Gospodarka - Kraj

Polska gra w zupełnie innej lidze niż Turcja

Gościem Grzegorza Siemionczyka we wtorkowym programie #PROSTOzPARKIETU była Marta Petka-Zagajewska, szefowa zespołu analiz makroekonomicznych w PKO BP.
Foto: parkiet.com

W II kwartale, jak oszacował  wstępnie GUS, PKB Polski powiększył się o 5,1 proc. rok do roku. To odczyt minimalnie powyżej mediany przewidywań ekonomistów ankietowanych przez „Parkiet". W PKO BP spodziewaliście się jednak lepszego wyniku...

Szacowaliśmy wzrost PKB na 5,3 proc. rok do roku. Wynik o 0,2 pkt proc. niższy trudno jednak uznać za rozczarowanie. Tym bardziej że to dopiero wstępny odczyt. Może się jeszcze okazać, że nasza prognoza była w punkt.

Po oczyszczeniu z wpływu czynników sezonowych PKB wzrósł tylko o 0,9 proc. kwartał do kwartału, najmniej od roku, po 1,6 proc. w I kwartale. Gospodarka traci impet?

Odczyt kwartał do kwartału lepiej niż dane rok do roku pokazuje bieżącą siłę gospodarki. I rzeczywiście, wpisuje się w kreślony już od dość dawna scenariusz, wedle którego gospodarka mija szczyt obecnego cyklu. Ale warto przypomnieć, że tego szczytu wypatrywaliśmy już w połowie ub.r., on się wyraźnie przesunął. Niedawno podwyższyliśmy prognozę wzrostu PKB w 2018 r. do 5 proc. Dane za II kwartał utwierdzają nas w przekonaniu, że to jest realny wynik.

A dlaczego gospodarka hamuje?

Patrząc od strony podaży, słyszymy o coraz większych problemach firm z rekrutacją pracowników. Biorąc pod uwagę to ograniczenie na rynku pracy, trudno wyobrazić sobie, byśmy mogli utrzymać tempo rozwoju gospodarki z ostatnich kwartałów. Zwłaszcza że nie widać zmasowanej aktywności przedsiębiorstw w zakresie inwestycji, które pomogłyby im to ograniczenie ominąć, poprawić wydajność. Patrząc na PKB od strony wydatków, mamy za sobą długi okres silnego wzrostu konsumpcji. Nastroje konsumentów nie poprawiają się już tak jak w ub.r., co sugeruje, że dynamika ich wydatków minęła szczyt. Najsilniejsze ożywienie w inwestycjach też przypadło naszym zdaniem na I połowę br. Inwestycje będą oczywiście nadal rosły, ale nie tak szybko jak w ostatnich kwartałach. Na to nakłada się otoczenie zewnętrzne. Nikt dziś nie oczekuje przyspieszenia wzrostu globalnej gospodarki. Należy więc oczekiwać stabilizacji wzrostu eksportu, a jednocześnie wzrost importu może przyspieszyć, odzwierciedlając większą aktywność w inwestycjach. Wkład eksportu netto do wzrostu PKB będzie słabł. Te trzy czynniki razem sprawią, że tempo rozwoju gospodarki będzie malało w kierunku 4 proc. rocznie.

Wyniki ankietowych badań NBP wśród firm sugerują, że bariera niedoboru pracowników ostatnio zmalała. O czym to świadczy?

Kluczowe jest pytanie, czy to zjawisko trwałe. Za nami jest kilka kwartałów solidnego wzrostu wynagrodzeń. Być może pozwoliło to firmom z tych sektorów, gdzie najbardziej brakowało pracowników, zapełnić palące niedobory kadrowe. Ale to nie znaczy, że firmy mają dużą przestrzeń, by zwiększać produkcję. Wykorzystanie mocy produkcyjnych pozostaje na bardzo wysokim w ujęciu historycznym poziomie.

Wysoki poziom wykorzystania mocy produkcyjnych sprawi, że hamowaniu gospodarki – wbrew intuicji – będzie towarzyszyło przyspieszenie inflacji?

Tak zakładamy. Spodziewamy się, że w przyszłym roku inflacja będzie o około 1 pkt proc. wyższa niż w tym roku. Przede wszystkim jednak zmieni się jej struktura. Za przyspieszenie inflacji w całości będą odpowiadał komponent bazowy, odzwierciedlając sytuację na rynku pracy. W lipcu inflacja wyniosła 2 proc. rok do roku, a inflacja bazowa (nieobejmująca cen energii i żywności – red.) 0,6 proc. rok do roku, czyli pozostała uparcie niska. Ale pod koniec roku dojdzie ona naszym zdaniem do 1 proc., a w 2019 r. sięgnie 2 proc.

Dobre wyniki polskiej gospodarki są ostatnio w cieniu wydarzeń w Turcji. Część publicystów sugeruje, że kryzys walutowy w tym kraju to ostrzeżenie dla Polski, która prowadzi zbyt łagodną politykę fiskalną i niszczy ład instytucjonalny. To jest publicystyczne przerysowanie czy obawy są uzasadnione?

Wydarzenia w Turcji można uważać za lekcję dla każdego kraju. Pokazują one, że za narastającą nierównowagę w gospodarce i podważanie niezależności banku centralnego prędzej czy później trzeba zapłacić. Ale bezpośrednie porównania Turcji do Polski są ryzykowne. W ostatnich latach więcej tej kraje dzieliło, niż łączyło. Podczas gdy Turcja pogłębiała deficyt w finansach publicznych, Polska go zmniejszała. Ograniczyliśmy też wyraźnie nierównowagę zewnętrzną (saldo obrotów bieżących – red.). Myślę, że jesteśmy jednym z państw, które w ostatnich latach najbardziej poprawiły swoje fundamenty makroekonomiczne.

Faktem jest jednak, że wydatki publiczne w Polsce mocno wzrosły. Gdy gospodarka zwolni, deficyt sektora finansów publicznych wystrzeli w górę?

Jasne jest, że to zrównoważenie gospodarki, z którym mamy obecnie do czynienia, to w pewnym stopniu efekt dobrej koniunktury. Ale nie wyłącznie. Wydatki publiczne wzrosły, ale dochody wzrosły jeszcze bardziej, w dużej mierze w związku z poprawą ściągalności podatków. W razie zawirowań na rynkach finansowych czy wyraźnego pogorszenia koniunktury na świecie każdy kraj na tym ucierpi. Polska nie wydaje mi się wyjątkowo mocno narażona na takie szoki.

Polska jest wraz z Turcją w koszyku rynków wschodzących. Wydarzenia nad Bosforem mogą doprowadzić do ucieczki kapitału także z naszego rynku?

Niektóre instytucje już nas z tego koszyka wyjmują. To, co się w ostatnich dniach działo z walutami niektórych gospodarek wschodzących, np. RPA i Indii, wyraźnie pokazuje, że my jesteśmy w innej lidze. Dawniej polskie aktywa o wiele mocniej reagowały na takie zawieruchy.

To może Polska, jako swego rodzaju bezpieczna przystań wśród rynków wschodzących, będzie przyciągała kapitał uciekający z Turcji?

To jest uzasadniona teza. Polska jest w niewielkim stopniu narażona na skutki odpływu kapitału z rynków wschodzących, związane np. z podwyżkami stóp procentowych w USA i aprecjacją dolara.


Wideo komentarz

Powiązane artykuły