Jednak zdaniem American Petroleum Institute (API) efekt ten mógłby okazać się krótkotrwały. Organizacja ostrzega, że dłuższe ograniczenia mogłyby osłabić pracę rafinerii, zmniejszyć produkcję paliw i ostatecznie doprowadzić do wzrostu cen również w USA. Według API USA dostarczają około 1,5 mln baryłek diesla dziennie na międzynarodowy rynek, co odpowiada blisko 20 proc. światowego handlu tym paliwem. Wycofanie tak dużej podaży mogłoby podnieść ceny w Europie i innych regionach, a wyższe koszty transportu oraz produkcji z czasem odbiłyby się także na amerykańskiej gospodarce. Problemem jest również regionalna struktura rynku paliw w USA. Około 54 proc. mocy rafineryjnych znajduje się na wybrzeżu Zatoki Meksykańskiej, gdzie produkcja diesla przewyższa lokalny popyt. Eksport pozwala zagospodarować te nadwyżki. Tymczasem Wschodnie Wybrzeże nadal częściowo opiera się na imporcie, a ograniczenia infrastrukturalne utrudniają szybkie przesuwanie paliw między regionami.
API zwraca uwagę, że rafinerie produkują jednocześnie diesel, benzynę i paliwo lotnicze. Jeśli zakaz eksportu doprowadziłby do zapełnienia magazynów, część zakładów mogłaby ograniczyć przerób ropy. W efekcie spadłaby nie tylko podaż diesla, ale również innych paliw. Dlatego organizacja uważa, że zakaz eksportu działałby przede wszystkim przez zamknięcie kanału sprzedaży, a nie przez zwiększenie produkcji. To oznacza ryzyko, że początkowa ulga cenowa z czasem ustąpiłaby miejsca niższej podaży i wyższym cenom paliw, także w samych Stanach Zjednoczonych.