Dzisiejsza sesja była tylko trochę ciekawsza od trzech wcześniejszych z
tego tygodnia. Także i dziś większość czasu przeznaczonego na notowania
przebrnęliśmy w trendzie bocznym. Rozpiętość wahań jest przyzwoita, choć
należy pamiętać, że została wyznaczona w trakcie dwóch pierwszych godzin
sesji. To właśnie wtedy rynek po marnej próbie powrotu do poziomu
wczorajszego zamknięcia (rozpoczęliśmy notowania spadkiem cen) zaliczył
przecenę, która zaprowadziła ceny kontraktów do poziomu wsparcia, za jakie
można uznać okolice dołka z 3 kwietnia. Jeszcze przed południem ceny
zatrzymały się tuż nad wsparciem. Przez resztę sesji obserwowaliśmy ruch
boczny. Ceny trzymały się okolic wsparcia wahając się w wąskim przedziale
wartości.
W początkowym okresie kreślenia tej konsolidacji wydawało się, że atak
podaży jest tylko kwestią czasu. Brak odbicia wskazywał, że to podaż
trzyma rękę na pulsie. Później sytuacja zaczęła się komplikować.
Przedłużający się ruch boczny umożliwił powstanie wątpliwości, czy podaż
faktycznie ma ochotę na atak. Niska aktywność (jeden z niższych obrotów w
ostatnim czasie) sugeruje, że na śmielsze akcje faktycznie nikt nie miał
dziś ochoty. Zachowanie rynku zastanawia, bo bliskość kluczowego (dla
części graczy ten poziom jest kluczowy ze względu na oczekiwaną przez nich
formację podwójnego szczytu) raczej skłania, by przynajmniej go
przetestować. Dziś się nie udało. Przedłuża to tym samym nadzieje byków na
to, że uda się podnieść ponownie ceny i zbliżyć się do okolic szczytów.
Problem w tym, że potrzeba do tego kapitału. Ten pozostaje bierny.