Pewnie wszyscy już wiedzą, że wczorajsza sesja w Stanach zakończyła się
mocnym wzrostem cen. Posiadacze długich pozycji zapewne w lubością
przyglądają się wykresom indeksów zza oceanu. Wielkość białej świeczki
robi wrażenie, ale zauważmy, że wczorajszy wzrost nie zmienił aktualnej
sytuacji technicznej. W przypadku każdego z trzech obserwowanych przez nas
indeksów poziom oporu, którego pokonanie miałoby wartość techniczną, jest
powyżej wczorajszego zamknięcia. Zatem prawdziwe stoi dopiero przed
popytem dj.gif Nasdaq.gif SP500.gif W tym kontekście nasza sytuacja jest
podobna. Wczorajszą zwyżką cen i dzisiejszym prawdopodobnie wysokim
otwarciem notowań wkraczamy w strefę, gdzie popyt musi się już wysilić.
Pojedyncze strzały mogą okazać się niebyt skuteczne. Im bliżej poziomu
3200 pkt. Tym bykom będzie trudniej, ale też i nagroda, przynajmniej
potencjalna, jest spora. Przecież wyjście ponad 3200 pkt. to faktycznie
wybicie z formacji podwójnego dna, co powinno dać rynkowi sporego kopa. O
ile oczywiście popyt nagle zjedna sobie nowych zwolenników. To jednak
problem nie na dzisiaj. Nie należy oczekiwać, by do ataku na opór miało
dojść już w czasie dzisiejszej sesji. Dziś mamy szansę się do niego
zbliżyć. Na poważniejszy atak trzeba będzie jeszcze poczekać.
Siła popytu w ostatnich dniach, a także bierność podaży, która tylko
przygląda się rozwojowi wypadków, są przynajmniej zastanawiające.
Napływające informacji w większości wypadków nie są pocieszeniem dla tych,
którzy liczą, że recesja w Stanach się nie pojawi. Dla wielu analityków
jest bowiem jasne, że ta recesja jest już faktem, ale na jego
potwierdzenie trzeba będzie poczekać być może nawet do końca roku. Po
takiej sesji, jak wczorajsza głośniejsze są opinie, że o wszem recesja
jest, ale rynek doszedł do wniosku, że powoli się ona kończy. Np. wg
raportu TrimTabs (za ostatnim tekstem Marka Hulberta) w gospodarce
ponownie zaczyna przybywać miejsc pracy, choć oficjalne publikacje tego
nie potwierdzą, gdyż metodologia ich konstruowania sprawia, że nie łapią
one punktów zwrotnych. Wniosek jest taki, ze rynek oczekuje oficjalnie
potwierdzonego spadku liczby miejsc pracy w sektorze pozarolniczym o
50-100k, ale za bardzo się tym nie przejmie, bo są przesłanki ku temu, by
sądzić, że tak naprawdę to wielkość zatrudnienia wzrosła o ok. 50k.
Przyznam, że takie rozumowanie jest dla mnie zbyt karkołomne. Ja jestem
bardziej staromodny i pozostanę przy analizie oficjalnych danych, choć
oczywiście o TrimTabs będę pamiętał i jeśli się potwierdzą ich analizy to
tylko im przyklasnę. Dziś będziemy mieli dwie publikacje, które mają nas
przybliżyć do wartości piątkowego raportu o stanie rynku pracy. Będzie to
raport Challengera o liczbie planowanych zwolnień oraz raport ADP o
przypuszczalnej zmianie liczby miejsc pracy w sektorze prywatnym.
Za wczorajszy wzrostem cen w USA w dużej mierze stały spółki sektora
finansowego. To właśnie ten sektor był jednym z wiodących, choć trzeba
zaznaczyć, że cała trzydziestka papierów wchodzących w skład średniej
przemysłowej wczoraj zyskała na wartości, a więc poszczęściło się nie
tylko posiadaczom Lehman Bros., choć naturalnie nie w takim stopniu, jak w
przypadku właśnie akcjonariuszy Lehman Bros. Spółka zyskała 17 proc. po
informacji, że nie ma problemu z zebraniem kapitału w ramach nowej emisji.
Wczoraj wzrosły mocno papiery UBS, choć spółka ogłosiła wczoraj stratę za
I kw. 2008 oraz wielkość odpisów związanych z ze stratami na rynku długu.
Szybko jednak pojawiła się zapowiedź wydzielenia aktywów trefnych w ramach
nowej spółki, co ucieszyło graczy. Kto będzie wła wartości. Deutsche
Bank ogłosił straty na papierach opartych o nieruchomości na kwotę prawie
4 mld dolarów. Skoro to tylko 4 mld to spółka zyskała tylko 4 proc. UBS
odpisał 19 mld dolarów, za co został nagrodzony wzrostem o 14 proc.