Prawie co piąty prezes dużego przedsiębiorstwa w Polsce ma dyplom Szkoły Głównej Handlowej, Politechniki Warszawskiej albo Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie – wynika z analizy, która objęła 600 prezesów firm z Listy 2000 „Rzeczpospolitej". Ranking „Kuźni prezesów" po raz drugi otwiera SGH, która umocniła się na pozycji lidera.

Odsetek szefów będących absolwentami SGH wzrósł w ciągu minionego roku z 7,5 do prawie 7,7 proc. Tym samym czołowa uczelnia ekonomiczna w Polsce zwiększyła przewagę nad drugą w rankingu Politechniką Warszawską, która do połowy obecnej dekady była liderem naszego zestawienia. Odsetek prezesów z dyplomem PW wynosi obecnie 5,8 proc., 0,5 pkt proc. mniej niż przed rokiem.

– Bardzo mnie cieszy, że strategia, którą SGH obrała jeszcze w latach 90., okazała się skuteczna. Zbudowaliśmy ją na kilku filarach: jednym z nich była internacjonalizacja – w tym dołączenie do międzynarodowego aliansu uczelni i biznesu CEMS – aby nasi najlepsi absolwenci jeszcze podczas studiów zdobywali doświadczenie w zarządzaniu na wysokim szczeblu. Drugim filarem jest stale rozwijający się Klubu Partnerów. Trzecim jest stałe unowocześnianie oferty dydaktycznej, a czwartym, niezwykle ważnym elementem naszego kształcenia, który w czasach, gdy obecni prezesi największych polskich firm studiowali, nas wyróżniał, była możliwość swobodnego, indywidualnego kształtowania ścieżki studiów – podkreśla Marek Rocki, rektor SGH.

Już od kilku lat eksperci zarządzania przewidywali, że wraz z wymianą pokoleniową na czele firm będzie rósł udział szefów będących absolwentami uczelni ekonomicznych kosztem uczelni technicznych.

Wprawdzie dyplom tych drugich nadal ma najwięcej, bo ponad 38 proc., prezesów, lecz ten odsetek, który jeszcze na początku dekady przekraczał 51 proc., w ostatnich latach systematycznie spada. Jednocześnie już 26,5 proc. prezesów ukończyło pierwsze studia na uczelni ekonomicznej – to o 48 proc. więcej niż na początku dekady.

Według eksperta zarządzania strategicznego prof. Krzysztofa Obłoja wynika to z tego, że w latach 90. XX wieku kierunki techniczne straciły na atrakcyjności; wtedy obserwowaliśmy ogromną popularność studiów z zarządzania. Ten trend powinien być jeszcze bardziej widoczny w kolejnych latach, gdy wśród szefów dużych firm przybędzie menedżerów urodzonych w latach 70. i 80., którzy zaczęli studia już w czasach gospodarki rynkowej. Obecnie to 41,5 proc. prezesów, prawie dwukrotnie więcej niż w poprzednich latach.

Piotr Wielgomas, szef firmy doradztwa personalnego Bigram, przewiduje, że za kilka lat na czele firm umocni się grupa absolwentów zagranicznych uczelni. Wprawdzie ostatnio ich odsetek malał – wraz ze spadającym udziałem cudzoziemców na czele spółek z zachodnim kapitałem – ale w kolejnych latach do głosu będzie dochodzić najmłodsze pokolenie polskich menedżerów, którzy na pierwsze studia wyjeżdżają za granicę. – O ile pokolenie 40-latków to absolwenci czołowych polskich uczelni, o tyle wśród kandydatów 35+ widać rosnący odsetek osób z dyplomem London Business School, LSE, Harvardu czy Bocconi – twierdzi Wielgomas. AO