Gospodarka - Kraj

Cud gospodarczy pryska, wraca normalność. Ale nie będzie źle

Scenariusz dla polskiej gospodarki na 2019 r.

Lata 2017 oraz 2018 były dla naszej gospodarki tak udane, że kolejne mogą być tylko gorsze. Patrząc w szerszej perspektywie, Polska będzie się jednak nadal rozwijała w szybkim tempie dzięki konsumpcji i inwestycjom.

Foto: Adobestock

Połączenie błyskawicznego wzrostu gospodarki z niską inflacją odchodzi w przeszłość dużo wolniej, niż można się było obawiać. W nadchodzącym roku koniunktura w Polsce będzie słabsza niż w mijającym, ale wciąż dobra.

Chwilo, trwaj – życzył polskiej gospodarce ponad roku temu prezes NBP Adam Glapiński. Życzenie się spełniło. Sytuacja, którą Adam Glapiński w kolejnych miesiącach określał m.in. mianem „cudu gospodarczego", „złotej ery" oraz „marzenia ekonomisty", utrzymuje się do dziś. Gospodarka rośnie w ekspresowym tempie, ale nie widać napięć w rodzaju podwyższonej inflacji lub narastającego deficytu w międzynarodowej wymianie towarów i kapitału (szybki rozwój często do tego prowadzi).

Skoro jednak koniunktura w Polsce jest teraz „cudowna", może być tylko gorzej. To, że zapowiadane przez ekonomistów już od ponad roku spowolnienie jeszcze nie nadeszło, nie oznacza, że powinniśmy o nim zapomnieć. Przeciwnie, z każdym kolejnym kwartałem staje się ono coraz bardziej prawdopodobne.

W kontekście ostatnich dwóch lat, gdy rzeczywistość stale okazywała się lepsza od oczekiwań ekonomistów, ostatnie zdanie może budzić uśmiech politowania. W 2017 r. polska gospodarka powiększyła się w ujęciu realnym (czyli przy założeniu stałych cen) o 4,8 proc., przewyższając najśmielsze nawet prognozy. Ekonomiści ankietowani przez „Parkiet" w grudniu tamtego roku przeciętnie przewidywali (nie znając pełnych danych za 2017 r.), że w 2018 r. wzrost PKB zwolni do 3,9 proc. Najwięksi optymiści spodziewali się 4,5 proc. Dziś jest niemal pewne, że polska gospodarka urosła o około 5 proc. Skąd więc pewność ekonomistów, że teraz „złota era" naprawdę się kończy?

Foto: GG Parkiet

– Szanse na to, że w 2019 r. utrzyma się tak duże tempo wzrostu, są znikome. Prognozy spowolnienia nie opierają się na jakichś arbitralnych założeniach. Jego symptomy już widać. Nie bardzo zaś widoczne są czynniki, które mają napędzać gospodarkę – tłumaczy Marcin Mrowiec, główny ekonomista banku Pekao.

Powrót do normalności

Zespół Marcina Mrowca przewiduje, że w 2019 r. PKB Polski zwiększy się w ujęciu realnym o 3,5 proc. To prognoza bliska mediany (3,6 proc.) przewidywań ekonomistów ankietowanych przez agencję Bloomberga. Nieco bardziej pesymistyczni są analitycy Credit Agricole Bank Polska. Według nich tempo rozwoju polskiej gospodarki spadnie w przyszłym roku do 3,3 proc. Optymiści, np. z Banku Ochrony Środowiska, spodziewają się wzrostu PKB o około 3,9 proc.

Foto: GG Parkiet

W porównaniu z latami 2017–2018 każdy z tych wyników oznaczałby istotne spowolnienie rozwoju. Jednak patrząc w szerszej perspektywie, byłby to raczej powrót do normalności. W latach 2000–2016 polska gospodarka rosła bowiem średnio w tempie 3,6 proc. rocznie.

– Spowolnienie będzie m.in. skutkiem wyhamowania wzrostu konsumpcji, wynikającego z wolniejszego tempa wzrostu płac oraz zatrudnienia, oraz nieznacznie słabszego wzrostu inwestycji – tłumaczy Marcin Mrowiec. Na to nałoży się jeszcze sytuacja w otoczeniu zewnętrznym Polski, zwłaszcza w strefie euro, do której trafia lwia część polskiego eksportu. Spowolnienie wzrostu gospodarczego jest już tam faktem.

– Uważamy, że za silne pogorszenie koniunktury w strefie euro odpowiadają częściowo zjawiska przejściowe, które stłumiły np. aktywność w branży motoryzacyjnej. Ale nawet przy założeniu, że wzrost gospodarczy strefy euro przyspieszy na przełomie 2018 i 2019 r., jego poziom będzie dużo niższy niż w bardzo udanym 2017 r. – podkreśla Łukasz Tarnawa, główny ekonomista Banku Ochrony Środowiska.

