Od kilku lat, gdy pyta się analityków o prognozy dla rozmaitych instrumentów finansowych, powtarza się swoisty rytuał. Najpierw eksperci udzielają wyczerpującej odpowiedzi, po czym zastrzegają, że od wybuchu kryzysu rynki pozostają bardziej rozchwiane niż zwykle, a w związku z tym mniej przewidywalne. To efekt m.in. niejasnych perspektyw gospodarek oraz niepewności dotyczącej polityki rządów, banków centralnych i nadzoru finansowego. Krótko mówiąc, nie ma nic pewnego oprócz tego, że jesteśmy skazani na niepewność. Z jednym wyjątkiem. Bezpiecznie można obstawiać aprecjację juana. Rzeczywiście, wyraźniejszą tendencję na rynkach finansowych trudno było w ostatnich latach znaleźć. Od połowy czerwca 2010 r., gdy Pekin zrezygnował z wprowadzonego na czas kryzysu finansowego sztywnego powiązania juana z dolarem, wystąpiło tylko jedno kwartalne osłabienie chińskiej waluty. W pozostałych konsekwentnie się ona umacniała. Mało tego, nawet w horyzoncie miesięcznym zwyżka juana była w tym czasie niemal pewna. Przykładowo, w pierwszej połowie tego roku, gdy umacniał się dolar, juan był jedną z zaledwie trzech walut państw dojrzałych i wschodzących, które wobec waluty amerykańskiej zyskiwały. Od momentu, gdy Pekin dopuścił aprecjację renminbi – jak oficjalnie nazywa się chińska waluta – umocniło się ono wobec dolara o blisko 12 proc., a wobec euro o ponad 15 proc. Wiele wskazuje jednak na to, że tak przewidywalne notowania juana wkrótce będą już tylko wspomnieniem.