W krótkim terminie obligacje wciąż pozwalają zarobić

Nie są to już te kalorie, co przed rokiem, kiedy papiery zapadające w terminie 6–12 miesięcy pozwalały sięgnąć po 9–12 proc. rentowności brutto, ale 7–11 proc. wciąż jest osiągalne.

Publikacja: 01.04.2024 13:59

W krótkim terminie obligacje wciąż pozwalają zarobić

Foto: AdobeStock

Obiektywnym i trudnym do zakwestionowania powodem spadku rentowności obligacji na przestrzeni roku jest spadek stóp procentowych o 100 pkt bazowych. Można z decyzjami RPP się zgadzać lub uznać za przedwczesne czy też zbyt zachowawcze, ale konsekwencją ich podjęcia jest spadek stawek WIBOR o nieco ponad 100 pkt bazowych, a więc także i oprocentowania obligacji korporacyjnych o zmiennym oprocentowaniu opartym na WIBOR-ze.

Niższe ryzyko

Ale rentowność obligacji korporacyjnych przeważnie spadła mocniej niż o 1 pkt proc. na przestrzeni roku. Papiery Victorii Dom oferują dziś niespełna 10 proc. brutto, podczas gdy przed rokiem było to nawet 15 proc. White Stone Development przed rokiem wyceniano na 12,7 proc. (mimo stałego oprocentowania na 6 proc.), dziś również jest to mniej niż 10 proc. W innej skali, ale również wyraźnie spadła rentowność obligacji także większych firm, jak Kruk czy Echo Investment.

Parkiet

Przyczyną spadku rentowności nie jest zatem tylko obniżenie WIBOR-u. W przypadku deweloperów można wskazać na spadek ryzyka kredytowego. Zapowiedź wprowadzenia programu „Bezpieczny kredyt 2 proc.”, a później jego uruchomienie, błyskawicznie przełożyła się na wzrost sprzedaży, a ten na bilanse deweloperów. Ryzyko kredytowe związane z ich obligacjami znacząco się obniżyło, a w przypadku krótkoterminowych papierów jest bardzo niskie, ponieważ deweloperzy są dziś zasobni w gotówkę i mogą bez przeszkód czerpać środki z rynku finansowego czy od nadpłynnych banków. Deweloperzy są aktualnie najliczniejszą grupą emitentów obligacji korporacyjnych, nic zatem dziwnego, że średnie rentowności na Catalyst spadły i nie dotyczy to bynajmniej tylko krótkoterminowych papierów.

Ale nie tylko deweloperzy znaleźli się w lepszej sytuacji. Gospodarka uniknęła recesji, której powszechnie obawiano się przed rokiem, zatem zmieniło się postrzeganie emitentów obligacji w ogóle. Korzystają na tym także przedstawiciele branży finansowej, wliczając banki, windykację czy faktoring.

Trzymanie od dołu

Sprzymierzeńcem emitentów obligacji są także banki. Obniżki stóp i chroniczna nadpłynność skłoniły je do obniżenia oprocentowania lokat. Przed nieco ponad rokiem ich klienci mogli liczyć nawet na 8 proc. odsetek, dziś najlepsze z nich dochodzą do 5 proc., a w największych bankach jest to znacznie mniej. A to z kolei skłania klientów banków do poszukiwania alternatywy. Oczywiście tylko promil z nich dostrzeże możliwości związane z inwestycjami w obligacje firm na Catalyst, ale porównując skalę rynków (ponad 1,2 bln zł na lokatach i 1,2 mld zł oferowanych w obligacjach w nowych emisjach w ub.r.) i ten promil wystarczyłby, żeby nakryć czapką rynek obligacji korporacyjnych.

Teoretycznie istnieje hamulec, który nie pozwala rentownościom obligacji spadać niżej. A są nim potrzeby pożyczkowe Skarbu Państwa. W ostatnich miesiącach resort finansów zrezygnował z dalszych obniżek oprocentowania obligacji oszczędnościowych. 3 proc. (rocznie) za trzymiesięczne papiery to wciąż marny kupon, ale już 5,75 proc. za roczne obligacje (oprocentowanie jest równe stopie referencyjnej NBP i może zmieniać się co miesiąc) mogłoby powstrzymywać dalszy spadek krótkoterminowych rentowności obligacji korporacyjnych.

Czytaj więcej

Szalony kwartał na rynku publicznych emisji obligacji

Jednak to nie inwestorzy indywidualni dyktują warunki rynkowe. Napływy do funduszy dłużnych i nadpłynność sektora bankowego powodują, że inwestorzy instytucjonalni cierpią na nadmiar gotówki, którą chętnie ulokowaliby w zobowiązaniach przedsiębiorstw. Zupełnie inna jest sytuacja zarządzającego funduszem, który pozyskał właśnie 100 mln zł nowych środków (za co Towarzystwo naliczy przecież opłatę za zarządzanie, co jest dobrą motywacją, by zainwestować je jak najszybciej), a inna inwestora, który chciałby zarobić więcej niż na lokacie, nie ryzykując przy tym za bardzo.

