Pogarsza się kondycja polskiego przemysłu meblarskiego, trzeciego producenta mebli w UE. Według raportu firmy konsultingowej B+R Studio, przygotowanego na rozpoczynający się w środę XI Ogólnopolski Kongres Meblarski, okres dekoniunktury, w jakim utkwiła polska branża meblarska, trwa już 54 miesiące. Produkcja sprzedana, która w styczniu warta była 4,44 mld zł, w lipcu stopniała o blisko 300 mln zł, a po pierwszych 7 miesiącach roku jest o 3,2 proc. niższa niż rok wcześniej.

Szybko topnieje rentowność: jeśli w 2023 r. jej wskaźnik wynosił 6,4 proc., to w pierwszej połowie 2026 r. skurczył się do zaledwie 4 proc., co jest najniższym poziomem od 2019 r. Za to udział nierentownych przedsiębiorstw w branży utrzymuje się bardzo wysoko: w pierwszym kwartale ubiegłego roku, na 370 składających raporty dużych firm (z zatrudnieniem co najmniej 50 osób), pod kreską znajdowała się jedna trzecia. W pierwszych trzech miesiącach 2026 r. przy mniejszej o 10 liczbie raportujących – 30 proc.

Import z Chin do Polski podwoił się

Słabnie zarówno krajowa sprzedaż mebli, jak i eksport. Według danych Banku Pekao, w pierwszym półroczu ta pierwsza spadła o 8 proc., z kolei eksport zmalał o 5 proc. W stagnacji pogrążony jest niemal cały unijny przemysł meblarski, ale Polska praktycznie nie zwiększyła w nim swoich udziałów od 2019 r. – W tym czasie w najlepsze trwała jednak ekspansja producentów chińskich, którzy w ciągu 6 lat zwiększyli swoje udziały w unijnym imporcie o ponad 6 punktów procentowych – informują analitycy Banku Pekao.

Chińczycy to jedna z głównych przyczyn problemów polskiego przemysłu meblarskiego, zarówno w Polsce, jak i na najważniejszych dla polskich mebli rynkach eksportowych. Według B+R Studio, wartość sprowadzanych nad Wisłę mebli z Chin osiągnęła w 2025 r. rekordowy poziom 1,1 mld euro. Przed pandemią, w 2019 r. sprowadziliśmy meble za 545 mln euro, co oznacza, że w ciągu 6 lat import mebli z Chin, znacznie tańszych od polskich, podwoił swoją wartość. W tym czasie udział Państwa Środka w polskim imporcie mebli zwiększył się do około 35 proc., co jest drugim (po Holandii importującej z Chin 46 proc.) najwyższym wynikiem w całej UE.

Chińczycy coraz śmielej wypierają nas również z rynków europejskich. W 2025 r. udział Polski w unijnym imporcie mebli zmalał w porównaniu z 2019 r. o 0,4 p.p., natomiast udział Chin zwiększył się o 6,3 p.p. – Od 2019 r. Chiny zwiększyły swój eksport mebli do UE o blisko 60 proc., a Polska o zaledwie 7 proc. – informuje Krzysztof Mrówczyński, menedżer ds. analiz sektorowych w Departamencie Analiz Makroekonomicznych Banku Pekao. Jedną z przyczyn są cła, które odcięły Chińczykom dostęp do ogromnego amerykańskiego rynku, gdzie średnie roczne wydatki każdego mieszkańca na meble sięgają 700 USD. W ostatnich dwóch latach polscy producenci mebli mieli kłopoty z utrzymaniem dotychczasowej pozycji na większości głównych rynków UE. Notowali spadki udziałów w imporcie m.in. Francji, Holandii, Danii, Włoch i Hiszpanii. W Niemczech nasz udział co prawda minimalnie wzrósł, ale wartość sprzedaży zmalała o 16 proc. W tym czasie dostawcy mebli z Chin odnotowali silny wzrost udziałów w imporcie wszystkich czołowych odbiorców europejskich, na niektórych rynkach nawet o ponad 10 pkt. proc.

