Inwestycje

Daniel Kostecki, Conotoxia. Bitcoin, akcje, ziemia… Jak inwestuje znany analityk?

W piątkowym Parkiet TV gościem Piotra Zająca był Daniel Kostecki, główny analityk w firmie Conotoxia. Ekspert opowiadał o swojej strategii inwestycyjnej.

Daniel Kostecki, główny analityk w firmie Conotoxia

Foto: parkiet.com

Jesteś jednym z niewielu analityków, którzy od czasu do czasu upubliczniają swoje inwestycyjne dokonania. Długo jesteś już aktywny na rynku?

Inwestowaniem zajmuję się od drugiego roku studiów. Wtedy po raz pierwszy dowiedziałem się o giełdzie. Pamiętam, jak na jednym z wykładów padło pytanie, czy ktoś posiada jakieś udziały, obligacje lub jednostki funduszy? Na sali zapanowała cisza. Wtedy stwierdziłem, że dziwnie jest uczyć się czegoś, czego się nie praktykuje, więc założyłem swój pierwszy rachunek maklerski. To były lata 2006-2007 r., więc trafiłem jeszcze na czas hossy, podobny do tego, co było w marcu 2020 r. Czego się człowiek nie dotknął, zarabiał. Mogę więc powiedzieć o szczęściu początkującego i przyznam, że jak na studenta to były wówczas ponadprzeciętne zarobki. Polubiłem to, więc później zacząłem pracować w branży finansowej, nie zapominając jednocześnie o prywatnych inwestycjach. Dzięki temu, że sam jestem zaangażowany na rynku to lepiej wykonuję  swoje obowiązki i w oczach klientów jestem bardziej wiarygodny.

Jak dużą część twoich dochodów stanowią zyski z prywatnych inwestycji? To jest duża część budżetu czy tylko ekstra dodatek od czasu do czasu?

Od 2010 r., od rozpoczęcia pracy w branży, to jest zdecydowanie dodatek. Wiem, że niektórzy rzucają pracę i utrzymują się z inwestowania, ale ja do tej grupy nie należę. Rynki są nieprzewidywalne i trudne. Nawet duże doświadczenie nie gwarantuje tutaj sukcesu. Staram się twardo stąpać po ziemi – dzięki pracy mam bezpieczeństwo i finansowy komfort, a dzięki inwestycjom czasem uda się ten komfort zwiększyć. Nie ukrywam, że pandemia spowodowała swoiste turbodoładowanie w tym dodatkowym dochodzie. Kluczem do sukcesu było przetrzymanie tych pozycji przez kilka miesięcy, a nie cashowanie się po pierwszym kwartale. Takiego wzrostu bilansu na pozycjach, jak wówczas, nigdy wcześniej nie doświadczyłem.

Z tego co wiem, na kryptowalutach już zrealizowałeś zysk i to całkiem pokaźny. Zgadza się?

Tak. Zamknąłem pozycje na bitcoinie dzień przed debiutem Coinbase na Nasdaq. To był dla mnie taki wyznacznik, że euforia może się powoli kończyć. Duże debiuty bywają sygnałem schyłku. Pamiętamy chociażby debiut futuresów na bitcoina w 2017 r. Okazało się, przynajmniej na ten moment, że złapałem szczyt szczytów. Ale wróciłem na rynek kryptowalut, bo uważam, że majowa korekta to okazja. Nie wiem czy mam rację. Czas pokaże. Tym razem zająłem jednak mniejszą pozycję niż w ubiegłym roku. Na tak zmiennych rynkach należy wchodzić stopniowo i budować tę pozycję z chłodną głową. Bitcoin potrafi mieć tak duże wahania kursu, że przy dużym zaangażowaniu jednego dnia możemy być „samochód do przodu", a drugiego „pół mieszkania do tyłu". To takich zmian na rachunku trudno przywyknąć...

Po ile kupowałeś bitcoina w 2020 r.?

To był koniec kwietnia przy cenie trochę ponad 30 000 zł. To były dwa zakupy – pierwszy testowy, bo gdy wchodzę na rynek pierwszy raz to robię taką próbę i drugi już za docelową kwotę. Potem było już trzymanie pozycji i spoglądanie na poczynania banków centralnych, bo moim zdaniem to właśnie generowana przez nie nadpodaż pieniądza pchała rynek kryptowalut w górę. Pamiętajmy, że w relacji do tradycyjnych aktywów, bitcoin jest mniej płynnym instrumentem, a dzięki temu łatwiej podnieść jego wycenę. I pod taki scenariusz grałem.

Gdzie jeszcze, poza bitcoinem, inwestowałeś po covidowym załamaniu rynku?

W akcje. Postawiłem na spółki, które mogły być beneficjentami tych nietypowych wydarzeń. Dodam jednak, że już od kilku lat prowadziłem eksperymentalny portfel z hasztagiem #ścigamsięztfi Na początku udawało mi się robić od kilku do kilkunastu procent rocznie, a w czasie pandemii te stopy miały trzy cyfry. Wyścig wygrałem i część pozycji zamknąłem. To były wakacje 2020 r. Za część tego kapitału nabyłem działki, a więc z akcji przeniosłem się na nieruchomości.

Domyślam się, że te kilkaset procent to na Mercatorze i XTB, a więc gwiazdach covidowej hossy. A jako człowiek związany z rynkiem forex nie angażowałeś się w kontrakty na surowce, kruszce, albo waluty?

W kontrakty CFD nie inwestowałem. Trzymając się rachunku maklerskiego korzystałem z certyfikatów inwestycyjnych, ostatnio przede wszystkim na rynku złota. To nie są bardzo popularne instrumenty, drugą stroną transakcji jest market maker, ale są dostępne i można z nich korzystać. Lata temu natomiast eksperymentowałem na nich znacznie szerzej – pszenica, kawa, kakako, a więc dość egzotycznie.

Wspominałeś wcześniej o ryzyku. Czy możesz rozwinąć twoje do niego podejście? Czy np. masz jakiś limit budżetu, który może przeznaczyć na inwestowanie?

Zazwyczaj przeznaczam na to nadwyżki budżetowe, które nie są potrzebne na tu i teraz. I to nie jest 100 proc. tych nadwyżek, tylko mniej więcej połowa. To bezpieczne podejście. Oczywiście wielkość tych nadwyżek była też uzależniona od bieżących wydatków. Trzymam się więc zasady, że inwestuje tylko te pieniądze, na których stratę mogę sobie pozwolić. Oczywiście każda strata boli, ale dzięki takiemu podejściu nie zmienia ona mojej życiowej sytuacji. Wprawdzie mógłbym takie nadwyżki przeznaczyć na jakieś zakupy, np. samochód. To już indywidualna kwestia i każdy sam dokonuje wyboru. Ja akurat mogę jeździć starym autem i wolę spróbować sił na rynku.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.