Reklama

Polacy gromadzą pieniądze na łatwo dostępnych kontach

W ciągu dwóch pierwszych miesięcy tego roku na bieżących kontach Polaków (w tym oszczędnościowych) przybyło 27 mld zł, a lokaty terminowe zmniejszyły się o ponad 2 mld zł. Czy mimo wolniejszego wzrostu sprzedaży detalicznej to zapowiedź zwiększania konsumpcji?
27 mld zł w dwa miesiące. Polacy trzymają pieniądze „pod ręką”

27 mld zł w dwa miesiące. Polacy trzymają pieniądze „pod ręką”

Foto: Adobe Stock

Z najnowszych danych NBP wynika, że w lutym wartość depozytów i innych zobowiązań w sektorze gospodarstw domowych wzrosła o 22,5 mld zł, tj. o 1,6 proc., do 1 461,8 mld zł. I była to wyłączna zasługa wzrostu depozytów bieżących (do których w tej klasyfikacji zaliczane są konta oszczędnościowe) o nieco ponad 27 mld zł. Lokaty terminowe bowiem zmniejszyły się o prawie 2,2 mld zł.

W tym czasie zadłużenie netto sektora gospodarstw domowych wzrosło o 2,9 mld zł, o 0,3 proc. do 836,6 mld zł.

Zmaleje siła nabywcza

Czy to wszystko może oznaczać, że Polacy szykują się – pytanie, na co: czy na ciężkie czasy, czy na zwiększenie konsumpcji? W obu przypadkach warto mieć szybki dostęp do gotówki – której przez dwa miesiące przybyło w obiegu 4 mld zł, po spadku w styczniu.

Na razie prognozy konsumpcji nie są rewelacyjne. Sprzedaż detaliczna wzrosła w lutym o 5 proc. r/r, nieco poniżej prognoz. Jak piszą ekonomiści Banku Pekao, była ona prawdopodobnie negatywnie dotknięta przez niskie temperatury i niesprzyjającą zakupom pogodę.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

PKO BP najbardziej reklamowanym bankiem

– Tym niemniej to ostatnia pocztówka od polskiego konsumenta sprzed wybuchu wojny w Zatoce. Rysowany przez te dane obraz jest przeciętny – stwierdzają eksperci Banku Pekao. Według nich w kolejnych miesiącach kombinacja relatywnie niskiego wzrostu nominalnych dochodów i wzrostu inflacji będzie ograniczać siłę nabywczą polskich konsumentów.

– Spodziewamy się, że konsumpcja w tym roku spowolni do 3,2 proc., z ryzykami w dół – stwierdzają ekonomiści, przypominając, że na te dane nie wpływała w ogóle wojna w Zatoce. – Jej pierwsze efekty zobaczymy w marcowej sprzedaży detalicznej, aczkolwiek efekty sezonowe (wiosna + wcześniejsza niż w zeszłym roku Wielkanoc) i tankowanie na zapas przed wzrostem cen mogą podbić jej dynamikę do solidnego poziomu (7-8 proc. r/r) – przewidują.

Według ekonomistów Banku Pekao nie należy spodziewanego marcowego przyspieszenia uznawać za prognostyk na cały rok, bowiem przebieg wojny jest dla nich nieprognozowalny i mogą jedynie stawiać założenia dotyczące kształtowania się cen nośników energii.

Ile na święta

Sprzedaż detaliczną podbiją w najbliższym czasie święta wielkanocne. Z raportu UCE Research i Shopfully Poland pt. „Polacy na świątecznych zakupach. Wielkanoc 2026” wiadomo, ile w sumie w przeliczeniu na jedną osobę zamierzają w tym roku wydać Polacy na świąteczną żywność (w tym na napoje bezalkoholowe). 15,7 proc. ankietowanych deklaruje 200-300 zł. – Ten przedział jest najczęściej wskazywany, ponieważ odzwierciedla typowe doświadczenia z poprzednich lat oraz pozwala przygotować tradycyjny stół wielkanocny przy umiarkowanym budżecie. Jest to więc standardowy poziom wydatków – mówi Robert Biegaj, współautor raportu z Shopfully Poland. Autorzy raportu wyjaśniają, że planowane wydatki są wynikiem kompromisu między pamięcią o zeszłorocznych wydatkach a obecną sytuacją rynkową. I dodają, że dla przeciętnego Polaka święta nie będą ani skromne, ani luksusowe. Będą po prostu średnie.

