Porównując stopy zwrotu wypracowane przez główne indeksy od początku bieżącego roku, segment "maluchów" został daleko w tyle. W 2026 r. WIG20 zwyżkował o prawie 28 proc., a mWIG40 poszybował w górę aż o 31 proc., podczas gdy sWIG80, grupujący małe spółki, zyskał jedynie 7 proc. Różnica jest więc mocno zauważalna. Pogłębiła się mocno w ostatnich miesiącach, gdy wzrosty wskaźników dużych i średnich firm wyraźnie przyspieszyły, co przełożyło się na ich nowe historyczne szczyty. Tymczasem sWIG80 po ustanowieniu z początkiem czerwca nowego szczytu wszech czasów na poziomie prawie 33 tys. pkt. rozpoczął korektę, a strat do tej pory nie udało mu się odrobić.
Maluchy nie mogą liczyć na zagranicę
To nie przypadek, że zarówno akcje segmentu blue chips, jak i firm z drugiego szeregu cieszą się tak dużym zainteresowaniem. Zarządzający i analitycy dostrzegają w nich głównych beneficjentów wzmożonych zakupów polskich akcji przez inwestorów zagranicznych. Małe spółki nie mogą liczyć na takie wsparcie, a krajowy kapitał, czyli w dużej mierze inwestorzy indywidualni, nie mają już takiej siły przebicia na naszym rynku. – W naszej ocenie słabsze zachowanie od początku roku sWIG80 na tle mWIG40 i WIG20 wynika z kilku czynników. Napływy kapitału z zagranicy dotyczyły w pierwszej kolejności spółek z największą płynnością, wliczając w to uczestników mWIG40. Wzrost wycen i wartości rynkowej spółek z tego segmentu jest związany z dynamicznym wzrostem zysków spółek w nim notowanych, wpłynął na wzrost obrotów generowanych na ich walorach. Finalnie inwestycje w spółki z mWIG40 stały się dostępne dla zagranicznych funduszy, a efekt kuli śnieżnej przyciąga kolejne fundusze w rytm rosnącej płynności. W mWIG40 najwięcej spółek osiągnęło w br. swoje rekordowe poziomy notowań. Spółki z sWIG80 są tradycyjnie obiektem inwestycji inwestorów indywidualnych. W związku z konsekwentnym spadkiem ich udziału w giełdowych transakcjach (z 37 proc. w 2015 r. do 17 proc. w 2025 r.), małe i średnie spółki nie mają wsparcia również z tej strony – wyjaśnia Grzegorz Dróżdż, analityk EQUES Investment TFI.
Czytaj więcej
Efektowne tempo zwyżek indeksu WIG20 rodzi naturalne pytanie, czy akcje największych polskich firm nie są już zbyt drogie i czy ich dobra passa ma...
Sytuacji nie ułatwiał skład sektorowy indeksu sWIG80, w którym na próżno szukać sektorów będących motorami obecnej fali hossy. – Słabsze zachowanie indeksu sWIG80 w porównaniu do WIG20 i mWIG40 wynika w głównej mierze z asymetrii sektorowej i braku silnej reprezentacji banków czy spółek paliwowych oraz innych 2-3 największych podmiotów, które obecnie notują rekordowe wyniki i odpowiadają za ponad 50 proc. całego ruchu wygenerowanego w szerokim indeksie WIG. Obecny moment na rynku możemy więc zdefiniować jako czas szczególnie sprzyjający największym spółkom, to one napędzają historyczne wzrosty na GPW – zauważa Mateusz Czyżkowski, analityk XTB.
W jego ocenie w dłuższej perspektywie mniejsze spółki powinny zacząć nadrabiać zaległości wraz z ożywieniem krajowego popytu. – Teoretycznie zaawansowana faza wzrostów i rosnący napływ kapitału lokalnego, być może napędzanego przez planowany na przyszły rok program OKI, mogłyby pomóc mniejszym przedsiębiorstwom zyskiwać na znaczeniu, lecz barierą pozostaje ich wycena, która wcale nie wygląda aż tak atrakcyjnie – uważa. – Szacowany wskaźnik C/Z (prognozowany na 12 miesięcy do przodu) dla sWIG80 wynosi aż 17,08, podczas gdy na tle szerokiego rynku WIG20 wyceniany jest na zaledwie 11,52, a mWIG40 na 14,82. Podobnie estymowany mnożnik EV/EBITDA dla sWIG80 plasuje się na poziomie 7,68, wyraźnie przewyższając wyceny największych giełdowych firm, których wskaźnik wynosi 5,84. W rezultacie same napływy kapitału mogą nie wystarczyć, ponieważ relatywnie wysokie wskaźniki porównawcze mogą zniechęcać inwestorów do alokacji środków w najmniejsze, droższe podmioty – wskazuje. Jego zdaniem na korzyść mniejszych spółek w tym momencie przemawiać może natomiast średnia stopa prognozowanej dywidendy, która w przypadku spółek z sWIG80 jest najwyższa i wynosi ok. 5,6 proc.
