Ludzie rynku

Menedżerowie spółek giełdowych nie zbiednieli

Zasiadanie w zarządzie wiąże się z wysokim wynagrodzeniem – w skali roku liczonym nawet w milionach złotych. Zdecydowanie mniej zarabiają członkowie rad nadzorczych.
Foto: Adobestock

Jesteśmy na półmetku sezonu publikacji raportów za zeszły rok. Te sprawozdania są istną kopalnią informacji. Dużo emocji zawsze budzi kwestia wynagrodzeń. W 2017 r. przeciętnie wzrosły one w polskiej gospodarce (w ujęciu realnym) o niewiele ponad 3 proc. Za wcześnie jeszcze, by wyciągnąć wnioski dotyczące wszystkich spółek giełdowych, ale analiza dostępnych raportów pozwala postawić hipotezę, że menedżerowie rok 2017 mogą zaliczyć do udanych.

Zarządy inkasują grube miliony

Branżą, która najmocniej dopieszcza swoich menedżerów, są banki. Już od lat to właśnie tam możemy znaleźć imponujące zarobki prezesów rzędu kilku milionów złotych w skali roku. W 2017 r. w sumie najwięcej zainkasowały zarządy Alior Banku oraz Pekao – po ponad 30 mln zł. Wielomilionowe odprawy dostało też kilku znanych menedżerów. Z kolei z grona obecnie urzędujących prezesów krocie zarobili m.in. Joao Bras Jorge z Millennium (2 mln zł stałego wynagrodzenia, a w sumie ok. 5 mln zł), Cezary Stypułkowski z mBanku (2,7 mln zł płacy zasadniczej, a w sumie ponad 3,9 mln zł) czy Zbigniew Jagiełło z PKO BP.

W pozostałych branżach też bez problemu znajdziemy menedżerów inkasujących milionowe wynagrodzenia. Wrażenie robi m.in. płaca rzędu ponad 7 mln zł dla szefa cukierniczej spółki Wawel Dariusza Orłowskiego. Co ciekawe, jego wynagrodzenie jest dwudziestokrotnie wyższe niż drugiego członka zarządu. Imponującą płacę zazwyczaj ma też szef Comarchu Janusz Filipiak, ale na razie nie sposób stwierdzić, czy w 2017 r. też tak było, ponieważ krakowska spółka nie opublikowała jeszcze raportu rocznego.

Analiza raportów wskazuje, że nie ma jednego modelu – niekiedy dominujący akcjonariusze inkasują wysokie wynagrodzenia, innym razem zadowalają się relatywnie niewielką kwotą. Praktyka pokazuje, że z tym drugim przypadkiem najczęściej mamy do czynienia, gdy zasiadają oni nie w zarządach, ale w radach nadzorczych. Przykładem może być wiodący akcjonariusz Dino Tomasz Biernacki. Z tytułu sprawowania funkcji przewodniczącego w RN w 2017 r. zainkasował 60 tys. zł. To mniej niż większość pozostałych członków rady. Wartość majątku Biernackiego ulokowanego w akcjach Dino przekracza 4 mld zł.

Dla dużych akcjonariuszy często największym zastrzykiem gotówki od spółek nie jest wynagrodzenie, ale dywidenda. Tak jest np. w Asseco Poland, gdzie prezes Adam Góral inkasuje relatywnie niewielką płacę, ale za to dostaje od spółki sutą dywidendę – w tym roku jej stopa przekroczy 6 proc.

Wynagrodzenie zmienne

Oceniając tendencje dotyczące wynagrodzeń, warto zwrócić uwagę na trzy grupy czynników: formalne, ekonomiczne i społeczno-polityczne. Spośród kwestii formalnych największe znaczenie mają przepisy tak zwanej nowej ustawy kominowej, wprowadzone w życie we wrześniu 2016 r. Dotyczą ono najwyższej kadry zarządzającej w firmach z udziałem Skarbu Państwa, a więc sporej części spółek wchodzących w skład WIG20.

