Gospodarka - Kraj

Moody’s grozi Polsce

Obniżka perspektywy polskiego ratingu, a potem i samego ratingu coraz bliżej.
Foto: Fotorzepa, Szymon Łaszewski SL Szymon Łaszewski

Agencje ratingowe jedna po drugiej grożą rządowi, że jeśli nie podejmie działań one podejmą decyzje w sprawie naszego ratingu. Najpierw wszystkie z wielkiej trójki poddały w wątpliwość plan obniżenia deficytu finansów publicznych ze spodziewanych w tym roku 5,6 proc. PKB w tym roku do 2,9 proc. PKB w przyszłym. Dzisiaj zaś Moody's Investors Service nie wykluczył obniżki perspektywy ratingu Polski do "negatywnej" już na przełomie roku. – Wszystko uzależniamy od ewentualnego poślizgu w planie redukcji deficytu, który spowoduje znaczny wzrost kosztów finansowania długu - powiedział w wywiadzie dla Reutersa analityk Moody's na Polskę, Jaime Reusche. Rating Polski znajduje się obecnie na poziomie A2.

To mogłoby być dla nas bardzo niebezpieczne, ponieważ obecnie głównymi nabywcami polskich papierów są inwestorzy zagraniczni – w sierpniu, jak podał wczoraj resort finansów, zadłużenie skarbu państwa wzrosło o 6,7 mld zł, czyli o 0,9 proc. w porównaniu z lipcem i na koniec miesiąca sięgnęło 756,4 mld zł. Jeśli nasz rating by spadł, inwestorzy zażądaliby dużo wyższej premii, albo skierowali kapitał gdzie indziej.

Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK uspokaja jednak, że agencja mówi o ewentualnym obniżeniu ratingu. – Obniżka outlooku na negatywny nie nastąpi jeśli rząd nie zrealizuje planów redukcji deficytu, ale dopiero wtedy jeśli poślizg w cięciu deficytu spowoduje negatywną reakcję rynku – wyjaśnia Reluga. W jego ocenie łączna presja ze strony agencji i ze strony rynku spowoduje że rząd  jednak pokaże jakieś działania, choć nie sądzi aby udało się już w przyszłym roku obniżyć deficyt poniżej 3 proc. PKB. – To nie powinno jednak wywołać nerwowych reakcji rynku – dodał. – Co więcej uważam, że ministerstwo finansów zdaje sobie sprawę z sytuacji, bo widzi jak dużo obligacji jest do wykupu w przyszłym roku. W przypadku długu krajowego chodzi o 115 mld zł, zaś zagranicznego prawie 40 mld zł.

Reusche potwierdza, że jego agencja będzie się kierowała tym, jak rynek odbierze możliwe poślizgi w planie obniżki deficytu i czy będzie to mieć wpływ na koszty pozyskiwania finansowania przez rząd. To – jak twierdzi - może spowodować nierównowagę, jeśli chodzi o dług.

Monika Kurtek, główny ekonomista Banku Pocztowego nie jest zaskoczona wypowiedziami Reusche, bo agencje ratingowe już kilka miesięcy temu informowały, że będą czekać na bardziej zdecydowane działania które sprowadziłyby zarówno deficyt finansów publicznych, jak i dług publiczny w Polsce na niższe poziomy, a jeśli takowe się nie pojawią zagrozi to ocenie wiarygodności kredytowej Polski. - Ponieważ jesteśmy po wyborach parlamentarnych, a za chwilę nowy rząd przedstawić musi plan działania na najbliższe 4 lata, agencje starają się aby ich oczekiwania zostały uwzględnione, a wcześniejsze ostrzeżenia zostały potraktowane poważnie – wyjaśnia Kurtek. - Tym bardziej, że perspektywy gospodarcze pogorszyły się, co przy braku zdecydowanych działań rzeczywiście może doprowadzić do pogorszenia sytuacji finansów publicznych. Moody's prognozuje, iż tempo wzrostu polskiej gospodarki spowolni w przyszłym roku do 2,2-2,4 procent. Ekonomista dodaje, że Moody's dał wyraźnie do zrozumienia, że oczekuje od nowego rządu konkretów, a jeśli one się nie pojawią, np. w expose premiera, pierwszym krokiem po jej stronie będzie obniżka perspektywy ratingu do negatywnej.

Także Ernest Pytlarczyk z BRE Banku uważa, że wypowiedź analityka agencji to w zasadzie nic nowego. - Od dawna słyszymy, że rząd musi coś po wyborach zrobić. No na przykład ograniczyć ulgi i zapomogi – wylicza Pytlarczyk. – Ale przydałoby się też coś nośnego medialnie - coś na kształt podwyżki wieku emerytalnego lub reforma emerytur górniczych i mundurowych.

Rynek – ponieważ był przygotowany na taką wypowiedź – praktycznie nie zareagował, nie wpłynęła ona też na kursy walut.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.