Forex

Adam Narczewski, Noble Securities: Mniejsi brokerzy foreksowi mogą wypaść z rynku

#PROSTOzPARKIETU . Adam Narczewski: na rynku mamy do czynienia z arbitrażem regulacyjnym

Adam Narczewski, dyrektor zarządzający w Noble Securities.

Foto: parkiet.com

Interwencja produktowa unijnego regulatora (ESMA), która m.in. ograniczyła poziom dźwigni finansowej na szeroko rozumianym rynku forex, obowiązuje od sierpnia 2018 r. Było z nią związanych dużo obaw. Czy z dzisiejszej perspektywy były one uzasadnione?

Na pewno interwencja produktowa bardzo dużo zmieniła na rynku. Została ona wprowadzona na podstawie pewnego modelu, który został przygotowany przez badaczy zatrudnionych przez ESMA, który już sam w sobie był dość dyskusyjny. Oczywiście trzeba też pamiętać, że interwencja produktowa to nie tylko ograniczenie dźwigni, ale także inne elementy, jak ochrona przed ujemnym saldem. Z jednej strony rozumiemy, że jest to bardzo dobre rozwiązanie dla klienta, ale z drugiej strony też trzeba sobie zdawać sprawę, że jest to mechanizm nierynkowy. Na dość podobnym rynku kontraktów terminowych też obowiązuje depozyt zabezpieczający, który trzeba uzupełniać w sytuacji, gdy rynek idzie w innym kierunku, niż się tego spodziewaliśmy.

To jednak dźwignia finansowa budzi najwięcej emocji.

Zgadza się. Jest to najbardziej kontrowersyjny temat. Nie można oczywiście ukrywać, że niektórym inwestorom ograniczenie to pomogło. Jest też spora grupa, dla której zmiana ta nie miała większego znaczenia. Natomiast jest też sporo głosów krytyki ze strony aktywnych inwestorów. Jeśli ktoś miał wypracowaną strategię inwestycyjną, korzystając z pewnego poziomu dźwigni, to nie oznacza to, że te same zyski będzie osiągał przy mniejszej dźwigni. Od strony brokerów oczywiście też nie wygląda to najlepiej. Po wprowadzeniu interwencji produktowej jest około 20 proc. mniej aktywnych klientów. Obroty spadły o 40–50 proc.

Są jednak opcje na obejście ograniczenia dotyczącego dźwigni. Z jednej strony jest to poszukiwanie większego lewara u brokerów, którzy nie podlegają unijnym regulacjom, a z drugiej to staranie się o status klienta profesjonalnego, co daje dużo większe możliwości. Na ile popularne są to metody?

Faktem jest, że obecnie mamy do czynienia na rynku z arbitrażem regulacyjnym. Inwestorzy szukają brokerów poza jurysdykcją UE, gdzie można wykorzystywać wyższe dźwignie. Jest to przede wszystkim Australia oraz Szwajcaria. Nie ma zresztą w tym przypadku. Nie mówimy tu bowiem o brokerach z rajów podatkowych tylko dość poważnych jurysdykcji. Część tych firm nawet się reklamowała, do czego nie miała prawa, i zostało to ukrócone. Natomiast nie ma się co oszukiwać, że działając na rynku, klienci znają światowe marki i wiedzą u kogo mogą spodziewać się jakiej dźwigni finansowej. Nie trzeba więc akcji marketingowych do tego, by pozyskiwać klientów, by było widać efekty.

A co ze statusem klienta profesjonalnego?

Jeśli chodzi o nasz rynek to jest to dość elitarne grono. Wynika to z interpretacji wytycznych ESMA przez KNF. Oprócz dwóch warunków czyli rok doświadczenia w branży i portfel instrumentów o wartości co najmniej 0,5 mln euro jest jeszcze element, dotyczący obrotu, który musi spełnić klient. Tutaj kluczowym poziomem jest 50 tys. euro. Brokerzy europejscy poszli za wytycznymi ESMA i dla nich 50 tys. euro odnosi się do nominału. KNF zidentyfikowała to, jako wartość transakcji, czyli depozyt pobrany pod każdą pozycję. 200 tys. zł pod pozycję jest jednak dość trudno osiągnąć. Na szczęście pojawiają się sygnały, że ma się to zmienić. Dochodziło bowiem do kuriozalnych sytuacji, w których inwestor mógłby być klientem profesjonalnym pod jurysdykcją brytyjską bądź niemiecką natomiast w Polsce już nie. Liczymy, że to się zmieni i jednak część klientów uzyska dodatkowo status klienta profesjonalnego.