Czytaj więcej
Trudno znaleźć eksperta, który namawiałby prezydenta do weta w sprawie ustawy o OKI. Jest zupełnie odwrotnie - są wielkie nadzieje, że ustawa zosta...
OKI szansą dla małych spółek
Patryk Pyka, dyrektor zespołu analiz i doradztwa inwestycyjnego DI Xelion, zwraca uwagę, że w 2026 r. mamy powtórkę z poprzedniego roku, w którym akcje „maluchów” pozostawały w cieniu największych spółek. – Wiele wskazuje na to, że będzie to drugi rok z rzędu, w którym sWIG80 osiągnie gorszą stopę zwrotu niż WIG20. W XXI wieku nie zdarzyło się, by negatywna passa trzeciej linii spółek trwała dłużej. To jednak „tylko” albo „aż” statystyka. Patrząc od strony fundamentalnej, relacja ceny do wartości księgowej sWIG80 do WIG20 wyraźnie odwróciła się w ostatnim czasie. Jesienią 2024 r. sWIG80 był pod tym względem wyceniany ponad 30 proc. wyżej niż WIG20, podczas gdy obecnie jest około 20 proc. tańszy. To już istotne dyskonto na tle historycznym. Oczywiście nie oznacza to, że małe spółki muszą natychmiast rozpocząć nadrabianie zaległości, ponieważ w przeszłości dyskonto schodziło jeszcze niżej, ale niewątpliwie poprawia to relację potencjalnego zysku do ryzyka. Tym bardziej, że korzystne otoczenie makro powinno sprzyjać utrzymaniu dobrej passy wynikowej małych spółek – zauważa.
Wyjaśnia, że spółki o mniejszej kapitalizacji mają kilka mocnych atutów, które będą przemawiały na ich korzyść. – O ile w przypadku dużych spółek wyniki często uzależnione są od zdarzeń jednorazowych, a nawet decyzji politycznych, o tyle w przypadku małych spółek są one w większym stopniu pochodną otoczenia gospodarczego. Na koniec dnia, aby dany rynek złapał wiatru w żagle, potrzebne są napływy. W tym kontekście interesująco wygląda perspektywa uruchomienia OKI. Według szacunków BM PKO BP program może od 2029 r. generować około 5 mld zł dodatkowych napływów rocznie, czyli kwotę porównywalną z PPK. Na ten moment możemy z kolei cieszyć się z tego, że wraz z końcem ubiegłego roku zakończyła się negatywna passa odpływów z funduszy akcji polskich. Pomijając marzec, w tym roku miesięczne napływy wynosiły 0,2–0,6 mld zł. To bardzo ważny czynnik, ponieważ ostatecznie małe spółki mogą liczyć przede wszystkim na kapitał lokalny – wskazuje Pyka.
Jednocześnie wskazuje, na ich główny mankament, jakim jest ograniczona płynność, dlatego mimo hossy nie trafiły na radary inwestorów zagranicznych. – To naszym zdaniem sprawiło, że w obecnej hossie małe spółki zostały w tyle. Warto zauważyć, że ostatnie lata charakteryzowały się napływem kapitału zagranicznego, który przede wszystkim skupiał się na WIG20, a czasem sięgał po najbardziej płynne walory mWIG40. Warto jednak mieć z tyłu głowy, że zbliżają się wybory parlamentarne. Uważamy, że przy bardzo napiętej sytuacji fiskalnej i presji na konsolidację finansów publicznych mogą pojawić się koncepcje głębszego sięgania do kieszeni spółek z dużym udziałem Skarbu Państwa. Taka sytuacja byłaby dużą rysą reputacyjną w oczach inwestorów zagranicznych. Zatem podchodzimy obecnie do segmentu dużych spółek ostrożnie, a większe nadzieje pokładamy w segmencie małych i średnich spółek, gdzie efekt ewentualnych decyzji politycznych dociera w ograniczonym stopniu – podsumowuje ekspert DI Xelion.