Finanse

Marek Dietl, prezes GPW. U nas odjazdu od fundamentów nie widać

#PROSTOzPARKIETU. Prezes GPW: zbudujemy cyfrowego spedytora i wachlarz usług wokół tego

Gościem programu Andrzeja Steca był Marek Dietl, prezes GPW.

Foto: parkiet.com

Jaki był 2020 r. dla GPW?

Był to dziwny rok i bardzo dla nas udany, nie tylko w skali lokalnej. Pierwszy raz nasza grupa kapitałowa przekroczyła 400 mln zł przychodów. Byliśmy giełdą, na której najszybciej rosły obroty w UE. Również w przyroście kapitalizacji krajowych spółek byliśmy na drugim miejscu w Europie. W przypadku debiutów zajęliśmy trzecie miejsce.

Cieszą nas elementy strategiczne, które się zmieniły. Przybyło dużo inwestorów indywidualnych. Produkty, które wprowadzaliśmy w ostatnich dwóch latach, osiągnęły skalę wcześniej, niż planowaliśmy. Cieszymy się, że nasza zróżnicowana oferta trafiła w gust inwestorów.

Jakie są plany na ten rok?

Obroty są wciąż wysokie. Jest dobra jakość arkusza zleceń na wielu spółkach. To przedostatni rok wdrażania strategii. Obiecaliśmy inwestorom ponad 200 mln zł EBITDA na koniec 2022 r. i chcielibyśmy ten plan zrealizować. Bez nowych źródeł przychodu będzie to jednak trudne. Jesteśmy na końcowym etapie wielu projektów. Chcielibyśmy uczcić 30-lecie giełdy pierwszą sprzedażą produktów technologicznych. Liczymy, że pojawią się pierwsze przychody z tego tytułu. Byłoby to symboliczne dołączenie do giełd, które rywalizują na rynku rozwiązań technologicznych. Udział przychodów transakcyjnych spada na rzecz powtarzalnych przychodów z produktów informacyjnych i technologii.

Pojawił się nowy pomysł – Polski Cyfrowy Operator Logistyczny. Co to takiego?

Chcemy wykorzystywać nasze kluczowe kompetencje do wchodzenia w nowe obszary. Chodzi np. o przetwarzanie dużej ilości danych w czasie rzeczywistym. Zdecydowaliśmy się wejść w obszar technologii związanej ze spedycją i stworzyć cyfrowego operatora logistycznego, który byłby rodzajem dynamicznej alokacji przesyłek czy innych zleceń transportowych do rozproszonych polskich firm przewozowych. Obniży to koszty logistyczne dla polskich firm, liczymy, że o 10–15 proc. Jest to nowatorskie przedsięwzięcie w skali kraju. Pewne elementy nie są znane w Europie, być może na świecie. Liczymy, że zbudujemy cyfrowego spedytora i wachlarz usług wokół tego.

Rośnie moda na IKE i IKZE wśród inwestorów. GPW jest i będzie spółką dywidendową?

Zdecydowanie. Planujemy dzielić się zyskiem. Mamy bardzo dobre wyniki finansowe. Nasze zasoby gotówki netto oscylują wokół 100 mln euro, więc chcemy się dzielić, ale nie kosztem planów inwestycyjnych. Najwyższy priorytet ma realizacja inicjatyw strategicznych. Cały czas poszukujemy możliwości wzrostu nieorganicznego. Zaczęliśmy od Armenii, ale nie składamy broni. Szukamy innych możliwości.

Chcemy przyciągnąć więcej funduszy, które inwestują we wzrost wartości spółki, żeby mieć bardziej zróżnicowaną bazę inwestorów. Dzisiaj 80 proc. naszych akcjonariuszy oczekuje dzielenia się zyskiem. Na pewno nie zmniejszymy planowanych wypłat dywidendy.

Jaki jest status operacji z giełdą w Armenii?

Przez EBOR został zatrudniony doradca, który buduje biznesplan dla całego rynku kapitałowego Armenii, we współpracy z naszymi specjalistami. Potem będziemy mogli przeprowadzić due diligence i podjąć ostateczną decyzję. Covid i zamieszanie geopolityczne nie wpłynęły negatywnie na giełdę. Nawet jest 30 proc. powyżej planów, które nam przedstawiono. Przedterminowe wybory w Armenii pokażą kierunek polityki gospodarczej. Wierzymy, że dalej będzie to otwarta gospodarka przyjazna dla inwestorów. W indeksie wolności gospodarczej Armenia jest wyżej niż Polska. To duża zachęta dla wszystkich, którzy interesują się rynkiem kapitałowym. Od wolności gospodarczej i swobody podejmowania ryzyka przez przedsiębiorców zależy rozwój giełdy.

