Analizy

Tegoroczna fala spadkowa WIG-u to powtórka z historii

Fala odreagowania po ostatnich spadkach pod koniec roku, powrót do dołka na wiosnę 2019, a potem... początek cyklicznej fali zwyżkowej, która do końca przyszłego roku powinna wynieść WIG co najmniej w okolicę tegorocznego szczytu, a być może nawet do rekordu wszech czasów. Tak stanie się, jeśli WIG będzie nadal zachowywał się tak jak w trakcie poprzednich dwóch głębokich korekt spadkowych.
Foto: Bloomberg

Obserwacja wykresu rodzimego WIG-u w dłuższym horyzoncie czasowym nasuwa na myśl słowa piosenki Manaamu: „z dołu do góry, z góry na dół / z ciemności w słońce, z ciszy w krzyk / Falowanie i spadanie, falowanie i spadanie (...)". Fala zniżkowa trwająca od stycznia, która w pewnym momencie pogrążyła WIG o ponad 18 proc., to nie pierwszy i z pewnością nie ostatni taki epizod. Zmienność jest trwale wpisana w zachowanie indeksu.

Foto: GG Parkiet

W szczególności nietrudno dostrzec podobieństwo obecnej fali spadkowej z poprzednimi dwiema głębszymi korektami po 2009 roku – tą zakończoną w styczniu 2016 roku oraz tą kulminującą we wrześniu 2011.

Nasza analiza pokazuje, że wszystkie te fale przebiegają według zbliżonego schematu. Jeśli wierzyć w powtórkę tej analogii, to należałoby uznać, że najgorsze jest już za nami. Od ustanowienia styczniowego szczytu minęło już ponad 190 sesji. Po takim czasie w poprzednich dwóch analizowanych przypadkach gros spadków WIG miał już za sobą. Co więcej, proste porównanie sugerowałoby, że mniej więcej teraz powinien ukształtować się lokalny dołek, z którego powinno potem wystartować silne odreagowanie. Taki krótkoterminowy scenariusz miałby sens także z innych względów. Po pierwsze, końcówka roku to często dość udany sezon dla rynków akcji. Po drugie, według szacunków brokerów listopad przyniesie największą w tym roku falę skupów akcji na Wall Street (o buy backach pisaliśmy obszernie przed tygodniem).

Foto: GG Parkiet

Według omawianej analogii opisywane odreagowanie będzie jednak nie tyle początkiem właściwego trendu zwyżkowego, co raczej jego przedsmakiem. W okolicach wiosny 2019 spodziewać się można według tego schematu wtórnego dołka, czyli powrotu WIG-u w pobliże ustanowionego wcześniej dna przeceny. Dopiero tam miałby pojawić się perfekcyjny moment do zakupów akcji przed przyszłą falą zwyżkową. A ta fala powinna według omawianego scenariusza wynieść WIG co najmniej z powrotem w okolice tegorocznego szczytu, a być może nawet wyżej, ku rekordowi wszech czasów, którego nie udało się trwale pobić na początku tego roku.

Oczywiście ta analogia to tylko pewien zarys możliwego biegu wydarzeń i nie należy raczej trzymać się jej kurczowo. Można ją natomiast traktować jako sygnał, że przejście z fali spadkowej do fali zwyżkowej nie będzie raczej zdarzeniem nagłym na zasadzie „z dnia na dzień", lecz ewolucyjnym procesem. Akcje na GPW czekać może jeszcze trwająca przez szereg miesięcy huśtawka nastrojów, zanim zdoła się wyklarować trwalszy pozytywny trend.

Foto: GG Parkiet

Takie założenie wydaje się uzasadnione także analizą wpłat i umorzeń do polskich funduszy inwestycyjnych. Obecnie trwa fala umorzeń, odsysająca kapitał z funduszy i zmuszająca je do sprzedaży akcji. Trudno oczekiwać, by ten proces zakończył się z dnia na dzień – zwykle potrzeba było czasu na jego stopniowe wygaszenie.

Reasumując, jak na razie fala spadkowa WIG trwająca od styczniowego szczytu przypomina dwie poprzednie cykliczne korekty, z lat 2011–2012 i 2015–2016. Dosłowne porównanie każe oczekiwać wtórnego dołka przeceny w okolicach wiosny 2019, a potem narodzin nowej fali zwyżkowej.

Od przegrzania do schłodzenia

Foto: GG Parkiet

Najnowsze odczyty wskaźników PMI w strefie euro potwierdzają, że cykliczna fala spadkowa na GPW ma wiele wspólnego z dyskontowaniem (równie cyklicznego) spowolnienia w europejskiej gospodarce. PMI dla przemysłu Eurolandu spadł do poziomu najniższego od dwóch lat. A przypomnijmy, że jeszcze pod koniec ubiegłego roku bujał w obłokach, na poziomach najwyższych od lat. W lutym, gdy dopiero startowała fala spadkowa na giełdach, ostrzegaliśmy, że PMI zaczyna niebezpiecznie osuwać się z ekstremalnie wysokich pułapów. Osiem miesięcy później sytuacja wygląda już jednak zgoła odmiennie. PMI wykonał spory ruch ze szczytów – zadyszka jest już wyraźnie zaawansowana, choć paradoksalnie w mediach dopiero zaczyna się mówić o groźbie spowolnienia (jak zwykle w takich sytuacjach). Pod tym względem obecna sytuacja najbardziej przypomina rok 2011, kiedy to barometr koniunktury również systematycznie osuwał się z wieloletnich minimów. Ta analogia pokazuje jednocześnie, że ciągle istnieje teoretycznie potencjał do dalszego schładzania się gospodarek, choć niekoniecznie musi to być okupione znaczącym pogłębieniem dołków na giełdach (w ostatniej fazie spadku PMI WIG pozostawał w konsolidacji). W drugiej połowie 2019 PMI powinien zacząć odbijać od dna. Chyba że w tzw. międzyczasie dojdzie do jakichś nieprzewidzianych szokowych zdarzeń typu upadek Lehman Brothers.

Co sprzyja, a co może przeszkodzić w realizacji scenariusza opartego na historycznych ścieżkach (pozytywny przełom w I połowie 2019)?

+ Rynki globalne, w szczególności wschodzące, także przeżywają solidną korektę, prowadzącą do „zdrowego" schłodzenia nastrojów (indeks emerging markets spadł już o ponad 25 proc. od styczniowego szczytu).

+ Wdrożenie PPK (pracowniczych planów kapitałowych) w przyszłym roku powinno oznaczać źródło rosnącego popytu na akcje na GPW i przeciwwagę dla mechanizmu suwaka odsysającego gotówkę z OFE.

– Główne banki centralne coraz mocniej przykręcają kurek z pieniędzmi – FED odchudza swój bilans, a EBC lada chwila przestanie skupować obligacje.

– Boom gospodarczo-giełdowy w USA jest w mocno zaawansowanej fazie.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.