Rosną koszty, brakuje surowca

Tania azjatycka konkurencja nałożyła się na wzrost kosztów, w których najbardziej rosną składniki niezależne od branży. Przy tym nastąpiła zmiana ich struktury: udział materiałów i energii spada, natomiast rośnie udział wszystkich pozostałych: podatków, wynagrodzeń i ubezpieczeń społecznych. – Od stycznia 2022 r. do lipca 2026 r. przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w polskiej branży meblarskiej wzrosło o połowę, do 7065 zł – mówi Tomasz Wiktorski, dyrektor zarządzający B+R Studio.

Producenci mebli obniżają więc koszty, tnąc zatrudnienie. W latach 2022–2026 liczba etatów zmalała o 30 tys. Zarazem przybywa upadłości. Według Coface, w 2025 r. w produkcji mebli odnotowano ich 82, w porównaniu do 70 upadłości w roku 2024, 53 w 2023 r., 37 w 2022 r. i 22 upadłości w 2021 r. Poprawę sytuacji mogłaby przynieść automatyzacja produkcji, konsolidacja i poprawa dostępu do klienta poprzez skrócenie drogi do rynku (dzięki np. e-commerce czy własnym sieciom i markom). Ale ponieważ w eksporcie coraz większym problemem stają się regulacje, które odbierają polskim firmom konkurencyjność wobec producentów z Azji, niewykluczone, że niektóre firmy zaczną myśleć o relokacji produkcji.

Bariery piętrzą się także przed branżą drzewną, w którą uderza pogłębiający się niedobór surowca. Po wybuchu wojny w Ukrainie, na polskim rynku zabrakło 3 mln m sześc. drewna i biomasy z objętych sankcjami Rosji i Białorusi. Do tego energetyka i gospodarstwa domowe wywołały lawinowy wzrost zapotrzebowania na drewno do produkcji pelletu. – Wzrost produkcji pelletu w latach 2021-2025 o 550 tys. ton pochłania rocznie ekwiwalent około 1,2 mln m sześc. drewna, które ze względu na spadek krajowej podaży stało się towarem skrajnie deficytowym – informuje Koalicja na Rzecz Polskiego Drewna (KnRPD) – inicjatywa przedsiębiorców i organizacji reprezentujących przemysł meblarski, tartaczny, płytowy i papierniczy.

Ale głównym problemem okazały się decyzje Ministerstwa Klimatu i Środowiska, drastycznie tnące dostępność drewna dla gospodarki, zmniejszając krajową podaż o dalsze 3 mln m sześc. W rezultacie skumulowany roczny deficyt surowcowy przekracza 7 mln m sześc. Stał się on nie tylko powodem załamania płynności zakładów, ale także drastycznego wzrostu cen surowca i utraty przez rodzime firmy międzynarodowej konkurencyjności.

– Ceny produktów spadły, a surowca wzrosły. Rozdźwięk pomiędzy kosztami a naszymi przychodami coraz bardziej się pogłębia – twierdzi Jędrzej Kasprzak, prezydent Stowarzyszenia Producentów Płyt Drewnopochodnych w Polsce. – Padamy ofiarą polityki ministra klimatu i środowiska. Jeśli chcemy nazwać winnego tej sytuacji, jest nim instytucja nadzorująca Lasy Państwowe i mająca bezpośredni wpływ na ich politykę – dodaje Michniuk.

W ubiegłym tygodniu ze stanowiska wiceministra klimatu i środowiska zrezygnował Mikołaj Dorożała, mocno skonfliktowany z branżą drzewną przez wspieranie ograniczeń wycinki lasów. Czy to poprawi sytuację przemysłu drzewnego? – Przy obecnym nastawieniu całego ministerstwa nie sądzę, żeby coś się zmieniło. Dopóki koniunktura na rynku polskim i europejskim nie poprawi się, a na razie się na to nie zanosi, trudno liczyć na poprawę rentowności – uważa Kasprzak.