REKLAMA
REKLAMA

Analizy

#TydzieńNaRynkach: Na giełdach znów optymizm

Choć obaw i zagrożeń wciąż nie brakuje, inwestorzy zmartwienia odsunęli na później i ruszyli na zakupy. Indeksy akcji na głównych rynkach i w Warszawie w tym tygodniu urosły.
Foto: AFP

Dobrych nastrojów na rynkach nie popsuły ani kolejne słabe dane makroekonomiczne, ani powrót do wojennej retoryki Donalda Trumpa wobec Chin. Indeksy mocno szły w górę, co należy wiązać z wiarą w skuteczność ogromnych pakietów fiskalnych i bodźców monetarnych. Jerome Powell skorygował ton swojej wypowiedzi z poprzedniego tygodnia i tym razem zapewnił, że będzie dosypywał pieniędzy, ile trzeba i jak długo trzeba.

Zwyżki mimo wszystko

Po takiej zapowiedzi Wall Street nie miała wyjścia. Indeks S&P 500 zwyżkował w trakcie pierwszych czterech sesji o 3 proc., ale już w czwartek zanotował lekką spadkową korektę. Bliskość 3000 punktów skłoniła najwyraźniej część graczy do realizacji zysków. Jeszcze lepiej radził sobie Dow Jones, który rósł o ponad 3 proc. i nie miał żadnych problemów, by utrzymać się powyżej 24 tys. punktów. O ile jednak w przypadku S&P 500 widać wyraźną tendencję wzrostową, o tyle średnia przemysłowa od początku kwietnia porusza się horyzontalnie, oscylując wokół wspomnianego poziomu. Z identyfikacją trendu nie ma żadnych problemów w przypadku segmentu technologicznego. Nasdaq Composite co prawda w ostatnich dniach jedynie dorównywał pozostałym indeksom, ale coraz śmielej idzie w kierunku historycznego rekordu. Mocne uderzenie zanotował indeks giełdy we Frankfurcie, zwyżkując aż o 5,7 proc. Jednak ten wynik to właściwie efekt jedynie poniedziałkowego skoku. Kolejne dni stały już pod znakiem wahań, niewnoszących wiele nowego do obrazu rynku. DAX-owi udało się przekroczyć poziom 11 tys. punktów i utrzymać go, mimo prób kontry ze strony niedźwiedzi. Nieco mniejszy optymizm panował w Paryżu, ale CAC 40 szedł w górę o prawie 4 proc. Londyński FTSE 250 zwyżkował do czwartku o 4,6 proc. Nieźle wyglądała także sytuacja na rynkach wschodzących. MSCI Emerging Markets zyskał 3,3 proc., ale bykom nie udało się wywindować indeksu (ETF) powyżej 38 punktów, co skutkowało wyraźnym czwartkowym cofnięciem. Poprawa nastrojów nie objęła jednak większości parkietów azjatyckich. Spadki notowano między innymi w Szanghaju i Hongkongu. W naszym regionie mocno w górę szły wskaźniki na giełdzie słowackiej (SAX zyskiwał prawie 6,5 proc.), rumuńskiej (zwyżka o 5 proc.) i rosyjskiej (wzrost o niemal 9 proc.).

GPW próbuje wyjść w górę

Główne indeksy warszawskiego parkietu, korzystając z poprawy nastrojów w otoczeniu, próbowały w ostatnich dniach ruszyć odważniej w górę. Zwyżkę konsekwentnie kontynuował wskaźnik najmniejszych firm. Tym razem liderem był WIG20, który do czwartku zyskiwał ponad 4 proc. To jednak wynik w zasadzie jedynie sięgającej 4,2 proc. zwyżki w poniedziałek. Kolejne dni nie wniosły do obrazu rynku nic nowego. Optymistyczny jest jedynie powrót indeksu powyżej 1600 punktów, ale byków jakoś nie było stać na wykorzystanie tego faktu. Nadal można mówić o trendzie bocznym, a wyrwanie się z niego wymagałoby ataku na lokalne maksimum z połowy kwietnia. Brakuje do tego zaledwie nieco ponad 20 punktów. Tylko tyle i aż tyle. To dystans do pokonania w jeden dzień, ale trzeba trochę większej determinacji, której w ostatnich dniach nie było widać. Podobnie wyglądała sytuacja w segmencie średnich spółek. mWIG40 szedł do czwartku w górę o nieco ponad 3 proc., wracając powyżej 3200 punktów. W jego przypadku ruch ten nie był wynikiem jednorazowego skoku, lecz powolnej wspinaczki w ciągu czterech sesji, co robi niezłe wrażenie. Tu jednak także do poprawy sytuacji potrzebne byłoby wyjście powyżej szczytu z 14 kwietnia, do czego już w czwartek niewiele brakowało. Potrzebna jest jednak kropka nad i, a cofnięcie się byłoby oznaką słabości. Z godną uznania konsekwencją tendencję wzrostową kontynuuje sWIG80, który po sięgającej 3,5 proc. zwyżce przedarł się powyżej 12 tys. punktów i znalazł się na poziomie najwyższym od końca lutego. Co więcej, działo się to przy wyraźnie zwiększonych obrotach. Wypada także zwrócić uwagę, że indeks najmniejszych firm od marcowego dołka rośnie już o 31 proc.