– Można by się domyślać, że tego typu ustawy wprowadza się nie tylko po to, by kwestie wynagrodzeń uregulować, ale także – adekwatnie do tytułu ustawy – ograniczyć ich wysokość. Tymczasem jak wynika z przeprowadzonej przez firmę Sedlak & Sedlak analizy zapisów ustawy, umożliwiały one w przypadku znacznej części firm państwowych wypłatę wynagrodzeń wyższych w porównaniu z poprzednim stanem prawnym poprzez określenie wyższych maksymalnych limitów płac – komentuje Roman Przasnyski, główny analityk Gerda Broker. Dodaje, że zmniejszeniu uległy one jedynie w przypadku PGNiG, PKN Orlen czy PKO BP. – Większość firm, określając swoją politykę płacową, przyjęła oczywiście najwyższe możliwe limity, za wyjątkiem GPW i PHN. Z tego wniosek, że skoro większość firm mogła podnieść płace zasadnicze członkom zarządów, zaś faktyczny wzrost był niewielki, decydujące znaczenie musiały mieć inne czynniki. W naturalny sposób uwaga kieruje się więc na część zmienną, czyli premii zależnych od realizacji określonych celów – mówi ekspert.

Jak wynika z badania „Wynagrodzenia członków zarządów w 2016 r." firmy Sedlak & Sedlak, wynagrodzenie zmienne stanowi przeciętnie ok. 30 proc. całkowitego pakietu. Mowa tutaj o premiach wypłacanych pod postacią gotówki. – Osobny temat stanowi wynagrodzenie z tytułu programów motywacyjnych opartych na akcjach bądź innych instrumentach finansowych. W tym przypadku wynagrodzenie przekazywane pod postacią akcji może być nawet wielokrotnością tego wypłacanego w gotówce. Oczywiście wysokość wypłat zależy w tym przypadku od wyników menedżera, zazwyczaj w okresie dłuższym niż jeden rok – komentuje Konrad Akowac, specjalista ds. analiz wynagrodzeń z Sedlak & Sedlak. Wskazuje, że mediana wynagrodzeń menedżerów spółek notowanych na GPW w 2016 r. wyniosła 600 tys. zł (roczne brutto). W przypadku menedżerów z WIG20 było to ponad 1,7 mln zł. Natomiast mediana wynagrodzeń członków rad nadzorczych wyniosła 42 tys. zł (dla WIG20 150 tys. zł).

Rady nadzorcze w cieniu

Analiza najnowszych raportów rocznych pokazuje, że – wbrew oczekiwaniom – wynagrodzenia dla członków rad nadzorczych są na poziomie zbliżonym do tego sprzed roku. A przecież dużo mówiło się o rosnącej odpowiedzialności, gigantycznych karach (rozporządzenie MAR) i dodatkowych obowiązkach (np. wynikających z nowej ustawy o biegłych rewidentach).

– Przyczyna tego, dlaczego wynagrodzenia członków rad nadzorczych nie wzrastają, wydaje się prosta. Bo faktem jest, że zakres odpowiedzialności, ale przede wszystkim zakres zadań – szczególnie dla komitetów audytu – w ostatnich dwóch latach znacznie wzrósł. Dlaczego zatem nie widać wyższych wynagrodzeń? Przede wszystkim nie mamy w Polsce wypracowanych standardów pracy. Mimo iż, przynajmniej dla komitetów audytu, wydają się one dość precyzyjnie opisane w ustawie o biegłych rewidentach, to niewiele osób potrafi opisać, na czym polega praca takiego komitetu – komentuje Piotr Rybicki, ekspert corporate governance z NadzórKorporacyjny.pl. Dodaje, że po prostu nie za bardzo wiemy, co te rady i komitety robią. A skoro nie wiemy – to też trudno wyżej wynagradzać, a i sami członkowie nie mają argumentów czy też odniesienia do realiów poprzednich lat. – Proszę zauważyć, że podstawowy dokument przygotowywany dla komitetów audytu przez audytora – sprawozdanie dodatkowe dla komitetu audytu – nie jest powszechnie dostępny, gdyż nie jest przeznaczony dla akcjonariuszy, może ewentualnie być im udostępniony. To skąd akcjonariusze mają wiedzieć, co ta rada nadzorcza i komitet audytu robi i zrobił? – pyta retorycznie Rybicki. Przestrzega, że wyższe wymagania wobec członka RN i komitetów audytu przy równoczesnym braku wyższych wynagrodzeń może skutkować tylko jednym: odchodzeniem najlepszych specjalistów do innych profesji.

