Ostatnią sesję w tym tygodniu rozpoczęliśmy od spadku cen. Taki początek
chyba nikogo nie zaskoczył. Nastroje na świecie były popsute przez słabe
notowania w USA oraz spadek cen w Azji. Wyjątkiem dla nas był wzrost w
Chinach, ale tam akurat wcześniej zanotowano spadek.
Skala przeceny nie była duża, ale to nie skala była tu ważna. Znacznie
ważniejsze było to, że w ogóle do tej przeceny doszło. Na wczorajszej
sesji udało się kupującym doprowadzić ceny do okolic oporu. Nawet doszło
do jego naruszenia. Dziś popyt miał szansę na wyjście wyżej, a tym samym
sprowokowanie do wystąpienia sygnału sprzyjającego posiadaczom długich
pozycji. Spadkowy początek dnia to zdecydowanie utrudnił. Ponowne
oddalenie się o poziomu oporu można bowiem traktować jako odbicie. Popyt w
trakcie sesji nie miał sił, by temu zaprzeczyć. Atmosfera zdecydowanie
temu nie sprzyjała.
W związku z tym pojawił się na wykresie kolejny lokalny szczyt. Nie byłoby
w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że szczyt ten także uwiarygodnił
linię trendu, którą można uznać za górne ograniczenie kanału spadkowego.
Jak wspominałem kilka dni wcześniej pokonanie poziomu 3590 pkt jest
kluczowe właśnie z tego powodu, by zanegować możliwość wykreślenia takiego
kanału. To się nie udało, co stawia pod znakiem zapytania siłę popytu.
Jeszcze nic wielkiego się nie stało i teoretycznie nadal istnieje szansa
na wyjście w górę. Scenariusz spadkowy zyska poważne potwierdzenie, gdy
podaż zbije ceny pod poziom 3500 pkt. Tu znajduje się lokalny dołek.
Zejście poniżej tego dołka po wcześniejszym odbiciu od oporu będzie
sygnałem sprzedaży. Wtedy będzie można liczyć na spadek przynajmniej do
3400 pkt, czyli do poziomu luki hossy, gdzie, jak można sadzić, popyt
będzie już silniejszy. Zamknięciem luki miałoby fatalne skutki dla
posiadaczy długich pozycji, a równocześnie byłoby świetnym sygnałem dla
graczy liczących na dalszy spadek cen.