W gronie blue chips dość nieoczekiwanie gwiazdą okazały się akcje JSW, które drożały do czwartku o 8,5 proc. Inwestorom nie przeszkadzały ani informacje o górnikach zakażonych koronawirusem, ani o przekraczającej 200 mln zł stracie w pierwszym kwartale, ani o 30-proc. spadku sprzedaży węgla. Miało chęć wzrosnąć, to wzrosło, i to chyba jedyny możliwy komentarz w tej sprawie. Podobnie jak w przypadku zwyżkujących o 4,7 proc. walorów Tauronu. Poziom 6000 zł obroniły akcje LPP, po sięgającej niemal 4 proc. zwyżce. To efekt informacji o rosnącym udziale sprzedaży w kanale e-commerce, która przeważyła nad 43-proc. spadkiem sprzedaży po trzech tygodniach maja. Spadkową serię przerwały walory Aliora, rosnąc o ponad 5 proc. Nie zwalniają tempa akcje CD Projektu, które po wzroście o 5,8 proc. przez moment w czwartek wyceniane były na ponad 400 zł. Od początku roku można na nich było zarobić ponad 40 proc. Wystarczyło podążać za trendem i przymknąć oko na wątpliwości w kwestii jego kontynuacji. Jeśli ktoś szukałby waloru stabilizującego wahania wartości portfela, powinien zwrócić uwagę na akcje PGNiG. Od połowy kwietnia znajdują się one w „uporczywym" trendzie bocznym, trzymając się w pobliżu 3,7 zł. Po czwartkowej sesji spółka poinformowała o wynikach za pierwszy kwartał. Zysk netto był niższy niż rok wcześniej o 29 proc., ale to wyraźnie więcej, niż spodziewali się analitycy. Może więc doczekamy się impulsu wzrostowego.

Trwa nie najlepsza passa spółek telekomunikacyjnych. Co prawda WIG-telekomunikacja minimalnie poszedł w górę, ale nie zmienia to obrazu rynku. Akcje Playa po kilkutygodniowej stagnacji w czwartek zniżkowały o 4,8 proc., doszlusowując błyskawicznie w okolice ceny, po jakiej pozbyły się ich pakietu dwa fundusze inwestycyjne, będące głównymi akcjonariuszami spółki. Zły nastrój nie udzielił się posiadaczom papierów Orange, które po sięgającej niemal 1 proc. zwyżce powróciły w okolice 6,5 zł. O ponad 3 proc. w górę poszły akcje Cyfrowego Polsatu, odreagowując wcześniejsze dwutygodniowe silne spadki. Na huśtawce znajdują się walory Dina. Po poniedziałkowym skoku o 10 proc., będącym efektem publikacji bardzo dobrych wyników finansowych za pierwszy kwartał (zysk netto wzrósł o 55 proc.), kolejne dni przyniosły spadkową korektę. Od dołka próbowały się odbić papiery przedstawicieli sektora finansowego. WIG-banki rósł do czwartku o niemal 3 proc. W sporej mierze to zasługa zwyżkujących o 2,5 proc. walorów PKO BP, które jednak nie miały wystarczająco siły, by pokonać poziom 22 zł. Po ponad 3 proc. w górę szły akcje Santandera i Pekao. W grupie średnich firm brylowały rosnące o ponad 17 proc. akcje Grupy Azoty. Notowania rosły jeszcze przed ogłoszeniem zaskakująco dobrych wyników finansowych za pierwszy kwartał. Po czwartkowej publikacji raportu jeszcze nieco zwyżkowały, ale już widać było realizację zysków. Bez widocznego powodu o 16 proc. w górę poszły walory Getinu. Za oznakę rynkowego optymizmu można uznać przekraczającą 10 proc. zwyżkę notowań papierów Mabionu, po informacji o sporej emisji akcji z wyłączeniem prawa poboru. Trwającą dziesiąty tydzień z rzędu dobrą passę kontynuowały papiery Ten Square Games, drożejące o prawie 10 proc. i z impetem wychodzące powyżej 500 zł. Nadzieja na łagodzenie epidemicznych restrykcji popchnęła w górę o prawie 8 proc. walory Benefitu, choć nie obyło się bez sporych wahań kursu. Odmiennie niż w przypadku Dina zachowywał się kurs Eurocashu, zniżkując drugi tydzień z rzędu, tym razem o 4,6 proc.

Ropa ma się lepiej

Nie zważając na słabą kondycję i perspektywy świtowej gospodarki, notowania ropy naftowej konsekwentnie idą w górę już czwarty tydzień z rządu. WTI podrożała do czwartku o ponad 15,5 proc., docierając do niemal 34 dolarów za baryłkę. Spora część marcowego tąpnięcia zastała więc zniwelowana. W ostatnich dnach trochę pomógł nieoczekiwany spory spadek zapasów surowca w Stanach Zjednoczonych. Główną siłą napędową rynku jest jednak raczej odreagowanie wcześniejszej przesadnej przeceny. Trudno inaczej określić obserwowane jeszcze w pierwszych dniach maja notowania bliskie 10 dolarów za baryłkę. Teraz zasadne jest pytanie, na jak duży wzrost można liczyć. Powrót w okolice 50–60 dolarów wydaje się w najbliższym czasie mało realny, ale jeśli pandemia będzie się cofać, a kolejne sektory gospodarki będą wracać do w miarę normalnej działalności, to do końca roku taki scenariusz jest dość prawdopodobny. Po ubiegłotygodniowym spadku do tendencji wzrostowej wraca miedź. Notowania kontraktów terminowych na ten metal do czwartku zwyżkowały o 4 proc., pokonując poziom 240 centów za funt. W górę, choć znacznie słabiej, szły też ceny aluminium. O ponad 11 proc. drożał pallad, ale nie udał się atak na poziom 2200 dolarów za uncję, skłaniając do realizacji zysków. Podobnie było w przypadku platyny, której notowania rosły o ponad 6 proc., ale wyraźnie cofnęły się po dojściu w pobliże 950 dolarów za uncję. Przy sporych wahaniach notowania złota zniżkowały o 1,7 proc., choć tydzień zaczynały od ataku na 1775 dolarów za uncję.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA