Przez ostatnie dwie dekady dystrybucja internetu należała do wyszukiwarek, platform handlowych, serwisów rezerwacyjnych i mediów społecznościowych. Google decydował, które informacje użytkownik zobaczy. Amazon kontrolował ogromną część ścieżki zakupowej. Booking Holdings był miejscem, do którego klient przychodził, kiedy chciał znaleźć hotel. W każdym z tych przypadków najważniejszym aktywem była nie sama technologia, lecz dostęp do konsumenta.
Agenci AI mogą ten proces całkowicie wywrócić. Użytkownik nie będzie już musiał odwiedzać konkretnych serwisów. Powie agentowi: znajdź mi hotel w Neapolu, kup najlepsze słuchawki do tej kwoty, albo zarezerwuj stolik na sobotę. Agent wykona resztę. Jeżeli taki model się upowszechni, właściciel platformy przestanie walczyć o to, aby użytkownik wszedł na jego stronę. Będzie walczył o to, aby agent w ogóle skierował do niego użytkownika.
To zmienia ekonomię internetu. Amazon, Google Booking Holdings i inne spółki nadal mogą posiadać ogromne katalogi, infrastrukturę i bazę klientów, ale część decyzji może zostać przeniesiona nad ich głowy. Użytkownik nie będzie wybierał pomiędzy Amazonem i innymi sklepami. Wyboru dokona agent. Nie będzie wpisywał zapytania w Google. Zapyta własnego asystenta. Nie będzie porównywał dziesiątek hoteli. Zrobi to za niego system, który będzie miał dostęp do wielu platform jednocześnie.
Reakcja Amazona na Muse pokazuje, że walka o tę nową warstwę dystrybucji już się zaczęła. Amazon zablokował agenta Meta na swojej platformie, ponieważ nie chciał pozwolić, aby zewnętrzny system przejął część procesu zakupowego. Stawką nie jest więc wyłącznie bezpieczeństwo techniczne czy zasady dostępu do serwisu. Chodzi o kontrolę nad klientem w najcenniejszym momencie, czyli wtedy, gdy podejmuje decyzję o wydaniu pieniędzy.
To właśnie dlatego największym zagrożeniem dla Amazona, Google'a czy innych firm nie jest to, że Meta stworzy lepszego chatbota. Jest nim utrata dystrybucji. Jeżeli użytkownik zacznie załatwiać swoje sprawy przez agenta, aplikacje tych firm mogą zostać zepchnięte o jeden poziom niżej. Nadal będą potrzebne do realizacji transakcji, ale przestaną być miejscem, w którym konsument podejmuje decyzję.
Niewątpliwie dla Meta jest to wyjątkowo interesująca perspektywa. Firma ma już jedną z największych sieci dystrybucji w internecie dzięki Facebookowi, Instagramowi i WhatsAppowi. Codzienny kontakt z miliardami użytkowników może stać się fundamentem dla nowej warstwy usług. Jeżeli Meta sprawi, że Muse będzie miejscem, w którym użytkownik nie tylko rozmawia z AI, ale również zamawia produkty, rezerwuje podróże i załatwia codzienne sprawy, firma może przejąć część ruchu, który dziś należy do wyszukiwarek i platform transakcyjnych.
Oczywiście technologia jest dopiero na początku drogi. Muse ma ograniczenia, a Meta sama testowała rozwiązania, w których część zadań wykonywali ludzie działający w tle. To pokazuje, że pomiędzy efektownym agentem a systemem, któremu użytkownik powierzy pieniądze, rezerwacje i prywatne sprawy, pozostaje jeszcze sporo problemów do rozwiązania.
Kierunek jest jednak jasny. Shopify integruje Muse z Shop Pay, a PayPal rozwija obsługę zakupów za pośrednictwem agentów. Amazon odpowiada blokadą. Te decyzje pokazują, że firmy zaczynają rozumieć, iż wraz z rozwojem agentów zmieni się nie tylko sposób korzystania z internetu, ale również sposób, w jaki internet zarabia.
W poprzedniej erze najcenniejszą pozycją było miejsce, do którego użytkownik przychodził. W erze agentów znacznie cenniejsze może być miejsce, z którego użytkownik jest kierowany dalej.
Dlatego prawdziwa wojna technologiczna nie będzie toczyć się wyłącznie o najlepszy model AI. Będzie to wojna o dystrybucję. O to, który agent dostanie pierwsze pytanie użytkownika i który zdecyduje, gdzie popłyną jego pieniądze. Kto kontroluje ten punkt, kontroluje znaczną część ruchu w nowym internecie.
Meta chce być właśnie tym punktem.
Mikołaj Sobierajski
Analityk Rynku Akcji XTB