Cena ropy gatunku WTI przekraczała we wtorek po południu 85 USD za baryłkę, a gatunku Brent 91 USD za baryłkę. Ropa była więc najdroższa od trzech tygodni. Jej ceny wzrosły już w poniedziałek - ale nie dramatycznie. Nie było bowiem większym zaskoczeniem, że USA oraz Iran nie zdołają się porozumieć dyplomatycznie w sprawie przywrócenia w miarę normalnej żeglugi przez Cieśninę Ormuz. We wtorek rano statek towarowy został trafiony pociskiem podczas przepływania przez ten akwen. Telewizja Fox News donosiła we wtorek, że Ebrahim Zolfaghari, rzecznik irańskich sił zbrojnych, oświadczył, iż jednostki próbujące przepłynąć przez cieśninę „znajdą kilka pięknych dziur w swoich kadłubach”. Mamy więc nadal pat. Irańczycy strzelają do statków, które nie płyną zatwierdzonym przez nich korytarzem, Amerykanie natomiast kontynuują blokadę morską Iranu oraz prawdopodobnie szykują się do zaostrzenia sankcji wobec szyickiego reżimu. Gospodarka irańska jest w coraz gorszym stanie, reżim boi się nowej fali protestów społecznych, a jednocześnie uważa, że wygrywa tę wojnę strategicznie. Tehrańskie władze nie przejmują się kosztami - chcą po prostu utrzymywać podwyższone ceny ropy przed listopadowymi wyborami „półkowymi” do Kongresu USA. Arabia Saudyjska, ZEA, Irak oraz inne kraje regionu starają się natomiast przekierowywać swój eksport ropy z ominięciem Cieśniny Ormuz, w czym na Morzu Czerwonym od czasu do czasu przeszkadzają Huti, czyli szyiccy rebelianci z Jemenu. Rynek jest więc w klinczu.