Oprocentowanie lokat terminowych zjechało już niemal do zera – często bowiem wynosi 0,01 proc. Takie decyzje podjęły już właściwie wszystkie banki. W rankingach oprocentowania oczywiście wygląda to znacznie lepiej – na czele oferty z odsetkami w wysokości 2,5 proc. Tak, ale promocyjne, jednorazowe, z niskimi kwotami maksymalnymi. Właściwie na ulokowanie większej kwoty przy najmniejszej stracie realnej pozwala tylko Idea Bank: 1,5 proc. na trzymiesięcznej lokacie Happy Pro do 200 tys. zł, do 1 mln zł na dwu- i trzymiesięcznej Lokacie na Nowe Środki. Są to jednak propozycje albo dla nowych klientów, albo – zgodnie z nazwą – dla nowych środków.
Na kontach coraz mniej
Zostają zatem konta oszczędnościowe. Tylko że... tu banki jeszcze nie zakończyły cyklu obniżek oprocentowania i pilnie wyrównują zaległości. Promocje są, a jakże. Ale już nie takie jak kiedyś, obejmujące setki tysięcy złotych. Cóż z tego, że mBank daje 2,5 proc. na cztery miesiące, a zatem tyle co najlepsza lokata terminowa, skoro oprocentowanie to dotyczy salda do 20 tys. zł. Cóż z tego, że w Credit Agricole można dostać również 2,5 proc. przez trzy miesiące, skoro również do 20 tys. zł. Większe kwoty „oprocentowuje" promocyjnie Nest Bank: do 50 tys. zł – 1,5 proc., ponad 50 tys. zł – 1,25 proc. (w obu przypadkach do końca drugiego miesiąca kalendarzowego po otwarciu konta osobistego).
Korzystającym z bankowych promocji – czy to lokat, czy kont oszczędnościowych – grozi to samo niebezpieczeństwo. Jeśli lokata jest odnawialna – popadnięcie w bliskie zera oprocentowanie. Podobnie jak oprocentowanie konta oszczędnościowego po okresie promocji. A zakończenie współpracy nie jest takie proste, bo promocje wiążą się z koniecznością zakładania konta osobistego.
A wracając do banków nadrabiających zaległości. Alior Bank i Santander Bank Polska już to zrobiły (0,01 proc. po promocjach). Od czwartku w Citi Handlowym – 0,05 do 0,07 proc. A we wrześniu prawdziwa hekatomba: Bank Millennium, Bank Pocztowy, Bank BPS, BNP Paribas BP, BOŚ, ING Bank Śląski, Toyota Bank.
Obligacje do cięcia?
Ucieczką od coraz mniej opłacalnych lokat były obligacje skarbowe. Jednak Ministerstwo Finansów obniżyło oprocentowania obligacji oszczędnościowych sprzedawanych w maju 2020 r. Obniżki wyniosły od 1 do 1,3 pkt proc. – Zmiana warunków oprocentowania obligacji oszczędnościowych wynika z ich dostosowania do bieżących realiów rynkowych wynikających w głównej mierze ze zmiany parametrów polityki pieniężnej prowadzonej przez bank centralny. Obniżeniu ulega oprocentowanie wszystkich oferowanych obligacji przy jednoczesnym zachowaniu preferencji dla rynku detalicznego względem rynku hurtowego – powiedział wiceminister finansów Piotr Nowak.
Odpowiedzią klientów był ogromny wzrost popytu w kwietniu i równie ogromny spadek w maju. Powoli jednak zaczęto się z papierami skarbowymi przepraszać i w lipcu było jak w marcu. A to może oznaczać...
Dane zebrane przez HRE Investments wskazują, że sprzedaż obligacji w sierpniu będzie co najmniej zbliżona do wyniku lipcowego, a może nawet lepsza. Bartosz Turek, główny analityk firmy, uważa, że dla resortu może to być ostateczny argument za tym, żeby dokonać kolejnego cięcia oprocentowania obligacji detalicznych.
– Ktoś, kto rozważa taką inwestycję, powinien więc zwracać uwagę na pojawiające się pod koniec miesiąca zapowiedzi warunków nowych emisji – ostrzega. Gdyby resort zdecydował się na cięcie, w sierpniu mógłby paść kolejny rekord sprzedaży.
Od maja oprocentowanie obligacji stałoprocentowych trzymiesięcznych wynosi 0,50 proc. w skali roku (wcześniej 1,5 proc.), dwuletnich papierów skarbowych 1,0 proc. (spadek z 2,1 proc.). Pozostałe obligacje w pierwszym okresie odsetkowym oprocentowane są odpowiednio: 1,1 proc. dla trzylatek (spadek z 2,2 proc.), 1,3 proc. dla czterolatek (spadek z 2,4 proc.) oraz 1,7 proc. dla dziesięciolatek (spadek z 2,7 proc.). Obniżona zostanie także marża obligacji opartych na inflacji – o 0,5 pkt proc.
– W lipcu największym zainteresowaniem oszczędzających cieszyły się obligacje trzymiesięczne, których oprocentowanie wynosi obecnie 0,50 proc. Łącznie od początku tego roku nabywcy indywidualni przeznaczyli na zakup instrumentów skarbowych 17 mld zł, czyli tyle co w całym 2019 r. i niemalże dwukrotnie więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku – komentował Piotr Nowak.