Wczorajsza sesja w USA będzie raczej dla nas niewielkim impulsem. Zmiana
wartości indeksów nie była znacząca i ważne w tej chwili jest to, że te
indeksy zyskały. Co ciekawe, wzrost ten miał miejsce w dniu, gdy na rynku
w Chinach indeks stracił ponad 8%. Dziś tam także ceny spadły, choć już
znacznie mniej, bo jedynie 2%. Nasz rynek zachował się podobnie.
Ignorowanie Chin to dość ciekawa strategia. Oczywiście wpływ giełdy w
Szanghaju na gospodarkę chińską jest znikomy, ale może być większy na
panujące na świecie nastroje towarzyszące inwestycjom na emerging markets.
W tej chwili większość wydaje się przyjmować, że spadek w Chinach jest
jedynie korektą i tamtejszy rynek szybko powróci do wzrostów. Na razie
może i jest to prawda, choć skala przeceny, a zwłaszcza jej szybkość robi
wrażenie. Niepokojące.
Skoro wczoraj nasz rynek nie zareagował szczególnie emocjonalnie na spadek
indeksu chińskiego o 8%, to dzisiejszy spadek o 2% tym bardziej nie wywoła
większych emocji. Tu bardziej liczyć się będzie spokój na rynku walutowym
i osłabienie jena. Złoty jest stabilny, choć w najbliższym czasie trzeba
się liczyć z tym, że będzie słabł nadal. Nie wydaje się, by był to koniec
korekty osłabiającej naszą walutę.
Można zatem przyjąć, że poziom otwarcia nie będzie znacząco odbiegał od
poziomu wczorajszego zamknięcia. Nie będzie błędem liczyć na dalszą zwyżkę
cen. Rynek po prostu jest w takiej fazie i wzrost nie powinien być dla
nikogo zaskoczeniem. Warunków do mocniejszego spadku jeszcze nie ma. Mamy
hossę, a ta ma swoje prawa. W trakcie dnia poznamy małą liczbę danych
makro. O 10:00 pojawi się wartość wskaźnika PMI sektora usług dla strefy
euro. Godzinę później poznamy dynamikę sprzedaży detalicznej strefy euro.
Potem długo nic i dopiero o 16:00 pojawi się wskaźnik ISM sektora usług w
USA. Sesja nie zapowiada się więc szczególnie zajmująco. Także z punktu
widzenia techników, gdyż na razie do najbliższych wsparć jest tak daleko,
że nie ma większych szans na to, by zostały one pokonane.