Deeskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie sprzyja wycenom ryzykownych aktywów. Śledzony przez nas wskaźnik fazy cyklu kredytowego zbliżył się do poziomu 9, najwyższego w przyjętej skali.
Powrót z obserwowanego dwa tygodnie temu poziomu 6 to już nie tylko risk–on. To faza euforycznej kompresji, napędzana szybkim wymazywaniem z wycen negatywnych scenariuszy geopolitycznych. Obniżenie napięcia w Cieśninie Ormuz działa jak katalizator: premia za ryzyko znika szybciej niż fundamenty są w stanie się dostosować. Akcje kontynuują rajd, dyskontując miękkie lądowanie i stabilność makro. Obligacje zyskują głównie przez spadek premii za ryzyko i niższą zmienność. Obligacje korporacyjne zyskują wyraźnie mocniej niż papiery rządowe. Spready kredytowe oddają wojenną premię i wracają do rekordowo niskich poziomów. Szczególnie u emitentów z ekspozycją na wysokie ceny surowców energetycznych. Dezinflacyjne nastroje znów tworzą środowisko późnej fazy cyklu. Kapitał szuka kalorii i pomija asymetrię ryzyka.
W tych warunkach relatywnie bezpieczne obligacje skarbowe trochę zostają w tyle. Na środowej aukcji Ministerstwo Finansów znalazło chętnych na dług o wartości 11 mld zł, przy ofercie wartej 12 mld zł. Inwestorzy chętniej kierują wzrok w stronę tematów, które ostatnio przeceniły się najmocniej. Do gry wraca też rynek pierwotny obligacji korporacyjnych. Szczególną uwagę warto zwrócić na projekty, które są dobrze skapitalizowane, mają długoterminowe umowy z kontrahentami i generują przewidywalną gotówkę.