Zadaniem popytu na dzisiejszej sesji było utrzymanie wczorajszego poziomu
cen. Nie zostało to zrealizowane. Początek sesji dawał jeszcze jakieś
nadzieje. Wprawdzie otwarcie dokonało się na minusach, to jednak były one
na tyle niewielkie, że popytowi udało się szybkie je zniwelować. Później
pojawiły się plusy. Zwyżka cen, która je spowodowała miała jednak poważny
mankament - towarzyszył jej niewielki obrót. To sprawiało, że cała akcja
kupujących nie była wiele warta.
Już przed południem ceny zaczęły spadać. Najpierw w ramach rano
wykreślonego zakresu wahań, a później już wyznaczając nowe minima sesji.
Spadek cen trwał dość długo, bo niemal do końca sesji, ale mimo to trudno
go uznać za dramat posiadaczy długich pozycji. Zauważmy, że także i tym
razem obrót nie był znaczący. Z pewnością więc nie można powiedzieć, że
mieliśmy do czynienia z poważnym atakiem podaży.
Spadek cen, jaki zaczął się przed południem można uznać za dalszy ciąg
poniedziałkowego zejścia pod poziomom południowej konsolidacji. Skala
przeceny nie jest znaczna. Warto zauważyć, że dzisiejszy dołek to także
okolice zniesienia 61,8% rozpoczętego w ubiegły piątek wzrostu cen. Zatem
można jeszcze uznać, że przecena była tylko korektą. Tym bardziej jest to
założenie słuszne, że przecież nadal jesteśmy w trakcie hossy, a tym samym
trzeba przyjąć, że nadal pozycją domyślną jest pozycja długa. Przecena z
ubiegłego tygodnia tego nie zmieniła, choć oczywiście nikt o niej nie
zapomina. Problem w tym, że takich przecen w trakcie tego trendu
wzrostowego było już sporo, a i tak po jakimś czasie pojawiały się nowe
szczyty. Kiedyś pewnie któraś z takich przecen będzie TĄ, która rozpocznie
bessę. Dowiemy się o tym po fakcie.