Wróćmy do 2020 r. Mamy ponad 400 tys. aktywnych inwestorów. Ich średni zysk to 70 tys. zł, łączny podatek ok. 5 mld zł. Nie ma co liczyć na zniesienie podatku Belki?

Podatek to narzędzie fiskalne, ale jest też narzędziem prowadzenia polityki gospodarczej. Mamy dobrze rozwinięty rynek akcji. W pełni rozumiem chęć fiskalizacji i jego opodatkowania. Szkoda, że nie można kompensować zysków i strat z poszczególnych klas aktywów.

Mamy natomiast słabo rozwinięty rynek obligacji. Banki wprowadzają opłaty od nadmiernego salda na rachunku. Nie ma alternatywy w postaci dużego płynnego rynku obligacji korporacyjnych. To duża słabość pod względem finansowania przedsiębiorstw i możliwości lokacyjnych dla inwestorów. Ponawiam apel o zniesienie podatku Belki od długoterminowych obligacji, które służą rozwojowi przedsiębiorstw. Dają komfort w podejmowaniu wieloletnich planów inwestycyjnych. W banku przedsiębiorca takiego kredytu nie dostanie. Korzystając z niskich stóp procentowych, powinniśmy taki instrument wprowadzić. Zachęta podatkowa byłaby wskazana. Rynek w Armenii jest bardziej rozwinięty pod tym względem niż my. Utrata z budżetu byłaby żadna, bo dzisiaj nie ma takich instrumentów w obrocie. Możliwość przestawienia torów finansowania przedsiębiorstw i infrastruktury byłaby olbrzymia. Dałoby to ujście nadpłynności banków.

Zwykle to drobni inwestorzy kończą hossę. Zapala się pomarańczowa lampka?

Z jednej strony bodźce monetarne są takie, że powinna dalej następować aprecjacja aktywów. Z drugiej strony, szczególnie za granicą, aktywa są wysoko wyceniane (nawet 200–300 razy zysk). Na tym tle ciekawie wypada nasza giełda, gdzie wskaźniki C/Z nie odjechały od fundamentów. Wśród globalnych zarządzających część jest dużymi optymistami, część sporymi pesymistami. Mamy duże rozwarstwienie ocen co do możliwości głównie amerykańskiego i chińskiego rynku. To będzie dyktowało dalsze zmiany.

Inwestorzy podkreślają, że u nas odjazdu od fundamentów nie widać. Na globalnej mapie giełd jesteśmy ciekawym miejscem. Stąd na nasz wirtualny road show potrafi przyjść 150 inwestorów. Co do warszawskiej giełdy, jestem optymistą. Co do globalnych giełd, zapala mi się ciemnopomarańczowa lampka.

16 kwietnia 1991 r. odbyła się pierwsza sesja giełdowa. Jak pan pamięta ten dzień?

W pamięci mam dwie rzeczy. Mój śp. dziadek był senatorem ziemi łódzkiej. Jak był w Senacie, to odwiedzał nas w Warszawie. Z ekscytacją mówił, że przez Senat przeszedł pakiet ustaw w zakresie rynku kapitałowego i jest to olbrzymia zmiana, świat będzie wyglądał inaczej.

Pamiętam też, że mój nauczyciel informatyki w liceum był maklerem i chodził w czerwonych szelkach. Zachodziliśmy w głowę z kolegami, co właściwie robi makler. Wtedy zdawało się, że jak spółka wchodzi na giełdę i emituje akcje, to obowiązkowo je sprzeda. Wiem, że to było naiwne, ale dobrze obrazuje, jak wokół giełdy powstała pozytywna legenda maszynki do zarabiania pieniędzy i pozyskiwania ich przez firmy. Wydawało się, że to magiczne miejsce, które sprawia, że wszystko się udaje. Potem nastąpiła słynna pierwsza korekta.

Jak byłem pełnoletni, założyłem rachunek maklerski. Brałem udział w paru debiutach i na własnej skórze doświadczałem, jak to działa.

Jak będziecie świętować 30-lecie GPW?

Będą wspaniali goście na parkiecie, będą dyskusje. Będzie się dużo działo. Chcemy uczcić tę datę uroczyście, ale intelektualnie. Większe świętowanie szykujemy na wrzesień. Trwają prace remontowe, odświeżamy wygląd zajmowanych przez nas pięter w centrum giełdowym. 30-lecie chcemy uczcić wizualnie, intelektualnie, a z czasem w bardziej powszechny sposób.

Na koniec roku planujemy wydać monografię z najciekawszymi artykułami naukowymi o polskiej giełdzie. Mamy poczucie, że ta historia nie została jeszcze opowiedziana. Rzeczywistość polskiej giełdy zasługuje na dużo większe pokrycie przez światowe media i środowiska naukowe. Tę lukę postanowiliśmy wypełnić.

Notował Grzegorz Balawender

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.