Koniec eksplozji wydatków

Głównym motorem rozwoju polskiej gospodarki, patrząc z perspektywy popytowej, jest tzw. spożycie prywatne, czyli wydatki konsumpcyjne gospodarstw domowych. Ich udział w PKB wynosi około 60 proc. Wzrost konsumpcji wyraźnie przyspieszył w drugiej połowie 2016 r. Od tego czasu wynosił średnio 4,7 proc. rocznie. Tak szybko wydatki gospodarstw domowych rosły poprzednio w latach 2006–2008.

Choć boom konsumpcyjny łatwo powiązać z wprowadzeniem programu 500+ wiosną 2016 r., jego źródłem była przede wszystkim poprawa koniunktury na rynku pracy: przyspieszenie wzrostu zatrudnienia oraz płac. W połączeniu z niską inflacją sprawiało to, że siła nabywcza dochodów gospodarstw domowych rosła ostatnio w tempie dochodzącym do 10 proc. rocznie.

Na rynku pracy jest już jednak widoczne przesilenie. Za główną przyczynę uchodzi bariera podażowa: firmom coraz bardziej doskwiera niedobór pracowników. Według badań ankietowych Komisji Europejskiej trudności kadrowe są barierą rozwoju już dla ponad połowy polskich przedsiębiorstw przemysłowych (rok temu 41,3 proc., pod koniec 2016 r. niespełna 30 proc.). W budownictwie ten odsetek również przekracza 50 proc. (dwa lata temu wynosił 20 proc.). Efektem jest coraz słabszy wzrost zatrudnienia. Zdaniem ekonomistów Credit Agricole liczba pracujących w Polsce (poza rolnictwem) w 2019 r. zwiększy się zaledwie o 0,4 proc. (w mijającym roku 1,1 proc.), a w 2020 r. przestanie rosnąć.

Gdyby zjawisko to było spowodowane wyłącznie niedostateczną podażą pracy, powinien mu towarzyszyć coraz szybszy wzrost płac, napędzany konkurencją pracodawców o ograniczoną pulę pracowników. Dynamika wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw (obejmuje firmy zatrudniające ponad dziewięć osób), która szybko rosła w 2017 r., w tym roku zatrzymała się jednak w okolicy 7 proc. rok do roku.

Stało się tak m.in. dlatego, że w niektórych sektorach gospodarki zaczął słabnąć popyt na pracę. Dotyczy to szczególnie przemysłu, który najbardziej odczuwa skutki spowolnienia gospodarczego w strefie euro. Stąd już w trzecim kwartale 2018 r. pierwszy raz od trzech lat wzrosła – do 3,8 proc. (3,6 proc. kwartał wcześniej) – stopa bezrobocia liczona na podstawie Badań Aktywności Ekonomicznej Ludności; to bardziej miarodajny wskaźnik niż stopa bezrobocia rejestrowanego, obejmująca m.in. osoby pracujące w szarej strefie, ale zarejestrowane w urzędach pracy jako bezrobotne.

– Wyhamowanie wzrostu popytu na pracę w związku ze spowolnieniem gospodarczym będzie łagodziło w 2019 r. presję płacową – przyznaje Marcin Mrowiec. Jak przypomina, od lipca przyszłego roku największe firmy doświadczą wzrostu pozapłacowych kosztów pracy w związku z uruchomieniem pracowniczych planów kapitałowych. To może dodatkowo ograniczać ich skłonność do podwyższania płac.

Według ekonomistów Pekao przeciętna płaca w sektorze przedsiębiorstw w 2019 r. będzie rosła w średnim tempie 6,5 proc. rok do roku (7,2 proc. w 2018 r.). Ekonomiści Credit Agricole oczekują stabilizacji dynamiki płac w gospodarce narodowej (obejmuje większą grupę pracujących niż tylko sektor przedsiębiorstw) na poziomie 7 proc. Ale nawet to w połączeniu z wolniejszym wzrostem zatrudnienia wystarczy, aby doprowadzić do wyhamowania wzrostu konsumpcji (3,6 proc. w 2019 r., 4,6 proc. w tym roku). Analitycy BOŚ są większymi optymistami. Spodziewają się, że spożycie prywatne zwiększy się w przyszłym roku o 4,2 proc. Ale to i tak byłby wynik najsłabszy niż w 2016 r.