– Paradoksem jest, że nie mamy w Polsce zbyt dużej grupy profesjonalnych członków rad i komitetów audytów, a zatem brak rynkowych wynagrodzeń spowoduje, że w RN nie tylko nie będą zasiadać eksperci, ale też będą je omijać. Wierzę, że tak nie będzie i że rynek się ocknie – mówi Rybicki.

Co dalej?

Zdaniem ekspertów wiele wskazuje na to, że istotny wpływ na poziom wynagrodzeń najwyższej kadry zarządzającej mogły mieć wspomniane już względy społeczno-polityczne, a więc rosnąca ostrożność w windowaniu płac w spółkach z udziałem Skarbu Państwa.

– Tezę tę potwierdzają wygłoszone niedawno opinie ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry i przewodniczącego NSSZ „Solidarność" Piotra Dudy, w których obaj zwracali uwagę, że zarobki niektórych prezesów są zdecydowanie zbyt wysokie. Problem w tym, że kryteria w tej kwestii nadal są niejasne, a zdarzają się nawet niejednoznaczne interpretacje co do zastosowania ustawy kominowej w niektórych przypadkach. Kwestia wysokich zarobków staje się tym bardziej drażliwa, jeśli wziąć dodatkowo pod uwagę niesłabnące tempo, w jakim kręci się kadrowa karuzela prezesów, co wykorzystywane bywa do rozgrywek politycznych – podkreśla Przasnyski.

Eksperci wskazują też, że często idea rozmija się z praktyką. Przykładem jest chociażby wspomniana już zmiana przepisów, dzięki której mieliśmy odejść od sztywnej regulacji ustawy kominowej.

– Nowe przepisy miały na celu uelastycznienie i zbliżenie wynagrodzeń w spółkach kontrolowanych przez podmioty publiczne do poziomu rynkowego. Odbyło się to poprzez dostosowanie widełek dopuszczalnych wynagrodzeń do rozmiarów przedsiębiorstw i efektywne podwyższenie maksymalnych wynagrodzeń dla menedżerów i członków rad nadzorczych największych podmiotów – mówi Błażej Podstawski, adwokat w kancelarii PwC Legal. Dodaje, że specyficzny sposób zdefiniowania zakresu stosowania ustawy spowodował jednak, że zasady nią określone zostały wprowadzone w spółkach, które wcześniej nie podlegały ustawie kominowej. Po wprowadzeniu nowej regulacji SP przeforsował stosowanie tych przepisów w spółkach giełdowych, w których posiada mniejszościowy pakiet, dający mu jednak w praktyce kontrolę. Dodatkowo nowa ustawa wprowadziła dla zarządów spółek nią objętych cel w postaci zaimplementowania zasad wynagradzania z niej wynikających w spółkach kontrolowanych (w tym również giełdowych, kontrolowanych za pośrednictwem mniejszościowego pakietu).

– Ponieważ realizacja tego celu zarządczego warunkuje możliwość otrzymania zmiennej części wynagrodzenia, stało się to elementem silnie motywującym zarządy do wprowadzenia nowych zasad we wszystkich spółkach kontrolowanych. W efekcie ograniczenia wynikające z nowej regulacji dotknęły spółek giełdowych, które wcześniej swobodnie mogły określać wysokość wynagrodzeń menedżerów i członków rad nadzorczych – kończy ekspert PwC.

Zbigniew Jakubas

członek rady nadzorczej Mennicy

103 tys. zł

zainkasował w zeszłym roku za zasiadanie w nadzorze znany inwestor i wiodący akcjonariusz tej giełdowej spółki. Wszyscy członkowie RN dostali w sumie 553 tys. zł wobec 506 tys. zł rok wcześniej. Natomiast nieznacznie w trakcie zeszłego roku wzrosły wynagrodzenia zarządu: do ponad 1,75 mln zł z 1,4 mln zł.