Czy brokerzy, którzy podlegają unijnym regulacjom są w stanie przeciwstawić się firmom, które nie są objęte interwencją produktową? A może z góry stoją oni na straconej pozycji?

Konkurujemy tym co zawsze, czyli jakością egzekucji, obsługi klienta, relacjami które na przestrzeni lat udało się zbudować czy też ofertą edukacyjną. Nie ukrywamy jednak, że poziom dźwigni finansowej dla aktywnych inwestorów jest jednak kluczowy.

Interwencja produktowa była wprowadzana pod hasłem ochrony inwestorów indywidualnych. Dane za IV kwartał 2018 r., czyli pełne trzy miesiące obowiązywania regulacji, pokazują, że faktycznie odsetek inwestorów którzy zanotowali zysk na rynku wyraźnie wzrósł w porównaniu z wcześniejszymi okresami. Może więc działania ESMA przyniosły oczekiwany skutek?

ESMA na pewno by chciała by tak było. Faktycznie był to dopiero pierwszy pełny kwartał z interwencją produktową, jednak też byłbym ostrożny z oceną i nie wyciągał zbyt daleko idących wniosków. Jeszcze kilka lat temu statystki mówiły, że tylko 20 proc. inwestorów na rynku zarabia. Przez ostatnich kilka kwartałów te statystyki były jednak wyraźnie wyższe. Rynek ewoluuje więc w dobrą stronę. IV kwartał, a szczególnie grudzień przyniósł większą zmienność, a inwestorzy też dobrze odczytali ruchy rynkowe. Nie jest jednak powiedziane, że I kwartał tego roku nie będzie już gorszy. Z oceną faktycznego wpływu interwencji produktowej ESMA na wyniki inwestorów należy poczekać jeszcze kilka kwartałów, by faktycznie móc dobrze je przeanalizować.

Ta poprawa wyników inwestorów na przestrzeni lat to może też sygnał, że na rynku nie ma już przypadkowych inwestorów i jest większa świadomość tego, jak funkcjonuje rynek?

Faktycznie zmieniła się świadomość inwestycyjna społeczeństwa. Inwestorzy, którzy zaczynali kilka lat temu, zdobyli doświadczenie i na pewno poprawiają statystyki. Również uczą się, wyciągają wnioski i wszystko to ewoluuje w dobrym kierunku. Myślę, że w dłuższym okresie statystyka ukształtuje się na poziomie około 50 proc. zarabiających na rynku.

Czyli hasła „wyszedłem do łazienki i zarobiłem mnóstwo pieniędzy" już nie działają?

Te czasy już się skończyły. Trzeba tutaj też zrobić ukłon w stronę KNF, która zrobiła dużo, aby wyplenić z rynku tego typu reklamy i brokerów działających w ten sposób. Oczywiście jeszcze na rynku można spotkać jakieś sporadyczne przypadki tego typu działalności, ale jest ich coraz mniej. Dziś już nie musimy z tym walczyć, za to walczymy z arbitrażem regulacyjnym.

Po wprowadzeniu unijnych regulacji dużo mówiło się o możliwej konsolidacji na rynku. Tej jednak nie widać...

Faktycznie dużo się na ten temat mówi, ale ten proces nie następuje. Na rynku forex nie mamy do czynienia z klasycznymi fuzjami i przejęciami. Wartością jest baza klientów bądź ewentualnie licencja. To, co może nastąpić, zakładając, że interwencja produktowa zostanie przedłużona, to wypadnięcie z rynku mniejszych brokerów, co wiązałoby się z przejęciem bazy klientów przez większych brokerów. Proces ten będzie postępował w sposób naturalny.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.