Nadzieja w inwestycjach

Szczyt konsumpcyjnego boomu przypadł na czwarty kwartał 2017 r., gdy wydatki gospodarstw domowych zwiększyły się aż o 5,3 proc. rok do roku. Później konsumpcja łagodnie traciła impet, ale równocześnie przyspieszał wzrost wydatków inwestycyjnych. W trzecim kwartale 2018 r. zwiększyły się one o 9,9 proc. rok do roku, najbardziej od początku 2015 r. Dzięki temu wzrost PKB utrzymał się powyżej 5 proc.

Inwestycyjny silnik gospodarki w 2019 r. prawdopodobnie także będzie hamował. Najbardziej optymistyczny scenariusz, kreślony przez ekonomistów BOŚ, zakłada, że nakłady brutto na środki trwałe zwiększą się w najbliższym roku o 7,2 proc. (średnio 7,6 proc. w pierwszych trzech kwartałach 2018 r.). Ekonomiści Pekao spodziewają się wyniku na poziomie 6 proc., zaś eksperci Credit Agricole – zaledwie 5,2 proc. Wszyscy są przy tym zgodni, że zmaleje dynamika nakładów inwestycyjnych samorządów, która apogeum osiągnęła przed październikowymi wyborami lokalnymi. Bardziej niepewne są perspektywy innych inwestycji publicznych oraz prywatnych.

Wydatkom inwestycyjnym na szczeblu centralnym sprzyjać powinien napływ funduszy z UE oraz przyszłoroczne wybory parlamentarne. Z drugiej strony, możliwości realizacji projektów infrastrukturalnych ogranicza niedobór pracowników w budownictwie (w tym sektorze nieobsadzonych jest około 2,5 proc. miejsc pracy) oraz rosnące ceny.

Łukasz Tarnawa ocenia, że w sektorze przedsiębiorstw dynamikę inwestycji będą napędzały spółki Skarbu Państwa. – Spółki z sektora prywatnego mają wiele argumentów, aby zwiększać inwestycje (m.in. wysokie wykorzystanie mocy produkcyjnych, ograniczone zasoby pracy i rosnące jej koszty, niski koszt kapitału), ale hamująco na inwestycje działają sygnały nadchodzącego spowolnienia wzrostu PKB, podobnie jak utrzymująca się niepewność regulacyjna – dodaje Marcin Mrowiec. Zastrzega jednak, że inwestycje prywatne mogą być w 2019 r. źródłem niespodzianek.

Inflacyjna zagadka

Choć spowolnienie dociera do Polski z zagranicy, większość ekonomistów zakłada, że wyniki handlu zagranicznego nie będą w 2019 r. istotnym hamulcem wzrostu gospodarki. Nawet jeśli wzrost eksportu zwolni, to niższa dynamika konsumpcji i inwestycji schłodzi też import. W efekcie tzw. eksport netto w najgorszym scenariuszu odejmie od tempa wzrostu PKB 0,5 pkt proc. Ekonomiści Credit Agricole, którzy spodziewają się słabszego wpływu spowolnienia w handlu globalnym na polską gospodarkę, podkreślają jednak, że scenariusz ten mogą pokrzyżować spory handlowe między USA a Chinami. – Jeśli porozumienie między tymi krajami nie zostanie osiągnięte, a USA zdecydują się na zintensyfikowanie działań protekcjonistycznych, będziemy mieli do czynienia z silniejszym od naszych oczekiwań spowolnieniem tempa wzrostu gospodarczego u głównych partnerów handlowych Polski – twierdzi w raporcie zespół ekonomistów Credit Agricole pod kierownictwem Jakuba Borowskiego.

Wielką niewiadomą są też procesy inflacyjne. W ostatnich latach wzrost indeksu cen konsumpcyjnych (CPI), głównej miary inflacji w Polsce, był podejrzanie niemrawy mimo szybkiego wzrostu popytu i płac. Trudno więc oczekiwać, że inflacja będzie przyspieszała, skoro gospodarka ma hamować.

Ekonomiści ankietowani przez agencję Bloomberga zakładają, że CPI będzie w 2019 r. rósł przeciętnie w tempie 2,3 proc. (około 1,7–1,8 proc. w 2018 r.). Zespół Credit Agricole Bank Polska oczekuje inflacji na poziomie zaledwie 1,5 proc. Wiele zależy tu od założeń dotyczących notowań ropy naftowej oraz wzrostu cen prądu w Polsce.

