadł, nie ma sensu. Zrobiliśmy błąd? Trudno, trzeba to zaakceptować, każdemu się zdarza. Jeśli mamy ochotę na „uśrednianie", to zacznijmy od przeciwnego kroku: zamiast kupić więcej akcji, sprzedajmy te, które mamy – i na trzeźwo się zastanówmy, czy na pewno chcemy je odkupić, i to w liczbie większej niż na początku. I być może czasami dojdziemy do wniosku, że warto. Na giełdzie zdarzają się spektakularne odbicia: Bytom, Ciech, Gino Rossi, Monnari i wiele innych spółek wyszło z fundamentalnych kłopotów, a ich akcje wróciły do łask inwestorów. Zwykle takie odbicie jest związane z dużymi zmianami w sposobie działania spółki. MKT