Przesył ropy kluczowym ropociągiem działa obecnie z ograniczoną przepustowością. Dostawcy, którzy otrzymali kilka dni temu informacje o możliwych przerwach w dostawach powoli otrzymują informacje, że ładunki są załadowane i niedługo ruszą do klientów. Orlen póki co informacji takich nie dostał, ale najprawdopodobniej dlatego, że tankowce dla polskiej spółki nie są jeszcze załadowane ropą. Koncern jednak póki co liczy, że dostawy w październiku odbierze. Jeśli tak by się nie stało,  jest zabezpieczony alternatywnymi, ale droższymi dostawami spot. Saudi Aramco planuje stopniowo zwiększać przepustowość rurociągów do około 4 mln baryłek dziennie. Pełna odbudowa infrastruktury może zająć kilka tygodni.

Czytaj więcej

Ropa najtańsza od tygodni. Rynki reagują na rozmowy dyplomatyczne i ruchy Arabii Saudyjskiej

Ropociąg powoli się rozpędza. Orlen czeka

Rurociąg Wschód–Zachód ma strategiczne znaczenie dla saudyjskiego eksportu, ponieważ umożliwia transport ropy naftowej ze wschodnich złóż naftowych na wybrzeże Morza Czerwonego, omijając Cieśninę Ormuz. Przed zamknięciem rurociągu w efekcie ataku, transportowano nim około 4 mln baryłek dziennie, co stanowiło około 4 proc. światowego zapotrzebowania na ropę naftową.

Wznowienie natychmiast wywarło presję na ceny ropy naftowej. Cena ropy Brent początkowo spadła o ponad 2 dolary za baryłkę, osiągając najniższy poziom od początku września, po czym znów sięgnęła 100 USD. Wznowienie dostaw przez Yanbu może stopniowo zwiększyć dostępność saudyjskiej ropy naftowej na rynku globalnym i złagodzić presję na logistykę morską.

Orlen w odpowiedzi na nasze pytania podkreśla, że wznowienie tłoczenia ropociągu w Arabii Saudyjskiej to pozytywny sygnał dla rynku. Spółka jednak nie udziela informacji, czy Saudi Aramco wydało komunikat, że dostawy dla polskiej firmy wkrótce ruszą. – Grupa Orlen pozostaje w stałym kontakcie ze swoimi partnerami i na bieżąco monitoruje sytuację oraz jej wpływ na dostawy surowca. Dostawy ropy do rafinerii Grupy Orlen są realizowane na bieżąco i w pełni pokrywają ich zapotrzebowanie, dlatego ciągłość pracy wszystkich rafinerii pozostaje zapewniona – informuje nas firma. Orlen zaznacza, że nie komentuje szczegółów handlowych dotyczących relacji z poszczególnymi dostawcami. Niemniej praktyka dotychczasowych relacji z Saudami wskazuje, że druga strona informuje, że dostawy trafią w momencie, kiedy będą oni mieli 100 proc. pewności. Póki co jednak tak się nie stało, ale Orlen spodziewa się, że październikowe dostawy ropy – wbrew wcześniejszym obawom – dotrą do Polski na czas.

Już wcześniej, w związku z sytuacją na rynku surowcowym Grupa Orlen zakontraktowała 16 dodatkowych dostaw na kierunku polskim, czeskim i litewskim, m. in. z Norwegii, Wielkiej Brytanii, Algierii, Kazachstanu, Azerbejdżanu i obu Ameryk. Pozostała część zapotrzebowania pokrywana jest m.in. na podstawie zawartego w sierpniu kontraktu z norweskim Equinorem.

Czytaj więcej

Ropa droga, ale inwestorzy zakładają, że uda się uniknąć katastrofy

Ropa spada, może być jej więcej, ale paliwa nadal drogie

Oznacza to, że Orlen może dysponować większą podażą surowca w następnym miesiącu, ale po wyższej cenie. Dla kierowców zresztą nie ta informacja jest najgorsza, mimo że ceny ropy zaczynają spadać. Nadal największym problemem nie jest dostępność ropy, a paliw gotowych i mocy do ich produkcji.

– Obecna sytuacja na rynku paliwowym charakteryzuje się brakiem bezpośredniej korelacji między cenami ropy naftowej a cenami paliw gotowych w Europie. Gotowe produkty naftowe są obciążone wyższym ryzykiem podażowym, na co wpływają potencjalne ograniczenia eksportowe ze Stanów Zjednoczonych oraz zapotrzebowanie sezonowe – ocenia Urszula Cieślak, analityk BM Reflex.

Ceny ropy naftowej i paliw gotowych nie są obecnie ze sobą bezpośrednio powiązane, ponieważ gotowe produkty są bardziej narażone na ryzyka podażowe. Ropa WTI odnotowuje spadki, podczas gdy ropa Brent znajduje się na lekkim plusie względem poprzedniego zamknięcia.

– Ewentualne uspokojenie sytuacji na Bliskim Wschodzie oraz wznowienie pracy rurociągu mogłoby umożliwić odblokowanie transportów gotowych produktów do Europy. Na wzrost cen diesla na rynku europejskim wpływają doniesienia z rynku amerykańskiego, jak ewentualne poparcie dla wstrzymania eksportu. Donald Trump zasygnalizował poparcie dla takiej decyzji – ocenia nasza rozmówczyni.

Czytaj więcej

Orlen znalazł alternatywę dla saudyjskiej ropy. Ta szybko nie wróci

Czynników jest więcej. Po zaprzestaniu oficjalnego importu paliw gotowych z Rosji, Europa opiera swoje dostawy głównie na paliwach ze Stanów Zjednoczonych i Bliskiego Wschodu. – To rosnąca presja na ceny hurtowe. Ewentualne ograniczenia dostaw ze Stanów Zjednoczonych stanowią kolejne uderzenie w podaż oleju napędowego dla państw europejskich, prowadząc do wzrostu cen tych paliw na lokalnym rynku – ocenia.

Spadki cen surowca nie przekładają się jednak automatycznie na niższe ceny paliw dla kierowców. – Punktem odniesienia dla cen hurtowych paliw wybiegających z rafinerii w Polsce i w Europie są wyceny na rynku ARA (Amsterdam–Rotterdam–Antwerpia), które zachowują się niezależnie od cen samej ropy. Dodatkowy surowiec zakontraktowany przez Orlen po pierwszych informacjach o wstrzymaniu dostaw z Arabii Saudyjskiej, był kupowany po cenach zdecydowanie wyższych niż w długoterminowych kontraktach. Ceny spotowe w tamtym okresie przewyższały ceny w kontraktach terminowych o około 20 USD – tłumaczy.

Spadki cen ropy nie przełożą się zatem bezpośrednio na odczuwalny spadek cen benzyny na stacjach. Rynek benzyn i olejów napędowych znajduje się na dwóch odmiennych etapach cyklu sezonowego. – Sezon letniego szczytu popytu na benzynę dobiegł końca, co w kolejnych tygodniach będzie prowadziło do stopniowego spadku globalnego zapotrzebowania. W przypadku oleju napędowego jest inaczej. Rozpoczynający się sezon grzewczy zwiększa popyt na oleje wykorzystywane do celów opałowych, co pozwoli utrzymać zapotrzebowanie na wysokim poziomie sezonowym – wskazuje.