– Wiemy, że wzrosną ceny energii elektrycznej dla firm i to przełoży się z czasem na ceny produktów i usług, ale ten wpływ będzie niewielki i rozłożony w czasie. Bezpośredni wpływ na CPI mogłaby mieć podwyżka cen prądu dla gospodarstw domowych. Ale rząd planuje rekompensaty z tego tytułu i nie wiadomo, jak GUS będzie je traktował przy liczeniu inflacji. Znamy produkty, których ceny są wysokie, ale mechanizm refundacji sprawia, że nie wpływa to na inflację – tłumaczy Łukasz Tarnawa.

Jeśli ceny będą rosły istotnie szybciej, niż zakładają ekonomiści, ograniczy to wzrost siły nabywczej gospodarstw domowych, a w konsekwencji także konsumpcji.

Pod jednym względem 2019 r. nie będzie się jednak różnił od dwóch poprzednich: stopy procentowe pozostaną na rekordowo niskim poziomie. Nawet ci ekonomiści, którzy spodziewają się, że wzrost CPI przewyższy w 2019 r. cel inflacyjny NBP (2,5 proc.), sądzą w większości, że Rada Polityki Pieniężnej zdecyduje się na podwyżkę stóp procentowych najwcześniej w 2020 r. ¶

Sonia Buchholtz ekspertka ekonomiczna Konfederacji Lewiatan

Rok 2019 przebiegnie pod hasłem spowolnienia gospodarczego. Startujemy jednak z wysokiego pułapu, dlatego spodziewamy się wzrostu PKB bliższego 4 proc. niż 3,5 proc. Scenariusz wzrostu gospodarki w 2019 r. napiszą jednak przedsiębiorcy, którzy niestety sygnalizują poważne bariery dla swojej działalności. Zarówno w ankietach GUS i NBP, jak i w badaniach własnych Konfederacji Lewiatan powszechnie deklarowany jest deficyt wykwalifikowanych pracowników oraz związana z tym presja na wzrost wynagrodzeń. Tak ujawnia się luka po ponad 2 mln polskich emigrantów zarobkowych. Do tego przedsiębiorcy muszą się mierzyć ze wzrostem cen energii elektrycznej oraz spontanicznym tworzeniem prawa, jego niespójnością i niejasnością. To nie sprzyja długofalowej orientacji i będzie ograniczało potencjał wzrostu inwestycji prywatnych. Oczekujemy jednak zwiększenia inwestycji, gdyż w ostatnich latach doszło do zużycia kapitału trwałego, który wymaga odtworzenia. W otoczeniu międzynarodowym kluczowe znaczenie będzie miał przebieg spowolnienia w europejskim przemyśle; w tym momencie nie wygląda to optymistycznie.GS

Tomasz Kaczor ekonomista, prevision.pl

Gdybym miał opisać przyszły rok jednym słowem, byłoby to: przejściowy. W 2019 r. będzie jeszcze kontynuacja silnego, solidnego wzrostu gospodarczego z ostatnich kwartałów, ale pojawi się już przedsmak przyszłego, wyraźnego spowolnienia. Najpierw o kontynuacji. Konsumpcja prywatna pozostanie źródłem znacznej części wzrostu PKB, bo wszystko, co ją obecnie wspiera, będzie aktualne. Dobra sytuacja na rynku pracy i rosnące wynagrodzenia będą zachęcać do zakupów. Nastroje konsumentów, choć raczej nie będą się poprawiały, pozostaną pozytywne. Inwestycje, od kilku lat kulejące, przyspieszyły ostatnio i nie znikną z dnia na dzień. A przedsmak spowolnienia? Rosnące obawy o wzrost globalny staną się powoli ciężarem dla eksportu netto, a w drugim półroczu także dla inwestycji. Coraz bardziej widoczne będą ograniczenia podażowe, szczególnie na rynku pracy. Krótko mówiąc, gospodarka zasłuży na czwórkę, także jeśli chodzi o wzrost PKB. Inflacja będzie wyższa niż w tym roku, ale nie na tyle, aby budzić obawy o stabilność gospodarki. Stopy procentowe nie wzrosną, ale w dłuższej niż roczna perspektywie nie założyłbym się, że kolejny ruch stóp będzie w górę.GS

Normalność w miejsce gospodarczego cudu

Po dwóch latach spektakularnego rozwoju polskiej gospodarki w 2019 r. ma powrócić normalność. Ekonomiści spodziewają się, że wzrost PKB Polski wyniesie przeciętnie 3,6 proc. Byłby to wynik równy średniej z lat 2000–2016. Takie spowolnienie wzrostu gospodarczego byłoby niemal nieodczuwalne dla gospodarstw domowych. Zdaniem ekonomistów wzrost płac nie będzie już przyspieszał, ale też nie zwolni. Inflacja zaś, nawet jeśli nieco wzrośnie, nadal nie będzie mocno uszczuplała budżetów domowych.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.