W 2021 r. produkt krajowy brutto Polski zwiększył się o 5,7 proc., a nie o 5,2 proc. – sugerują nowe szacunki ekonomistów z Credit Agricole Bank Polska. Jeśli okażą się celne, będzie to najlepszy wynik od 2007 r., gdy aktywność w polskiej gospodarce – mierzona PKB – wzrosła o 7,1 proc. Takich szacunków prawdopodobnie będzie w najbliższym czasie przybywało. W noworocznej ankiecie „Parkietu" ekonomiści przeciętnie oceniali, że PKB Polski powiększył się w ub.r. o 5,4 proc., ale część z tych scenariuszy nie uwzględniała świadectw, że w ostatnich miesiącach roku koniunktura nad Wisłą była zaskakująco dobra. A dane dotyczące grudnia dopiero zaczynają napływać.

Zagranica znów kupuje

W poniedziałek firma IHS Markit podała, że PMI – wskaźnik koniunktury w przemyśle przetwórczym, bazujący na ankiecie wśród menedżerów logistyki przedsiębiorstw – wzrósł w grudniu do 56,1 pkt z 54,4 pkt miesiąc wcześniej. To już jego trzecia z rzędu zwyżka i jednocześnie trzecia niespodzianka. Ankietowani przez „Parkiet" ekonomiści przeciętnie szacowali bowiem, że PMI zmalał do 54,1 pkt. Tylko dwóch spośród 23 uczestników naszej comiesięcznej ankiety liczyło się ze zwyżką tego wskaźnika powyżej 55 pkt. Co więcej, także szczegóły ankiety, na której bazuje PMI, są w przeważającej mierze optymistyczne. Wyjątkiem jest to, że – jak zauważył Piotr Popławski, ekonomista z ING BSK – w przemyśle wciąż utrzymuje się wyraźna presja na wzrost cen.

Każdy odczyt PMI powyżej 50 pkt oznacza teoretycznie, że w odczuciu ankietowanych menedżerów logistyki sytuacja w przemyśle przetwórczym poprawia się w ujęciu miesiąc do miesiąca. Dystans od tej granicy można interpretować jako miarę tempa tej poprawy. W tym świetle w grudniu rozwój polskiego przemysłu był najszybszy od lipca. Średnio od 1998 r., czyli od początku swojej historii, PMI wynosił nad Wisłą 50,5 pkt. Przed publikacją PMI, ankietowani przez „Parkiet" ekonomiści szacowali, że produkcja sprzedana przemysłu zwiększyła się w grudniu o 13 proc. r/r, po zwyżce o 15,2 proc. w listopadzie. Teraz lepszy wynik nie będzie zaskoczeniem.

PMI jest obliczany na podstawie odpowiedzi menedżerów na pytania dotyczące zmian (w stosunku do poprzedniego miesiąca) produkcji, wartości zamówień, zatrudnienia, czasu dostaw i zapasów. W grudniu najmocniej od lipca zwiększyła się produkcja w polskim przemyśle, co było odzwierciedleniem najszybszego od sierpnia wzrostu wolumenu zamówień. Inaczej niż w poprzednich trzech miesiącach, w grudniu zwiększył się także popyt zagraniczny. Napływ zamówień był na tyle duży, że pomimo największego od lipca wzrostu zatrudnienia, firmy przemysłowe ponownie – 15 raz z rzędu – zgłosiły wzrost zaległości produkcyjnych, i to największy od sierpnia. To czynnik, który – wraz z rosnącymi kosztami – skłania polskie firmy do podnoszenia cen.

Zmiany strategii

Istotnym źródłem popytu jest postępująca zmiana strategii firm – zarówno krajowych, jak i zagranicznych. Wskazuje na to największy w historii PMI wzrost zapasów środków produkcji.

– W dalszym ciągu preferowanym systemem produkcji jest „just in case" (na wszelki wypadek – red.) zamiast „just in time" (na czas – red.). Firmy wolą zwiększać zapasy, ponieważ obawiają się, że w przyszłości interesujące ich materiały i komponenty będą jeszcze droższe albo nie będą wcale dostępne do zakupu – zauważył w komentarzu do poniedziałkowych danych Kamil Pastor, ekonomista z PKO BP. Kumulacja zapasów była istotnym motorem wzrostu aktywności w polskiej gospodarce w 2021 r. Ekonomiści z PKO BP szacują, że to dodatkowe źródło popytu dodało do zwyżki PKB ponad 2 pkt proc.

Zaburzenia w łańcuchach dostaw, które skłaniają firmy do budowania większych zapasów, zdają się jednak słabnąć. Świadczą o tym m.in. dane GUS, wedle których w grudniu zmalał odsetek firm, dla których barierę rozwoju stanowi niedobór materiałów i surowców. Piotr Popławski zwraca z kolei uwagę na to, że pośrednim dowodem na normalizację w zakresie dostaw może być wzrost zagranicznego popytu na polskie towary. – W poprzednich miesiącach krajowi podwykonawcy zagranicznych firm raportowali słabszy popyt, co mogło wskazywać, że ich kontrahenci nie byli w stanie zwiększyć produkcji przez braki w dostawach z Azji – tłumaczy. Firmy mogą się jednak obawiać, że zaburzenia ponownie się nasilą, jeśli kolejne fale pandemii Covid-19 zmuszą kraje Azji do przywrócenia części restrykcji.