Pierwszy kwartał już za nami, a w polskiej biotechnologii był to pracowity kwartał, bo aż trzy spółki – Captor Therapeutics, Molecure i Poltreg – zgłosiły się po dofinansowanie do inwestorów i je otrzymały. Najważniejszy wniosek z tego jest moim zdaniem taki, że w średnim terminie kwestia finansowania tych podmiotów została rozwiązana. Oprócz tego na GPW pojawiła się kolejna spółka, która rozwija własny produkt w badaniu klinicznym – Syn2bio. Spółka powstała z podziału Synektika. 

Cały czas jestem optymistą, jeśli chodzi o polski sektor biotechnologiczny. Po cięciach kosztów – mniejszych lub większych – które te podmioty dokonały w ostatnich kwartałach i latach, spółki są „odchudzone” i skoncentrowane na najbardziej perspektywicznych projektach. Myślę, że śmiało można powiedzieć, że zebrane dane kliniczne przez polskie biotechy są najobszerniejsze w historii, a kapitalizacji spółek daleko do rekordowych poziomów. Tymczasem otoczenie na rynku globalnym jest sprzyjające – IShares Biotechnology ETF wzrósł od początku roku o ok. 4 proc. i o ok. 47 proc. w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Ale żeby nie było tak różowo, to trzeba dodać, że na globalnym rynku pojawił się nowy gracz, którego nikt już nie ignoruje. Chodzi o chińskie biotechy, które szturmem zdobywają rynek transakcyjny i duży kawałek partneringowego tortu. W tym kontekście po raz kolejny uświadamiamy sobie, że najważniejsza jest jakość, a nie ilość. I liczę na to, że w tym gąszczu realizowanych przez polskie biotechy projektów ostały się te najbardziej jakościowe, które znajdą chętnych partnerów do dalszego rozwoju, co powinno „ożywić” cały sektor.