Strach, panika. To niemal najczęściej powtarzane wyrazy w tekstach
dotyczących giełdy po wczorajszej sesji. Co było powodem takich ocen?
Mocny spadek cen o kilka procent? Owszem przecena była znaczna i mogła
zrobić wrażenie na części inwestorów. Przyznam jednak, że uważnie
obserwując wczorajsze wahania nie odniosłem wrażenia, że rynek poddał się
panice. Nie widziałem panicznej wyprzedaży, ale spokojny zjazd cen. Trwał
on niemal od początku sesji do 14:00. W tym czasie nie było chwil
dynamicznej przeceny (może poza niskim otwarciem). Cały czas płynność była
zachowana i można było dokonać transakcji bez zbyt dużego poślizgu. I
najważniejsze - w trakcie wczorajszej sesji rosła liczba otwartych pozycji
na rynku terminowym. Wzrost zaangażowania na rynku zarówno po stronie
niedźwiedziej (co w związku z kierunkiem ruchu cen wydaje się zrozumiałe),
jak i po stronie byczej (co przy sporej przecenie zasługuje na uwagę)
wyraźnie wskazuje na to, że do paniki było wczoraj daleko. Nikt nie
wyskakiwał z rynku z myślą, żeby zrobić to jak najszybciej i dopiero
później policzyć straty. Wczoraj cały czas trwały kalkulacje. Wielu z
graczy uznało, że osiągane przez rynek ceny są dogodne do zajęcia pozycji
po długiej stornie rynku. To nie były znamiona paniki. Na panikę nie
wskazywała także baza. Zauważmy, że ta przez całą sesję była dodatnia. Nie
było nawet chwili przesilenia, gdy ceny kontraktów parte mocniejszą podażą
zeszły pod poziom indeksu.
Paniki zatem nie było, choć oczywiście wyprzedaż była spora. Ceny zeszły
na poziom, na którym nie były od kilku miesięcy. Skąd więc ten równie
spory popyt? Dlaczego uznano, że warto kupować? Część zapewne liczyła, że
duża przecena jest finałowym elementem ostatniej przeceny. Rynek dzięki
niej pozbędzie się co słabszych graczy i nabierze dzięki temu sił. Pewnie
część z inwestorów poszukiwała kolejnego wsparcia, który mógłby
potencjalnie zatrzymać przecenę. Wczoraj poważnie zostały naruszone (dla
części inwestorów po prostu przebite) poziomy wsparcia w postaci dołka z
połowy maja i w postaci dolnego ograniczenia kanału. Linie trendu mają
jednak to do siebie, że można je rysować różnie. Pewnie część graczy
przyjęła koncepcję taką jak na wykresie Indeks.gif Nie ma w tym nic złego.
Byleby się tego trzymać. Problem z takimi różnymi scenariuszami jest taki,
że w tej chwili to nie wsparć należy szukać, a oporów. Zatem powinny nas w
tej chwili interesować nie poziomy, gdzie spadek może się zatrzymać, ale
poziomy, których pokonanie, będzie sygnałem pojawienia się przynajmniej
większej korekty. Jak pisałem pod koniec wczorajszej sesji, obecnie za
taki poziom można uznać lokalny szczyt na 3565 pkt. Jeśli ceny zdołają
wyjść nad jego poziom, będzie to sygnał, że popyt odzyskuje siły. Nie
będzie wtedy miało znaczenia, czy to dolne wsparcie zadziałało, czy też
zanegowany został wstępny sygnał przebicia wyższego wsparcia - liczy się
sam fakt odzyskiwania sił przez popyt.
Na to trzeba jednak poczekać, bo w tej chwili mówienie o sile popytu, to
jak mówienie o czymś mało realnym. Wczoraj popyt, mimo że spory, to jednak
był w defensywie. Dziś nie będzie wiele łatwiej. Przynajmniej na początku
sesji. O ile cieszyć mogło wczorajszych kupujących to, że indeksom w USA w
końcówce sesji udało się wybronić przed spadkami, to dzisiejsza skala
przeceny w Azji ponownie straszy naszych inwestorów. Nikkei spada o ponad
5%, a indeks Hong Kongu o ponad 3%. Kontrakty w USA notują przeceną o ok.
1%. Można zatem przypuszczać, że i dzisiejszy poranek nie będzie zbyt
przyjemny dla posiadaczy długich pozycji. Reszta sesji? Na sygnał kupna