Przemysław Lutkiewicz

wiceprezes LPP

1,6 mln zł

wyniosło jego wynagrodzenie w 2017 r. Rok wcześniej było dużo niższe, rzędu 0,5 mln zł. Podobnie w przypadku pozostałych wiceprezesów: Jacka Kujawy i Sławomira Łobody. Prezes Marek Piechocki dostał zdecydowanie więcej: 2,4 mln zł (wobec 0,8 mln zł w 2016 r.).

Marek Dietl

prezes GPW

110 tys. zł

zainkasował w zeszłym roku szef Giełdy Papierów Wartościowych. Umowę-zlecenie o świadczenie usług w zakresie zarządzania zawarł 27 września 2017 r. W sumie wynagrodzenia i świadczenia dla członków zarządu GPW wypłacone oraz należne za 2017 r. sięgnęły 2,2 mln zł wobec 3,4 mln zł rok wcześniej.

Cezary Stypułkowski

prezes mBanku

2,66 mln zł

wyniosło jego zasadnicze wynagrodzenie za 2017 r. Rok wcześniej było na niemal takim samym poziomie. Natomiast cały zarząd (bez dodatkowych korzyści i bonusów za 2016 r.) zainkasował 8,9 mln zł wobec ponad 11 mln zł rok wcześniej.

MICHAŁ KRUPIŃSKI

prezes Pekao

979 tys. zł

wyniosło zasadnicze wynagrodzenie dla Krupińskiego w zeszłym roku (od 15 czerwca). Cały zarząd – po uwzględnieniu wszystkich świadczeń – w 2017 r. zainkasował niemal 31,5 mln zł (w tym 6,6 mln zł z tytułu rozwiązania stosunku pracy), wobec 26,6 mln zł rok wcześniej.

Dariusz Miłek

prezes CCC

840 tys. zł

zainkasował szef i akcjonariusz obuwniczej grupy w zeszłym roku (tyle samo co w 2016 r.). Dodatkowo otrzymał z tytułu umowy o pracę 30 tys. zł w spółce zależnej CCC Factory. Cały zarząd (razem z premiami za poprzedni rok) CCC dostał w 2017 r. około 4,6 mln zł, a rada nadzorcza ponad 388 tys. zł.

Dariusz Orłowski

prezes Wawelu

7,2 mln zł

wyniosło w zeszłym roku wynagrodzenie dla szefa cukierniczej spółki. Rok wcześniej było niemal takie samo. Zarząd Wawelu jest dwuosobowy – drugi menedżer zainkasował jednak zdecydowanie niższą kwot niż Orłowski: 350 tys. zł (tyle samo co w 2016 r.).

Maciej Tybura

prezes Ciechu

4,1 mln zł

wyniosło w zeszłym roku wynagrodzenie szefa chemicznej spółki wobec 3,7 mln zł rok wcześniej. Cały zarząd dostał 10,9 mln zł (wobec 12,9 mln zł w 2016 r.), a RN ponad 0,7 mln zł (574 tys. zł w 2016). Od kwietnia 2016 r. szef rady Sebastian Kulczyk nie pobiera wynagrodzenia w związku ze zrzeczeniem się tego roszczenia.

Luis Amaral

prezes Eurocashu

480 tys. zł

zainkasował w 2017 r. szef i akcjonariusz spółki z tytułu zasiadania w jej zarządzie. Do tego doszło jeszcze 255 tys. zł innych świadczeń. Co ciekawe, Amaral ma najniższe wynagrodzenie w siedmioosobowym zarządzie Eurocashu. Np. Jacek Owczarek dostaje około 1 mln zł.

Tobias Solorz

prezes Cyfrowego Polsatu

1,5 mln zł

wyniosło w 2017 r. wynagrodzenie podstawowe szefa mediowej grupy z tytułu pełnienia funkcji zarządczych w jednostce dominującej oraz spółkach zależnych – to tyle samo co w rok wcześniej. Do tego doszły jeszcze premie wynoszące 1,5 mln zł w 2017 r. i 5 mln zł w 2016 r.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.