Inwestorzy instytucjonalni nie mają dostępu do obligacji oszczędnościowych, dla nich benchmarkiem są papiery skarbowe. Rentowność serii WZ0525 (oprocentowanie równe stawce WIBOR6M) to 5,3 proc. To one są dla nich właściwym punktem odniesienia dla oceny, czy rentowność danej serii zawiera odpowiednią premię czy też nie.

Jeśli porównamy rentowność serii wymienionych w zestawieniu (są to wszystkie serie obligacji korporacyjnych i skarbowych zapadających od września 2024 r. do marca 2025 r., które cechują się płynnością wyższą od zera), łatwo o wyliczenia. Okaże się wówczas, że premie sięgają od 1,6 po nawet 5,6 pkt proc. ponad wycenę wspomnianej „wuzetki”. Ocenę, czy premie mają odpowiednią wysokość, należy pozostawić już inwestorom.

Krótki termin od drugiej strony

Istnieje inny dobry sposób lokowania krótkoterminowych nadwyżek w obligacjach korporacyjnych niż kupowanie ich w ostatnich miesiącach przed terminem wykupu. W krótkoterminowych inwestycjach kluczowym aspektem jest nie tylko rentowność, ale również minimalizacja kosztów transakcyjnych. W przypadku papierów o bliskiej dacie wygaśnięcia zakup wiąże się wprawdzie z koniecznością prowizji maklerskiej, ale w dniu wykupu emitenci wypłacają środki i nikt nie nalicza z tego tytułu prowizji, która obciążałaby posiadacza papierów. Innymi słowy – koszt transakcji ponoszony jest tylko raz. Dodatkowym kosztem jest także podatek od zysków kapitałowych naliczany także od kupionych wraz z ceną sprzedaży odsetek, co w skrajnym przypadku może sprowadzić rentowność netto poniżej progu opłacalności.

8,5 proc. brutto

– średnio tyle można zarobić na obligacjach firm wygasających za 6–12 miesięcy

Jednorazowa prowizja może być także naliczona przy innego rodzaju transakcji – odsprzedaży na Catalyst obligacji kupionych (z reguły bez prowizji) na rynku pierwotnym w ramach emisji publicznych. Ten sposób przeprowadzenia krótkoterminowej inwestycji ma sporo zalet – to inwestor wybiera datę zakończenia inwestycji (datę sprzedaży), nie martwi się stopą podatkową (nie będzie wyższa niż 19 proc.), no i taka inwestycja pozwala osiągać dodatkowy zysk, zwłaszcza w obecnych warunkach rynkowych.

Wszystkie emisje publiczne skierowane do szerokiego grona inwestorów (w domyśle – do inwestorów indywidualnych), które weszły w tym roku notowań, wyceniane są na Catalyst powyżej ceny nominalnej. Rekordzistą jest GMP Vindexus. Obligacje tej firmy można na rynku wtórnym sprzedać od ręki za 102,6 proc. Po odliczeniu kosztów prowizji sprzedający te obligacje może szacować rentowność swojej inwestycji na prawie 22 proc. Wysoko notowana jest także styczniowa emisja Kredyt Inkaso (po 101,25 proc.), ale udział w emisjach publicznych i późniejsza sprzedaż obligacji gwarantuje – obecnie – dodatkowy zysk inwestorom, którzy właśnie w ten sposób chcieliby lokować krótkoterminowe nadwyżki.

Problem polega na tym, że na obligacje jest tak wielu chętnych, że zapisy trzeba redukować. Standardem jest 50 proc., ale emisje, w których inwestorzy otrzymują przydział jednej z czterech lub trzech zamówionych obligacji, też są częste. W zasadzie to one przeważają. Jednak to właśnie silny popyt sprawia, że notowania obligacji rosną w obrocie na Catalyst, mimo że emitenci zapewniają stałe dostawy „towaru”. W kolejnych emisjach warunki są zaostrzane, a marże obniżane, co oczywiście dodatkowo podnosi notowania starszych serii i może skłaniać ich posiadaczy do przedłużenia inwestycji o kolejne kwartały lub lata. Nic tak nie utrudnia podjęcia decyzji o sprzedaży jak świadomość, że nic lepszego nie pojawi się na rynku w najbliższych latach.

Większość inwestorów na rynku obligacji preferuje strategię kup i trzymaj, a powyższe rozważania mogą być wskazówką np. dla posiadaczy gotówki, którzy wiedzą, że będą musieli się z nią rozstać w przewidywalnym terminie.

Obligacje
Echo Investment wyemituje obligacje serii T na maks. 60 mln zł
Obligacje
Obligacje dużych firm już zbyt drogie. Niskie premie mają swoją przyczynę
Obligacje
Rentowności obligacji w okolicach poziomów z wyborów
Obligacje
Fed poczeka?
Obligacje
Tomasz Puzyrewicz, DM Navigator: Inwestorzy biją się o obligacje spółek
Obligacje
Tłuste bilanse deweloperów to coraz chudsze kupony