Z kolei z raportu Grupy Blix i UCE Research wynika, że w tym roku, tak samo jak w zeszłym, cena będzie najczęściej decydować o wyborze konkretnych produktów na wielkanocny stół. Obecnie 81,2 proc. konsumentów zamierza kierować się nią podczas zakupów. Jej znaczenie urosło rdr. o 1,7 p.p. Według autorów raportu, zwiększenie jej znaczenia pokazuje, że rodzimy konsument wciąż funkcjonuje w realiach rynku silnie promocyjnego, gdzie szukanie okazji stało się codziennym nawykiem zakupowym.

Reklama
Reklama

Co z emeryturą?

Ale wzrostu konsumpcji może nie być. Finax opublikował wyniki badania, które pokazują, że co czwarty Polak nie ma z czego odkładać na emeryturę. Najczęściej wskazywane bariery to brak środków (25 proc.), obawa przed utratą oszczędności (17 proc.) i brak zaufania do systemu (17 proc.). Liczba pracujących osób w wieku emerytalnym zbliża się do 900 tys. Wskaźnik zatrudnienia w tej grupie osiągnął rekordowe 10 proc.

Wśród najmłodszych respondentów (18–24 lata) największą barierą w oszczędzaniu na emeryturę jest brak wiedzy na ten temat (27 proc.). W tej grupie często pojawia się też przekonanie, że na odkładanie jest jeszcze czas (22 proc.). W kolejnych grupach wiekowych rośnie znaczenie czynników finansowych. Wśród osób w wieku 35–54 lata najczęściej wskazywaną barierą jest brak środków (32 proc.). Wśród osób w wieku 45–54 lata rośnie znaczenie obaw o utratę pieniędzy oraz brak zaufania do systemu (po 23 proc.). Wśród seniorów (55+) relatywnie częściej pojawia się brak zaufania do systemu (11 proc.) niż obawy o utratę środków (10 proc.).

Różnice widoczne są także między kobietami i mężczyznami. Brak środków jako główną barierę wskazuje 29 proc. kobiet wobec 22 proc. mężczyzn. Wynika to z niższych średnich wynagrodzeń, częstszych przerw w karierze zawodowej oraz krótszego okresu aktywności zawodowej.

Rośnie przewaga technologiczna paytechów nad bankami

Paytechy w Polsce wyprzedzają banki pod względem adaptacji nowych technologii - wynika z raportu Capgemini World Payments Report 2026. Badanie pokazuje, że dzięki wdrożeniu nowoczesnych rozwiązań technologicznych, takich jak generatywna sztuczna inteligencja, orkiestracja płatności oraz technologii Soft POS, paytechy coraz częściej wyznaczają standard usług dla sprzedawców i przedsiębiorstw w Polsce.

Raport pokazuje wyraźne różnice we wdrażaniu kluczowych technologii. Gen AI wdrożyło 60 proc. paytechów działających w Polsce, wobec 40 proc. banków. W obszarze spójnego zarządzania procesami płatności i soft POS, proporcje wynoszą 70 proc. do 30 proc. Ta przewaga nie jest wyłącznie wynikiem większej zwinności technologicznej. Paytechy budują swoje platformy w architekturze API, co pozwala na szybkie dodawanie usług, skalowanie oraz automatyzowanie procesów. Efektem jest środowisko płatnicze, które potrafi reagować w czasie rzeczywistym, a nie w cyklach tygodniowych czy miesięcznych.

Przewaga technologiczna paytechów jest też szczególnie zauważalna w procesie wdrażania nowych sprzedawców. Paytechy są w stanie wdrożyć nowego akceptanta w czasie poniżej 60 minut, przy średnim koszcie wynoszącym 145 dolarów. W tym samym czasie tradycyjne banki potrzebują na ten sam proces nawet do 7 dni, a jego koszt sięga 397 dolarów.

Kolejnym obszarem, w którym sprzedawcy korzystają na wdrożeniach technologicznych paytechów, jest jakość i niezawodność realizowanych płatności. 69 proc. firm uważa wysokie wskaźniki sukcesu transakcji za fundament swojej działalności, podczas gdy jedynie 1 na 5 banków deklaruje pełną gotowość do zapewnienia infrastruktury działającej na takim poziomie.

Co więcej 100 proc. dużych sprzedawców korzystających z usług banków przyznało w badaniu, że doświadcza do 9 godzin nieplanowanych przerw w dostępie do usługi rocznie, co znacząco wpływa na ich biznes. Pszu

Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama