Wiadomością wczorajszego dnia była z pewnością znacznie wyższa od prognoz
sprzedaż nowych domów. Gdy rynek oczekiwał praktycznie braku zmiany,
faktycznie sprzedaż wzrosła o 16%. Początkowo została ona przyjęta
entuzjastycznie, ale już chwilę później rynek zaczął powątpiewać w jedynie
pozytywny charakter tej publikacji. Wprawdzie spadła nieco liczba domów
oczekujących na sprzedaż, ale nie mniej ważna jest informacja o spadku
cen, po jakich tą zaskakującą ilość domów sprzedano. Tu wpływ na to miał
fakt, że znaczny wzrost zanotowała sprzedaż domów na Południu, gdzie
średnia cena domu jest niższa. Zatem publikacja ta nie może być podstawą
do zbyt mocnych wniosków. Istnieje bowiem ryzyko, że w przyszłym miesiącu
zostanie ona skorygowana. Nie tylko przez rewizję, ale także ponowny
spadek sprzedaży nowych domów.
Spadek cen domów mógł zaniepokoić inwestorów. To przecież dla większości
właścicieli to właśnie cena jest istotną informacją. Jeśli ceny domów
nadal będą spadać, to banki będą domagać się szybszej spłaty kredytów, lub
też dodatkowego zabezpieczenia tychże kredytów. Innymi słowy spadające
ceny przedmiotów zabezpieczających kredyt zdecydowanie utrudniają sytuację
kredytobiorców. Z tego względu nie musi wcale dziwić fakt, że krótko po
publikacji danych indeksy zaczęły spadać i spadały niemal do końca sesji.
Inną sprawą, która ostatnio zaprząta głowy tamtejszym graczom, a pewnie i
nie tylko tamtejszym, to trwające rozmowy handlowe z Chiny-USA. Na razie
niewiele z nich wynika i zbyt wiele się nie udało uzyskać. Trzeba
pamiętać, że jeśli strony się nie dogadają, to może dojść do wprowadzenia
obostrzeń w handlu z Chinami, co nie pozostanie bez wpływu na amerykańską
gospodarkę. To nie tylko potencjalnie może poprawić sytuację w bilansie
handlowym, ale i wpłynąć na wielkość kapitału wpływającego do USA, oraz
sytuację w samych Chinach, co rykoszetem może dotrzeć także do nas.
To jednak przyszłość i to wcale nie najpewniejsza. Na razie mamy przed
sobą prawdopodobieństwo spadku cen na początku sesji. Na rynkach
azjatyckich pomocy nie znajdziemy. Nikkei stracił dziś ponad 1%. Wzrosły
ceny w Chinach, ale to tylko odbicie po ostatniej lekkiej przecenie.
Wczoraj z końcem sesji został naruszony poziom oporu na szczycie z 14 maja
br. Dzisiejszym początkiem ponownie się od niego oddalimy. Jeśli popyt nie
zdoła utrzymać cen, będzie można mówić o odbiciu i jego konsekwencjach.
Dla niedźwiedzi mogą być one miłe.