Dziś powiększona została skala przeceny rozpoczętej jeszcze w
poniedziałek, a w pełni rozwiniętej na wczorajszej sesji. Mamy dziś
wyznaczony nowy dołek tej przeceny. Jej skala nie jest na razie
niepokojąca. Patrząc na wykres cen z nieco większej perspektywy nie można
odnieść wrażenia, że rynek rozpoczął właśnie wielką falę spadków. Przecena
nie jest duża, co z jednej strony pozwala przyjąć, że popyt ma nadal
przewagę, ale z drugiej sprzyja temu, by nie wykluczać możliwości jej
powiększenia.
Notowania rozpoczęliśmy wzrostem cen. Pomogły plusy na amerykańskich
kontraktach po publikacji wyników kilku ważnych spółek, jak choćby Yahoo,
czy Intel. Zwyżka cen kontraktów w USA była wprawdzie niewielka i
właściwie jedynie zniwelowała równie niewielki wcześniejszy spadek cen
akcji w ramach regularnych notowań we wtorek, to jednak wzbudziła
nadzieję, że wyniki spółek w ogóle będą lepsze. Nikt już nie zwracał uwagi
na to, że kilka godzin wcześniej część zarządów sugerowała, że słabsze
wyniki w III kw. nie zostaną poprawione diametralnie w kolejnych. Owszem,
można oczekiwać na wyższe zyski, ale wpływ problemów na rynku długu będzie
jeszcze odczuwalny.
Warto się zastanowić na tym, czego faktycznie należy oczekiwać w
przyszłych kwartałach. Z jednej strony mamy głosy o konieczności kolejnego
obniżenia stóp procentowych w USA, by zniwelować negatywne skutki
załamania na rynku długu, a z drugiej optymistyczne oczekiwania szybkiej
poprawy wyników spółek. Te oczekiwania trzymają poziomy cen akcji na
bardzo wysokim poziomie. Indeks średniej przemysłowej, czy pięćsetki S&P
jeszcze kilka dni temu biły swoje rekordy. W którym miejscu rynek
dyskontuje problemy zmuszające Fed do dalszego luzowania polityki
pieniężnej? Jeśli jest tak źle, to czemu jest tak dobrze? Kto tu ma racje?
Powoli prognozy co do dalszych ruchów FOMC "jastrzębieją". Rynek wycenia
prawdopodobieństwo kolejnej obniżki na coraz niższym poziomie. Wygląda na
to, że strach miał wielkie oczy. Sytuacja nie jest aż tak tragiczna, jak
ją wcześniej przedstawiano. Pozostaje sobie zadać pytanie, skoro nie jest
tak źle, to co będzie w kolejnych kwartałach z inflacją po ostatniej
obniżce stóp? Czy zamiast oczekiwać kolejnej obniżki nie trzeba się
zastanowić nad scenariuszem powrotu do polityki bardziej restrykcyjnej?