S&P 500 i Nasdaq wyznaczają nowe rekordy. DJIA dorzucił swoje trzy grosze, a cały rynek jedzie na mieszance ulgi geopolitycznej i wiary w to, że „jakoś to będzie”.
Doniesienia o możliwym przedłużeniu zawieszenia broni między USA a Iranem zadziałały jak szybki reset nastrojów – napięcie spadło, apetyt na ryzyko wrócił, a inwestorzy znów przypomnieli sobie, że rekordy są po to, żeby je bić. Problem w tym, że fundament pod tą euforią trochę skrzypi.
Inflacja przyspieszyła najmocniej od trzech lat, głównie przez energię, a rewizja amerykańskiego PKB w dół jasno pokazuje, że gospodarka traci impet. Czyli klasyczny zestaw, którego Fed raczej nie ma ochoty oglądać w jednym pakiecie.
Tyle że rynek niespecjalnie się tym przejmuje. Bo po co, skoro wyniki spółek są solidne, AI nadal rozgrzewa wyobraźnię, a biznes – przynajmniej na pierwszy rzut oka – trzyma się zaskakująco dobrze? Technicznie wiele wciąż układa się pod byki. DJIA po wybiciu z konsolidacji otworzył sobie przestrzeń nawet w kierunku 52,5 tys. pkt.
Zresztą końcówki tygodnia i miesiąca rzadko bywają momentem na dramatyczne zwroty akcji – tu częściej chodzi o domykanie pozycji niż ich wywracanie. Mocno trzymają się też małe i średnie spółki – zarówno w USA, jak i na Starym Kontynencie. Russell 2000 oraz sDAX eksplorują historyczne poziomy, co potwierdza hossę. Niemiecki indeks porusza się w długoterminowym kanale, a wybicie z prostokąta otworzyło furtkę do 21 tys. pkt.